Opowieść o dzieciństwie

Będąc dzieckiem bawiłem się pewnego razu na uliczce, jak to malcy mają w zwyczaju.1 Nagle zobaczyłem kilkoro dzieci, które szły razem w moją stronę. Ich widok bardzo mnie zdziwił. Podszedłem do nich i spytałem: "Dokąd idziecie?"

"Do szkoły - odparły, - zdobywać wiedzę."2

"Co to jest wiedza?" - spytałem.

"Nie znamy odpowiedzi - rzekły. - O to musisz zapytać naszego nauczyciela."

To powiedziawszy minęły mnie i poszły dalej.

Po pewnym czasie rzekłem do siebie: "Co to może być ta wiedza? Dlaczego nie poszedłem zdobywać jej razem z nimi?" Po czym ruszyłem za nimi, lecz nie mogłem ich znaleźć. Zobaczyłem natomiast jakiegoś starca, który stał na pustyni.

Podszedłem do niego i pozdrowiłem go.

Odpowiedział na moje pozdrowienie i zachęcił, abym mówił.

Powiedziałem: "Zobaczyłem kilkoro dzieci, które szły do szkoły. Spytałem je, w jakim celu tam idą. Odparły, że o to muszę zapytać ich nauczyciela. Nie pomyślałem wtedy o tym, a one odeszły, lecz gdy zniknęły mi z oczu, także i we mnie wezbrało pragnienie i poszedłem za nimi. Nie znalazłem ich jednak i wciąż ich szukam. Jeśli wiesz, gdzie są i kto jest ich nauczycielem, powiedz mi!"

"Ja jestem ich nauczycielem" - odparł starzec.3

Ilustracja do Adżajeb al-Machluqat (Cuda stworzenia), autorstwa Zakariji Qazwiniego, 1 połowa XV wieku, Bibliotheque Nationale de France "Musisz przekazać mi nieco wiedzy" - rzekłem.

Wziął wtedy tablicę, napisał na niej alfabet, po czym nauczył mnie go i powiedział: "Na dziś tyle musi ci wystarczyć. Jutro nauczę cię czegoś innego i każdego dnia więcej, aż zdobędziesz wiedzę."

Wróciłem do domu i przez cały następny dzień powtarzałem alfabet.

Nazajutrz znów poszedłem do niego, aby znów nauczył mnie czegoś, po czym i to przyswoiłem. Potem chodziłem do niego dziesięć razy dziennie i za każdym razem uczyłem się czegoś nowego, aż w końcu każdą chwilę z nim spędzałem i zdobyłem ogromną wiedzę.

Pewnego dnia w drodze do nauczyciela dołączył do mnie jakiś niegodny człowiek, którego w żaden sposób nie mogłem się pozbyć. Gdy dotarłem na miejsce, nauczyciel podniósł tablicę i trzymał ją przede mną w pewnej odległości. Spojrzałem i zobaczyłem, że coś jest na niej napisane i tak bardzo zapragnąłem poznać tajemnicę, która była na tablicy, że w głowie mi się zakręciło i do tego stopnia straciłem nad sobą kontrolę, że to, co zobaczyłem na tablicy przeczytałem temu, który przyszedł ze mną.

Towarzysz mój, który był człowiekiem niegodnym,4 śmiał się z moich słów i drwił ze mnie. W końcu uderzył mnie w twarz i rzekł: "Oszalałeś? Nikt zdrowy na umyśle nigdy by czegoś takiego nie powiedział." Zabolało mnie to i zapał mój ostygł. Zostawiłem mojego niegodnego towarzysza tam, gdzie stał, a sam poszedłem dalej. Nauczyciela jednak nie było w miejscu, w którym zwykł przebywać. Mój ból wzmógł się i ogarnęła mnie rozpacz. Długo wędrowałem po świecie, lecz w żaden sposób nie mogłem odnaleźć mojego nauczyciela.

Pewnego dnia wszedłem do chanegahu5 i zobaczyłem tam pewnego starca,6 który siedział na honorowym miejscu naprzeciw wejścia, a ubrany był w kolorową szatę, której jedna połowa była biała, a druga czarna. Przywitałem go, a gdy mi odpowiedział, opowiedziałem mu, co mnie spotkało.

Starzec rzekł: "Twój nauczyciel miał rację. Jeśli wyjawiasz komuś, kto nie potrafi odróżnić dnia od nocy tajemnicę, która sprawia, że dusze szacownych zmarłych tańczą w zachwycie w niebie, [nie dziw się, że] zostajesz spoliczkowany,7 a twój nauczyciel nie chce cię więcej widzieć."

