Mowa mrówek

Dzięki niech będą temu, który wszystko stworzył, i którego sławi wszelkie stworzenie. Niech będą pozdrowione dusze czystych, a zwłaszcza Mahomet i jego rodzina.

Jeden z moich bliskich przyjaciół poprosil mnie, abym powiedział kilka słów o Drodze.1 Prośbę jego spełniłem, lecz zastrzegłem, aby moje słowa ukrył przed tymi, którzy nie są ich godni. Opowieść tę nazwałem "Mową mrówek" i skończyłem ją z pomocą bożą.

***

Kilka zwinnych i gotowych do pracy mrówek wyszło z głębokiej i ciemnej norki, gdzie dotąd żyło w ukryciu i udało się na poszukiwanie jedzenia. Idąc, natknęły się na kilka źdźbel trawy, na których, ponieważ był ranek, lśniły krople rosy.

Jedna z mrówek spytała: "Co to takiego?"

Inna odparła: "Te krople są z ziemi." Trzecia rzekła: "Nie, one pochodzą z morza." I zaczęły się sprzeczać o to.

Na to mrówka, która im przewodziła rzekła: "Poczekajmy chwilę, a zobaczymy, ku czemu skłonią się te krople - wszystko skłania się ku swojej prawdziwej naturze i pragnie wrócić tam, skąd pochodzi; wszystko skłania się ku swoim korzeniom. Czy nie jest tak, że gruda ziemi rzucona w powietrze, spada w końcu na dól? Z wnętrza ziemi bowiem pochodzi, a każda rzecz wraca do swojego źródła. Wszystko, co jest czystą ciemnością, z niej ma swój początek, a to, co szuka światła, ze światła pochodzi."

Wtedy właśnie słonce zaświeciło mocniej i rosa ze źdźbeł trawy zaczęła wznosić się ku górze.

Mrówki poznały tedy, ze nie jest ona z ziemi. Z powietrza była i ruszyła ku powietrzu.

***

Na brzegu morza kilka żółwi miało swoje gniazda. Gdy pewnego razu odpoczywały patrząc na wodę, zobaczyły na niej kolorowego ptaka, który bawił się tak, jak to ptaki mają w zwyczaju: to nurkował, to się wynurzał.

Jeden z zółwi rzekł: "Czy ten miły dla oka kształt jest wodny, czy powietrzny?"

Inny odparł: "Jeśli nie wodny, to co robi w wodzie?"

Trzeci rzekł: "Jeśli on wodny, to nie może żyć bez wody."

Wtedy odezwał się inny, aby ich spór rozsądzić: "Przypatrzcie się uważnie i zobaczcie, jaka jest jego prawdziwa natura! Jeśli obędzie się bez wody, będzie to znaczyć, że nie jest wodny i wody nie potrzebuje. Świadczy o tym ryba, która nie może żyć bez wody."

Nagle zerwał się silny wiatr i wzburzył morze. Ptak wzbił się w powietrze i unosił się nad wodą.

Widząc to, żółwie rzekły do tego, który chciał rozstrzygnąć ich spór: "Chcemy, abyś i to nam wyjaśnił."

Odparł: "Widać, że nie słyszeliście, co Abu Talib z Mekki1 rzekł o naszym, Proroku, gdy ten doznawał radości bądź strachu w obliczy Boga i osiągał stan ekstazy.1 Otóż w owym stanie znikała wokół niego przestrzeń. Wielcy mistrzowie do zasłon rozumu zaliczyli między innymi pragnienie, przestrzeń i ciało. Wszyscy oni są zgodni, że póki nie podniosą się te zasłony, nie można postrzegać w sposób prawdziwy. Owa istota1 zaś, która się pojawia, jest stworzona i czasowa."

Gdy skończył mówić, żółwie krzyknęły: "Jak istota, która jest w jakimś miejscu, może wyjść poza przestrzeń? Jak może uwolnić się od kierunków?"

Odparł: "Nie po to tak długo mówiłem, aby teraz słuchać takich słów."

Wtedy one krzyknęły: "Nie chcemy już Cię słuchać!" Po czym piachem go obsypały i poszły do swojego gniazda.

***

Wszystkie ptaki zebrały się wokół Salomona i tylko słowika brakowało. Salomon wyznaczył jednego z nich na posłańca i rzekł: "Powiedz słowikowi, że musimy się spotkać."