"Wówczas nie byłem sobą - odparłem - i nie byłem świadomy tego, co mówię. Musisz spróbować [mi pomóc], abym mógł odnaleźć mojego nauczyciela."

Wtedy starzec zaprowadził mnie do niego.

Gdy nauczyciel mnie zobaczył, rzekł: "Czyżbyś nie słyszał o tym, jak pewnej jesieni salamandra8 poszła odwiedzić kaczkę? Było jej bardzo zimno, lecz kaczka nie wiedziała o tym i zaczęła zachwalać jej zimną wodę i mówiła, jaką rozkosz daje taka woda zimą w stawie. Salamandra wpadła w gniew i obraziła kaczkę mówiąc: 'Gdybym nie była twoim gościem i nie myślała o tych, którzy są od ciebie zależni, nie zostawiłabym cię żywej'. To powiedziawszy odeszła.

Czyżbyś nie wiedział, że kiedy rozmawiasz z ludźmi niegodnymi, zostaniesz spoliczkowany, a twoje słowa, których nie rozumieją, przypiszą niewierze oraz innym rzeczom i tysiąc innych [gorszych] rzeczy z tego wyniknie?"

Odparłem:

Jeśli czysta i szczera jest wiara ma,
czemu ludzi niegodnych bać się mam?

Powiedział: "Błędem jest mówić wszystko wszędzie i błędem jest pytać wszystkich o wszystko. Nie powinniśmy milczeć w towarzystwie ludzi godnych, lecz tych, którzy tacy nie są drażnić będą słowa prawdziwych ludzi. Serce niegodnego i tego, kto nie zna prawdy można przyrównać do knota, który zamiast w oliwie znajduje się w wodzie, tak że ile byś go nie zapalał, nie zapłonie. Serce wiedzącego jest zaś jak świeca, która z daleka przyciąga do siebie ogień i płonąć zaczyna. Tak więc mowa tego, kto ma coś do powiedzenia nie jest pozbawiona światła, gdyż światło do świecy lgnie, a nie do mokrego knota. A świeca ciało swoje oddaje ogniu, który w jej sercu płonie i dlatego, gdy ginie, gaśnie również ogień. Miłujący sens także oddają swoje ciała ogniu, który płonie w ich sercach, a kiedy giną ich ciała, blask wzmaga się i zmienia w poznanie."

"Czy serce tego, kto nie zna prawdy może stać się wiedzące i oświecone?" - spytałem.

Odparł: "Każdy, kto nie zna prawdy, lecz uświadomi sobie, że jego serce jest ślepe może stać się widzącym. Jest on jak cierpiący, który popadł w obłęd. Póki jest więźniem swego cierpienia, nie wie nic o sobie i o swoim cierpieniu, gdyż obłęd zatruwa mózg i osłabia go, a zdolność pojmowania głównie w nim się znajduje. Dlatego, gdy mózg zmienia swój stan, cierpiący traci świadomość. Kiedy zaś przychodzi do siebie i uświadamia sobie, że cierpi, jego choroba zaczyna mijać, a mózg odzyskuje swą zdolność. Jeśli tak by się nie stało, niczego by sobie nie uświadomił. Taki właśnie jest stan tego, który nie wie. Gdy uświadomi sobie, że jego serce jest ślepe, zyskuje nieco wzroku. Tak więc do lekarza musi iść zarówno ten, który ma chore ciało jak i ten, którego serce jest chore. Temu, który ma chore ciało, lekarz przepisze lekarstwo odpowiednie dla stanu jego ciała, natomiast temu, który ma chore serce, lekarz przepisze lekarstwo odpowiednie dla stanu jego ducha, aż chory wydobrzeje. A gdy już choroba minie, sam musi dochodzić do zdrowia.

Obu chorych można wyleczyć w trzech etapach. Temu, którego ciało jest chore lekarz mówi, aby najpierw pił napój jęczmienny, potem jadł kleik, a w końcu mięso. Tu rola lekarza się kończy i odtąd chory sam musi wiedzieć, jakie jedzenie jest dla niego dobre.

Temu zaś, którego serce jest chore lekarz mówi, aby wpierw poszedł na pustynię i poszukał pewnego robaka, który tylko w nocy opuszcza swój dom. Ten robak ma taką cechę, że gdy oddycha, wydobywa się z niego jasność na podobieństwo iskier, jakie powstają, kiedy żelazem uderza się o krzemień. Dzięki temu światłu robak widzi drogę, gdy wędruje po pustyni za pożywieniem.9

Spytali go: 'Czemu za dnia nie wędrujesz po pustyni?'

Odparł: 'Sam mam światło, które wydobywa się ze mnie wraz z moim oddechem. Czemu mam być zależny od słońca i oglądać świat, korzystając z jego światła?'

Biedna, słaba istota nie wie, że jasność jej oddechu również pochodzi ze słońca.

Gdy ten, którego serce jest chore złapie owego robaka, dzięki jego światłu zobaczy, jakimi roślinami się żywi. Wtedy niech i on zacznie je jeść, a po pewnym czasie sam zyska tę cechę i w jego oddechu pojawi się światło. To jest pierwszy etap.

Potem niech idzie nad wielkie morze, usiądzie na brzegu i czeka. W morzu tym mieszka krowa, która w nocy wychodzi na brzeg i pasie się przy świetle perły, która rozświetla noc.10 Krowa ta, z powodu owej perły, słońce ma za wroga, gdyż te za dnia zabiera perle światło i unicestwia jej blask. Nie wie biedna, że słońce pomaga każdej jasności.

Niech więc ten, którego serce jest chore szuka przy świetle owej perły roślin, którymi żywi się krowa, a gdy je znajdzie, niech zacznie je jeść, a po pewnym czasie i w jego sercu pojawi się miłość do perły, która rozświetla noc. To jest drugi etap.

Potem niech wyruszy ku górze Qaf. Tam znajduje się drzewo, na którym Simorg ma gniazdo.11 Niech odszuka to drzewo i je jego owoce. To jest trzeci etap.

Wtedy nie będzie już potrzebować lekarza, ponieważ sam nim się stanie."

Spytałem nauczyciela: "Czy słońce ma aż tak wielką moc, że od niego pochodzi blask perły, która rozświetla noc?"

Odparł: "Jego moc jest ogromna. Całemu światu wyświadcza dobro, lecz nikt nie chce przyznać, że jest mu za to zobowiązany. Jeśli ktoś ma ogród i da żebrakowi z tego ogrodu kiść winogron, to dopóki żyje, żebrak będzie mu wdzięczny. Słońce sprawia, że co roku ogród pełen jest winogron i innych owoców, lecz ogrodnik nie czuje się zobowiązany słońcu. Czy jest coś, w czym słońce nie mia udziału? Gdyby jakieś dziecko wychowywano w ciemnym domu, gdzie dorastałoby nie widząc słońca, i gdyby pokazano mu je, kiedy posiadłoby już zdolność rozróżniania, wtedy, być może, mogłoby docenić wartość słońca."

Rzekłem: "Kiedy księżyc jest w pełni i stoi naprzeciw słońca, jest czymś oczywistym, że ziemia znajduje się między nimi. Dlaczego więc nie zasłania ona światła między księżycem a słońcem tak, jak to robi węzeł zstępujący, gdy znajduje się naprzeciw słońca lub księżyca?"12

"Źle myślisz - odparł nauczyciel. - Jeśli chcesz zobaczyć, jaki to ma kształt, narysuj okrąg o promieniu pięćdziesięciu i pół metra, a w jego środku narysuj drugi o promieniu pół metra.Słońce, Ziemia i Księżyc podczas zaćmienia Księżyca, miniatura z Adżajeb al-machluqat (Cuda stworzenia), Zakarija Qazwini, 1566 rok, Cambridge University LibraryPotem narysuj przez ich środek linię, dzielącą oba okręgi na dwie równe części. Na jej przecięciach z okręgami powstaną cztery punkty: dwa na większym okręgu, z których jeden będzie początkiem linii a drugi jej końcem, i dwa na mniejszym, z których jeden będzie po tej a drugi po tamtej stronie. Potem narysuj dwa inne okręgi o promieniu dwa metry każdy, których środkami będą punkty znajdujące się na większym okręgu. Teraz wyobraź sobie, że wielki okrąg to niebo, mały to ziemia, a dwa pozostałe okręgi to słońce i księżyc. Następnie z punktu, który jest środkiem księżyca narysuj linię biegnącą w kierunku ziemi i łączącą się z nią po prawej stronie tak, aby znajdowała się na jej okręgu, a nie wewnątrz lub na zewnątrz niego. Potem z tego samego punktu narysuj w ten sam sposób drugą linię łączącą się z ziemią po jej lewej stronie. Obie te linie zaczynają się w jednym punkcie, w którym nie ma między nimi żadnej odległości, lecz w miejscu, gdzie się kończą, odległość między nimi wynosi jeden metr. Jeśli te dwie linie, które dociągnąłeś do ziemi, przedłużysz aż do nieba, to odległość między nimi w miejscu, gdzie znajduje się słońce, wyniesie dwa metry. Średnicę słońca ustaliliśmy na cztery metry, dlatego dwa metry jego tarczy znajdą się na zewnątrz tych dwóch lini: jeden po prawej i jeden po lewej stronie. Gdyby w odległości jednego metra był promień biegnący w stronę pierwszego punktu księżyca, światło łączyłoby się z obu stron, a cień ziemi stanowiłby noc. Wtedy to, co leży między tymi dwoma liniami, od ziemi do pozostałych punktów, byłoby jasnością.13