Słowik nigdy wcześniej nie opuszczał swojego gniazda i gdy posłaniec przyniósł wieść od Salomona, zwrócił się do swoich przyjaciół: "Salomon w ten sposób wydaje rozkazy, dlatego posłaniec mówi prawdę. Póki jednak jestem w gnieździe, a on poza nim, nie możemy się spotkać. A ponieważ nie ma tutaj dla niego dość miejsca, nie widzę na to sposobu."

Był tam jeden starzec, który rzekł: "Jest na to rada. To prawda, że w naszym gnieździe nie ma dość miejsca dla króla Salomona i dlatego to my musimy opuścić gniazdo i lecieć do niego. Inaczej nie będziemy mogli się spotkać."

***

Kej Chosrow miał czarę, w której odbijał się cały świat.1 Mógł w niej zobaczyć to, co tylko chciał; nie było tajemnicy, która byłaby przed nim ukryta i wszystko, co działo się na świecie, było mu wiadome. Powiadają, że czarę tę przechowywał w stożkowym, skórzanym futerale, wokół którego znajdowało się dziesięć szerokich pasów. Ilekroć chciał zobaczyć coś z tajemnic świata, umieszczał ów futerał na pewnego rodzaju obrotowym urządzeniu. Gdy wszystkie pasy były odpięte, nie można go było zdjąć, lecz gdy były zapięte, schodził z tego urządzenia.1 Wtedy, gdy słońce stało w zenicie, trzymał czarę na przeciw niego, a kiedy promienie na nią padały, pojawiały się w niej wszelkie kształty i obrazy jakie tylko były na świecie.

***

Pewien człowiek zaprzyjaźnił się z królem dżinnów.1 Jednego razu zapytał go: "Jak mogę Cię zobaczyć?"

Odparł: "Jeśli chcesz mnie zobaczyć, wsyp do ognia nieco kadzidła, usuń z domu wszystko, co jest z żelaza i siedmiu rodzajów metali,1 a także to, co wydaje jakikolwiek dźwięk. Po czym usiądź w kręgu, a gdy spali się kadzidło, wyjrzyj przez okno. Wtedy mnie zobaczysz."

***

Pewnego razu kilka nietoperzy i kameleon poczuło do siebie wrogość, która była tak wielka, że przekroczyli w niej wszelkie granice. Nietoperze postanowiły, że gdy słonce skryje się na zachodzie i ciemność ogarnie niebo, zaatakują kameleona i pojmą go, a potem ukarzą i tym sposobem zemszczą się na nim. Kiedy nastał odpowiedni czas, napadły na niego i zaciągnęły, biednego, do swojego ciemnego i brudnego gniazda i tej nocy stał się on ich więźniem.

O świcie zastanawiały się, jaki zadać mu ból i w końcu postanowiły go zabić. Radziły, jak to najlepiej zrobić, aż zgodziły się, że nic nie zadaje takiego bólu, jak słonce. Nie znały bowiem niczego, co byłoby straszniejsze od przebywania w jego świetle. Myślały, że tak samo jest i z kameleonem i skazały go na oglądanie słońca.

Ten zaś modlił się, aby właśnie taki wyrok go spotkał.

O wschodzie wyciągnęły go ze swojego podłego gniazda, aby cierpiał w blasku słońca. Cierpienia te były jednak dla niego zbawieniem. Gdyby nietoperze wiedziały jakie dobro wyrządziły mu swoją torturą, ze złości wszystkie by pomarły.

***

Pewnego razu dudek przelatywał przez terytorium sów i zatrzymał się w ich gnieździe. A jak o tym dobrze wiedzą Arabowie, dudek znany jest z bystrego wzroku, a sowy z tego, że są ślepe za dnia. Tę noc dudek spędził z nimi w gnieździe, a one pytały go o różne rzeczy.

DudekO świcie dudek zaczął się zbierać do odlotu.

Sowy rzekły: "Biedaku, co ty wyprawiasz? Kto to słyszał, aby latać za dnia?"

Dudek odparł: "Co wy mówicie?! Wszyscy latają za dnia."

Rzekły: "Oszalałeś? Dzień przynosi cierpienie. Kto to widział, aby latać za dnia, gdy słońce wstaje i wszystkich dręczy swoim światłem?"