Nie myśl jednak, że proporcje ziemi do nieba, słońca i księżyca, jakie tu nakreśliliśmy, są takie [w rzeczywistości]. Proporcje nieba i gwiazd do ziemi są sto tysięcy razy większe niż te, o których tu mówiliśmy. Kula ziemska liczy dziewięćdziesiąt sześć tysięcy farsangów, jej zamieszkana część zajmuje dwadzieścia cztery tysiące farsangów, a każdy farsang liczy tysiąc metrów lub kroków.14 Ziemia nie jest większa niż to. Teraz pomyśl, ilu królów żyje na tej części ziemi, która jest zamieszkana. Niektórzy [rządzą] prowincjami, inni regionami, jeszcze inni krajami, a każdy z nich pragnie królestwa. Gdyby jednak wiedzieli, jak jest naprawdę, wstydziliby się swoich pragnień. Abu Jazyd15 znalazł szczęście, po czym w jednej chwili odrzucił wszystko, co miał. Zaprawdę znalazł je w jednej chwili. Bogactwo, pozycja, posiadanie to zasłony na drodze prawdziwych ludzi. Dopóki serce zajmuje się takimi rzeczami nie może iść naprzód. Każdy, kto, jak kalandar,16 wyzwolił się z więzów bogactwa i dumy, osiągnie świat jasny, czysty i przyjemny."17

Spytałem nauczyciela: "Czy jest ktoś, kto wyzwolił się z więzów tego, co posiada?"

"Ten, kto tego dokonał jest prawdziwym człowiekiem" - odparł.

"Skoro niczego on nie ma, to jak żyje?" - spytałem.

Odparł: "Ten, kto myśli o tym, nigdy nie wyrzeknie się niczego, lecz ten, kto wyrzekł się wszystkiego, nie myśli o tym. Świat całkowitej ufności18 jest światem przyjemnym, lecz nie każdy go pragnie.

Powiadają, że żył niegdyś bogaty człowiek, który zapragnął zbudować pałac tak wspaniały, jak to tylko było możliwe. Ze wszystkich stron sprowadził rzemieślników i dał im do dyspozycji wszystko, co obiecał. Ci pracowali odpowiednio do zapłaty, jaką otrzymali, położyli fundament i wznieśli szkielet budowli. Gdy pałac był w połowie skończony, zewsząd przybywali ludzie, aby go oglądać. Taq-e Kesra, ruiny pałacu Chosrowa Anuszirwana w Ktazyfonie, chromolitograf z 1876 rokuJego mury były wysokie i pokryte pięknymi malowidłami. Tych, które zdobiły sufit mógłby pozazdrości sam Mani,19 sklepienie zaś było bardziej niezwykłe niż łuk Chosrowa.20

Pałac nie był jeszcze skończony, gdy jego właściciel zachorował i nie było lekarstwa, które mogłoby go uzdrowić. Jego stan wciąż się pogarszał i w końcu przybył do niego Ezrail. Człowiek zrozumiał, że jego śmierć jest blisko i rzekł do anioła: 'Czy mógłbyś dać mi jeszcze trochę czasu, abym mógł skończyć ten pałac? Z całego świata tylko tego chcę, innych pragnień nie mam.'

'Kiedy nadejdzie ten kres - odparł Ezrail,21 - to oni nie będą w stanie go opóźnić ani o godzinę, ani też nie zdołają go przyspieszyć.22 [Widzisz więc, że] nie jest to możliwe. Wyobraź sobie jednak, że dano ci ten czas i ukończyłeś budowę, po czym umarłeś. Czy wtedy nie byłoby ci bardziej żal tego pałacu? Cierpiałbyś w nim bowiem, podczas gdy inni używaliby w nim życia. Ale ponieważ nie został skończony, dlatego [już nigdy] nie będzie ukończony.'

Nie mogąc zyskać odroczenia, człowiek ów oddał duszę.

Wstrzymano więc budowę pałacu, który pozostał nieukończony i już nigdy go nie skończono, ponieważ taka była jego wola."

Spytałem nauczyciela: "A jaka to jest dobra natura, taka, która bliska jest naturze właściwej?"

Odparł: "Taka, o jakiej słyszymy w historii o kupcu, który posiadał ogromny majątek. Pewnego dnia postanowił popłynąć w celach handlowych do innego kraju. Udał się na brzeg morza, załadował na statek cały swój majątek, po czym wszedł na pokład. Marynarze postawili żagle i ruszyli w drogę. Gdy dotarli na środek morza, zerwał się przeciwny wiatr i zepchnął statek w wir wodny. Marynarze wyrzucili wtedy za burtę towar, a kupcy drżeli ze strachu, jak to [w takich sytuacjach] mają w zwyczaju. Ów bogacz stał bezradny i co chwila martwił się o coś innego, nie mogąc pogodzić się z utratą. To żałował majątku, to znowu życia, lecz nic nie mógł zrobić i nie miał dokąd uciec. W końcu wpadł w rozpacz, życie straciło dla niego urok i nie cieszył go już majątek.

Nieprzychylny wiatr ucichł jednak i statek znów ruszył w drogę. Gdy przybił do brzegu, kupiec wyrzucił do wody wszystko, co jeszcze mu zostało.

Widząc to ludzie rzekli: 'Oszalałeś? To, co robisz nie jest normalne! Gdy bałeś się, że statek zatonie, a ty stracisz życie, nie zrobiłeś tego. Czemu więc teraz to robisz, kiedy nic ci już nie grozi?' Kupiec odparł: 'Wtedy to, czy wrzucę do wody swój majątek czy nie, było bez różnicy, ponieważ gdyby statek ocalał, uratowałbym zarówno majątek jak i życie, jeśli zaś by zatonął, straciłbym tak majątek jak i życie. Dlatego wtedy było to bez różnicy. Teraz jednak, gdy dotarłem na brzeg, widzę, że nic mi się nie stało i niczego nie straciłem, a ponieważ ocalałem, wydaje mi się, że wcześniej wcale nie cierpiałem. Myślę, że jeśli tak szybko zapomniałem o bólu i cierpieniu, innym razem mógłbym zapomnieć jeszcze większy ból, a w posiadaniu widziałbym korzyść, ponieważ pragnąłbym świata. Jeśli wtedy znów płynąłbym statkiem i, nie daj Boże, spotkałoby mnie takie nieszczęście, mógłbym zginąć. Życie lepsze jest niż majątek. Wyrzekłem się więc wszystkiego, co miałem, aby nie mając niczego nie musieć już wsiadać na statek i zajmować się handlem, gdyż handel wymaga posiadania majątku. Odtąd w inny sposób będę zdobywać pożywienie. [Zwykły] chleb i zdrowie lepsze są niż skarby i królestwo.'

Ów człowiek kroczył ku prawdzie - kontynuował mój nauczyciel. - Ten, kto ma tę pewność może gdzieś zajść. Każdy, kto zdobył coś na tamtym świecie, na tym świecie uwalnia się z pewnych więzów. Każdy, kto śni, że coś zyskał, temu objaśniacz snów powie, że coś straci, a jeśli wyśni, że coś stracił, objaśniacz snów powie mu, że coś zyska. I wiele innych rzeczy jest zgodnych z tą analogią. To jest niezmienna zasada, ponieważ to dusza śni, a dusza ma wgląd w tamten świat. Dlatego, czego tam ubywa, tutaj przybywa. Jeśli więc ktoś śni, że urodziło się dziecko, znaczy to, że ktoś umrze, a jeśli śni, że ktoś umarł, urodzi się dziecko. A jeśli ktoś we śnie zobaczy, że pewna osoba umarła, znaczy to, że ta osoba ma jeszcze długie życie przed sobą, ponieważ ono wciąż stamtąd tu przychodzi. Zatem każdy, kto na tym świecie wyrzeknie się czegoś ze względu na tamten świat, na tamtym świecie coś zyska. Widzi się to wtedy, gdy kogoś ogarnia stan, w którym wyrzeka się wszystkiego, co posiada. A jako że ten stan jest czymś, co dano mu z tamtego świata, dlatego na tym świecie musi oddać to, co do niego należy, aby w końcu być wolny. Tak więc, gdy stopniowo tu wyrzeka się wszystkiego, tam zyskuje."

"Opowiedz mi o prawdziwych ludziach" - poprosiłem nauczyciela.

"O nich nie można opowiedzieć" - odparł.