Odparł: "Jest odwrotnie niż mówicie. Wszystkie światła tego świata zależą od światła słońca i od niego bierze swój blask wszystko, co świeci. Nazywają je Ejn al-Szams,1 ponieważ jest źródłem światła."

Sowy jednak stały przy swoim i pytały: "W takim razie, dlaczego nikt niczego nie widzi za dnia?"

Odparł: "Nie sądźcie, że każdy jest taki, jak wy. Prócz was wszyscy inni widzą za dnia. Wiedzcie, że ja widzę. Jestem na świecie, który jest widzialny i który można widzieć. Rozsunęły się zasłony, które dla wzroku były przeszkodą i ukazały się promienie słońca, które widzę w sposób jasny, bez żadnych wątpliwości."

Usłyszawszy to, sowy podniosły krzyk i zaczęły mówić wszystkie na raz: "Ten ptak to wichrzyciel i odszczepieniec! Twierdzi, że widzi za dnia, a przecież wtedy wszyscy tracą wzrok!" Po czym zaatakowały go dziobami i pazurami, chcąc go oślepić, i lżyły go mówiąc: "Ty bystrooki kłamco!" - ponieważ ślepotę za dnia ceniły sobie. I groziły mu: "Jeśli nie wyprzesz się swoich słów, zginiesz!"

Dudek pomyślał: "Jeśli nie oślepnę, zabiją mnie. A ponieważ ranią mi oczy, śmierć i ślepota razem przyjdą do mnie." Wtedy zainspirowały go słowa: "Rozmawiaj z ludźmi podług ich rozumu." Zamknął więc oczy i rzekł: "Patrzcie, jestem tak ślepy jak wy!"

Gdy sowy to zobaczyły, przestały go bić i zadawać mu ból. Natomiast dudek poznał, że grzechem jest odkrywać przed sowami tajemnice boskości. I aż do czasu swojego odlotu z ogromnym trudem udawał ślepotę.

***

Pewien król miał ogród, który o każdej porze roku pełen był pachnących kwiatów, zieleni oraz miejsc uroczych. Płynęły w nim liczne strumienie, a z gałęzi drzew niósł się śpiew wszelkiego rodzaju ptactwa. Znajdowały się tam wszystkie dobre i piękne rzeczy, o jakich się marzy i których się pragnie. W ogrodzie tym żyło także kilka pięknych, kolorowych i wspaniałych pawi.

Pewnego razu król wziął jednego z tych pawi i kazał zaszyć go w skórę tak, aby nie było widać jego kolorowych piór, i aby on sam nie mógł oglądać swojego piękna. Rozkazał pozostawić go w ogrodzie, lecz przykryć koszem z jednym małym otworem, przez który można byłoby mu wsypywać do środka trochę ziarna, aby z głodu nie umarł.

Wiele czasu minęło i paw zapomniał o sobie, królu, ogrodzie i innych pawiach. Biedak patrzył na siebie, lecz nie widział niczego poza brudną i brzydką skórą, rozglądał się wokół, lecz nie widział niczego poza swoim ciemnym, ciasnym i szorstkim mieszkaniem. W końcu polubił swoje życie i uwierzył, że nie ma niczego, co byłoby przyjemniejsze od skóry, która go okrywa i nie może być wygodniejszego miejsca niż kosz, pod którym siedzi. Uwierzył w to tak mocno, że gdyby ktoś mu powiedział, że są też inne miejsca, inne przyjemności i inne budzące zachwyt rzeczy, byłoby to dla niego strasznym bluźnierstwem, czystą głupotą i świadczyłoby o kompletnej niewiedzy.

Ilekroć jednak łagodny wiatr przynosił ze sobą do wnętrza kosza zapach drzew, kwiatów, fiołków, jaśminów i różnych pachnących ziół, paw odczuwał dziwną przyjemność. Pojawiała sił w nim złość, budziło się w nim pragnienie lotu i odkrywał w sobie wielką tęsknotę. Nie wiedział jednak, za czym tak tęskni, ponieważ jego ubraniem była owa skóra, jego światem ciemny kosz, a jedzeniem ziarno, które mu sypali, a poza tym nie miał niczego. O wszystkim zapomniał. Pragnienie i tęsknota budziły się w nim także wtedy, gdy słyszał głos pawi i śpiew innych ptaków, lecz ani ów śpiew ani powiew wiatru1 nie potrafiły go zbudzić. Od dawna zastanawiał się, czym jest ten pachnący powiew i skąd pochodzą te miłe dla ucha śpiewy, lecz nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Chwile te przynosiły mu radość, a jego niewiedza brała się stąd, że zapomniał, kim jest i skąd pochodzi. Ilekroć z ogrodu zawiewał wiatr lub dobiegał śpiew ptaków, budziło się w nim pragnienie, choć nie wiedział dlaczego.