Rzekłem: "Gdy wtedy patrzyłem na tablicę, którą mi pokazałeś, nie czułem niczego szczególnego. Teraz jednak, ilekroć na nią patrzę, mój stan się zmienia i jestem tak poruszony, że nie wiem, co się ze mną dzieje."

"Wtedy nie byłeś jeszcze dojrzały - odparł, - lecz teraz już taki jesteś. Jesteś niczym mężczyzna, który zanim dojrzał miał okazję obcować z kobietą. Nie mógł czerpać z tego wielkiej przyjemności, lecz kiedy obcuje z kobietą po tym, jak już dojrzał, wtedy odczuwa tak wielką rozkosz, że jeśli jego przyjaciel przeszkodziłby mu podczas szczytowania, uznałby to za czyn bardzo wrogi i przestałby odczuwać rozkosz, którą jeszcze przed chwilą czuł. Jeśli opowiedziałby o tej rozkoszy impotentowi, ten nie zrozumiałby, o czym mówi, ponieważ rozkosz można poznać jedynie przeżywając ją, a tego impotent jest pozbawiony. [Rozkosz, o której mówię] nie jest jednak tą rozkoszą. Rozkosz prawdziwych ludzi dotyczy bowiem duszy. Na tamtym świecie byłeś wciąż niedojrzały, nie uświadamiałeś sobie tej rozkoszy i nie wiedziałeś nawet, jakie jest jej znaczenie. Ale teraz dojrzałeś, a kto dojrzał fizycznie, może obcować z innymi i czerpać z tego rozkosz. Ten zaś, kogo duch dojrzał, może poznawać świat ukryty i obcować za zasłoną tajemnic z jego mieszkańcami [i czerpać z tego przyjemność]. Zobacz, jak wielka jest różnica między tamtą rozkoszą a tym pragnieniem!"

"Podczas sama'23 - rzekłem - sufi24 wchodzą w trans. Skąd on się bierze?"

Nauczyciel odparł: "Muzycy zaczynają grać nuty w smutnej tonacji na pięknie brzmiących instrumentach, takich jak daf, nej25 i innych im podobnych. Potem śpiewak zaczyna nucić jak najpiękniej melodię, do której dodaje słowa odpowiadające nastrojowi sufich. Gdy smutny usłyszy smutny śpiew i zrozumie, że przedstawia on stan, w jakim się znajduje, jego dusza przypomina sobie swoje położenie, niczym słoń, który przypomniał sobie o Indiach. Taniec sufich, ilustracja z Madżales al-Uszszaq, Kamal ad-Din Husajn Gazargahi, Sziraz, koniec XVI wieku, British LibraryDusza odbiera więc uszom przyjemność mówiąc, że nie są godne tego słuchać, po czym pozbawia je zdolności słyszenia i sama słucha. Słucha jednak na tamtym świecie, gdyż na tamtym świecie zdolność słyszenia nie należy do uszu."

"A co sprawia, że [sufi] tańczą?" - spytałem nauczyciela.

Odparł: "Dusza rwie się ku górze niczym ptak, który chce się uwolnić z klatki. Przeszkadza jej w tym klatka ciała, dlatego ptak duszy siłę w sobie znajduje i unosi ją ze sobą z ziemi. Jeśli jest wystarczająco silny, może ją połamać i odlecieć, lecz jeśli takiej siły nie ma, wtedy gubi drogę, a klatkę ciągnie ze sobą. Wtedy znów zaczyna się zmagać z klatką: próbuje wzbić się do góry i jeśli nie będzie w stanie wydostać się z klatki, zabierze ją ze sobą. Ile by się jednak nie starał, nie uniesie jej wyżej niż na kilka cali. Ptak unosi klatkę do góry, a ona po chwili znów spada na ziemię."

"A dlaczego potrząsają [w górze] rękami?" - spytałem nauczyciela.

Odparł: "Niektórzy mówią: 'Wytrząsnęliśmy z rękawów wszystko, co w nich mieliśmy, co ma znaczyć: Na tamtym świecie coś znaleźliśmy, tutaj wyrzekliśmy się wszystkiego, co mieliśmy i staliśmy się wolni.' Naprawdę jednak znaczy to, że ciało nie jest w stanie unieść swojej stopy wyżej niż na kilka cali, dlatego mówi do rąk: 'Unieście się trochę do góry, a może i ja zdołam wejść nieco wyżej.'"

"A dlaczego [sufi] zrzucają swoje szaty?" - spytałem nauczyciela.

Odparł: "Znaczy to: 'Dowiedzieliśmy się o istnieniu innego świata, dlatego odrzucamy coś z tego świata.' Ale jeśli ten, kto zrzucił szatę znów ją zakłada, aby tańczyć,26 wtedy ponownie napełnia rękawy."

Rzekłem: "Gdy sufi dołącza do kręgu, jaki tworzą na ziemi ludzie, zyskują oni nad nim pełną władzę i każdy czegoś od niego chce. Jeśli wtedy zechcą, aby śpiewał, tańczył, żebrał, lub robił coś innego, musi to wykonać. Jaka tajemnica się za tym kryje?"

Nauczyciel odparł: "Gdy prawdziwi ludzie dołączą do kręgu, już nie będą mogli go opuścić. Ptak zyskał siłę, rozbił klatkę i odleciał. Ciało jest już we władzy grupy i tylko od niej zależy, czy obmyją je teraz czy później, czy owiną je w biały całun czy w niebieski, czy pochowają je na tym cmentarzu czy na innym. Jest ono we władzy grupy, zatem jeden zależy od drugiego."

Rzekłem: "Ktoś wstaje i dołącza do sufiego, który tańczy w ekstazie. Dlaczego tak się dzieje?"

Odparł: "Pokazuje przez to, że jest jego towarzyszem i zaufanym przyjacielem."

Rzekłem: "Gdy sufi wychodzi z transu, wstaje, składa razem ręce i nic nie mówi."

Odparł: "Milczy, ponieważ całe jego ciało jest mową i mówi o tym, co się z nim dzieje językiem ekstazy,27 gdyż zwykłymi słowy28 nie można wyrazić tego stanu. Sufi jednak musi wiedzieć, co mówi."

"Gdy sufi kończą tańczyć, piją wodę. Co to oznacza?" - spytałem nauczyciela.

Odparł: "Mówią, że ogień miłości zostawił w sercu ślady, a taniec opróżnił kocioł żołądka. Jeśli nie wyleją nań wody, spali się.29 Sami zaś nie znają głodu. Gdyby wiedzieli, że nie przerywają postu, nie byliby sufimi. Wielu jest takich, którzy dosiadają osłów, lecz mienią się sufimi i wjeżdżają na plac, aby walczyć z prawdziwymi ludźmi, lecz przy pierwszym ciosie, jaki zadają im rycerze Prawdziwej Drogi, ginie istota ich życia. Nie każdy, kto tańczy wejdzie w trans. Taniec jest dla transu, a nie trans dla tańca. To ta walka jest sednem bycia prawdziwych ludzi. Potrząsanie rękawami jest zajęciem sufich. Nie każdy, kto zakłada niebieską szatę, staje się sufim."30 Powiedziano bowiem:

Wielu niebieską szatę nosi,
lecz tylko nieliczni to sufi.
Tamci są ciałem bez duszy,
a ci w ciało obszytą duszą.

tłum. albert kwiatkowski

1. Okres dziecięcy to metafora etapu początkowego, który poprzedza wstąpienie na drogę, prowadzącą ku poznaniu.
2. Chodzi tu o wiedzę dotyczącą rzeczy wewnętrznych (elm-e hal), a nie zewnętrznych (elm-e qal).
3. W oryginale szejch. Szejch to dla sufich przewodnik na drodze duchowego rozwoju. U Suhrawardiego natomiast postać szejcha przyjmuje często anioł, który jest przewodnikiem zagubionej w świecie ciemności (świat ten symbolizuje zachód) duszy. Budzi ją z uśpienia i pokazuje drogę ku światu światłości (świat ten symbolizuje wschód).
4. Człowiek niegodny to ktoś, kogo serce jest ślepe i dlatego nie jest zdolny do przyjęcia Prawdy.
5. Chanegah to miejsce zebrań derwiszy, lecz tutaj symbolizuje świat ducha.
6. Pir jest synonimem szejcha, czyli jest duchowym przewodnikiem na drodze mistyka. Tu jednak chodzi o personifikację 'aql-e fa'al, czyli aktywnego intelektu. Intelekt ten stoi między umysłem boskim a rozumem ludzkim (na to wskazuje jego dwukolorowa szata). Gdy rozum ludzki osiąga poziom, na którym jest w stanie zrozumieć reguły rządzące światem niematerialnym, aktywny intelekt pobudza go do wysiłku, który ma na celu owo zrozumienie.
7. Chodzi o zatrzymanie się na drodze, o zwątpienie w jej sens.
8. W baśniach i według starych wierzeń żywiołem salamanrdy jest ogień, w ogniu jest jej dom.
9. W tej przypowieści pustynia symbolizuje świat duchowy.
10. Perłą, która rozświetla noc jest tutaj księżyc. Według dawnych wierzeń, nie tylko irańskich, księżyc otrzymywał swoje światło od słońca.
11. Góra Qaf to mityczny łańcuch górski opasujący całą ziemię. Więcej na temat góry Qaf tutaj. Simorg jest mitycznym ptakiem, któremu trwałe miejsce w kulturze Iranu zapewniły Szahname Ferdousiego i Mantiq at-tajr Attara. W Szahname Simorg jest wychowawcą i pomocnikiem bohaterów, a u Attara alegorią Boga, celem podróży duszy. Drzewo, na którym Simorg ma gniazdo, to cudowne drzewo Tuba, które rośnie w raju i rodzi wszelkie owoce. Suhrawardi jednak nadaje temu wszystkiemu nowe, ezoteryczne znaczenie.
12. W astronomii węzeł to punkt, w którym orbita ciała niebieskiego, krążącego wokół słońca przecina płaszczyznę ekliptyki. Każde ciało ma dwa węzły: wstępujący i zstępujący. Węzeł zstępujący to punkt, w którym obiekt przybiera południowe wartości współrzędnych ekliptycznych.
13. Gdyby w odległości... jest w świetle. Mimo prób nie udało mi się w pełni zrozumieć tego fragmentu. Tłumaczenie jest więc dosłowne i równie enigmatyczne, co oryginał.
14. Farsang to starożytna irańska miara odległości wynosząca około 5,5 kilometra. Tu mamy do czynienia z wartościami przykładowymi.
15. Jeden z największych irańskich mistyków IX wieku. Większość życia spędził w miasteczku Bastam w Chorasanie (pn.-wsch. Iran), gdzie umarł i został pochowany.
16. Wędrowny derwisz, którego cechuje nieuznawanie praw, zasad, reguł, umów i konwenansów, jakie funkcjonują w społeczeństwie.
17. 'Alam-e safa.
18. 'Alam-e tawakkol. Rzeczownik tawakkol oznacza pokładanie całkowitej ufności w Bogu. Jest to nazwa jednego z etapów na drodze mistyka.
19. Twórca manicheizmu - synkretycznej, opartej na dualizmie religii. Mani żył w III wieku n.e. Wrażenie, jakie wywarł na sasanidzkim władcy Szapurze I doprowadziło do uznania manicheizmu w Iranie. Po śmierci Szapura został wtrącony do więzienia, gdzie wkrótce zmarł. Mani prowadził szeroko zakrojoną działalność misyjną. Wiele podróżował i wiele pisał, a swoje księgi ozdabiał ilustracjami, które w świecie muzułmańskim uchodziły za niedościgniony wzór i zapewniły mu sławę niezrównanego malarza.
20. Chodzi tu o Chosrowa Anuszirwana - słynnego króla z dynastii sasanidzkiej (VI wiek n.e.) i wybudowany przez niego pałac w Ktezyfonie. Pałac ten zwany jest Taq-e Kesra, czyli Łuk Chosrowa, a nazwę zawdzięcza olbrzymiemu iwanowi (charakterystyczna dla architektury perskiej głęboka i wysoka nisza), którego sklepienie było największym sklepieniem, jakie wybudowano w Iranie.
21. Anioł, który zabiera duszę człowieka.
22. Koran, X:49, tłum. J. Bielawski.
23. Ekstatyczny taniec, któremu towarzyszy muzyka i śpiew. Sama' to jeden ze środków wprowadzających derwiszy w trans, podczas którego zbliżają się do Boga.
24. Muzułmański mistyk.
25. Daf to rodzaj tamburynu. Jest instrumentem szczególnie lubianym przez irańskich derwiszy. Nej zaś to prosty flet o bardzo smutnym brzmieniu.
26. Dosłownie "potrząsać rękawami".
27. Zaban-e hal.
28. Zaban-e maqal.
29. Chodzi o tzw. "magiczne ciepło", które organizm ludzki wytwarza wskutek doświadczenia mistycznego. Przed laty Hosejn, Tadżyk z Samarkandy, opowiadał mi o swoim dziadku, który na początku dwudziestego wieku przybył do tego miasta z Afganistanu. Hosejn mówił, że jego dziadek był "świętym mężem", który swoją modlitwą potrafił doprowadzić do wrzenia wodę stojącą obok niego.
30. Szata sufich była często ciemnoniebieskiego koloru.

źródło: Szahaboddin Jahja Suhrawardi, Fi halat-e al-tofulijat, w: Szarh-e resa'el-e farsi-je Suhrawardi, Sejjed Dża'far Sadżdżadi, Teheran 1376, s. 199-229.