Pewnego dnia, gdy trwał w tym zdumieniu, król rozkazał: "Przyprowadźcie go do mnie i zdejmijcie z niego kosz i skórę!"

Paw wyszedł spod tych zasłon i zobaczył, że jest w ogrodzie. Widząc swoje pióra, ogród i bogactwo jego kwiatów, widząc ogrom świata, możliwość wędrowania i lotu, słysząc śpiewy wszelkie i głosy, westchnął i stał w zauroczeniu.

***

Gdy gwiazdy i planety rozmawiały z Enochem,1 ten spytał księżyca: "Czemu raz Twoje światło jest słabsze, a innym razem mocniejsze?"

Księżyc odparł: "Musisz wiedzieć, że ciało moje jest czarne, czyste i gładkie, a ja sam nie mam z siebie światła. Gdy znajduję się naprzeciw słońca, to, w zależności od mojego położenia, podobieństwo jego światła pojawia się w lustrze mojego ciała – dokładnie tak jak obrazy innych ciał pojawiają się w lustrze. Gdy moje położenie względem słońca zmienia się, dążąc do punktu, w którym znajduję się dokładnie naprzeciw niego, ja również zmieniam swój kształt i przechodzę od sierpa do pełni."

Enoch zapytał go: "Jak wielka jest twoja przyjaźń ze słońcem?"

Odparł: "Tak wielka, że gdy stoję naprzeciw słońca, to ilekroć patrzę na siebie, je widzę. Podobieństwo jego światła pojawia się bowiem we mnie, ponieważ moja gładka powierzchnia jest gotowa przyjmować światło słońca. Zatem Ilekroć patrzę na siebie, widzę tylko słońce. Czyżbyś nie widział, że gdy lustro znajduje się na przeciw słońca, jego odbicie w nim się pojawia? Gdyby lustro miało oczy i mogło na siebie spojrzeć wtedy, znajdując się na przeciw słońca, ujrzałoby tylko słońce, mimo że jest z metalu. Rzekłoby wtedy 'Jestem słońcem', ponieważ poza słońcem niczego nie widziałoby w sobie. Jeśli więc ktoś mówi: 'Jestem Prawdą'1 lub 'Jestem czysty i święty. Jakże daleko zaszedłem!',1 trzeba go zrozumieć."

***

Gdy dom jest zorientowany w określonym kierunku nie znaczy to, że ten, kto w nim przebywa również stoi zwrócony w tym samym kierunku.1 Nie trzeba więc brać kierunków pod uwagę. Bóg bowiem nie przynależy ani miejscom ani kierunkom i wolny jest również od błędu. Wszystko, co jest w domu, zależy od jego właściciela, lecz nic nie jest takie jak on.

***

To, co przeszkadza dobru jest złe, a to, co zasłania drogę, sprawia, że ludzie błądzą. Zadowolenie z tego, co przytrafia się duszy i uleganie temu podczas Drogi jest słabością. Zadowolenie z siebie - nawet, gdy płynie ze służby Bogu - to błąd, który przynosi zgubę. Zbawienie daje zwrócenie się w całości ku Bogu.

***

Pewien głupiec trzymał lampę naprzeciw słońca. Rzekł: "Matko! Słońce sprawiło, że nie widać płomienia naszej lampy."

Odparła: "Kiedy świecisz nią poza domem, a zwłaszcza wtedy, gdy trzymasz ją naprzeciw słońca, nic nie zostaje z jej światła."

Nie jest jednak tak, że płomień lampy ginie. Gdy oko widzi coś wielkiego i wspaniałego, to nie zauważa przy nim tego, co jest małe i skromne. Kto ze słońca wchodzi do domu, nie widzi niczego, choć jest w nim jasno.

***

To kilka rozdziałów traktatu, któremu dałem tytuł: "Mowa mrówek".

tłum. albert kwiatkowski
za pomoc dziękuję anahicie farsi

1. Chodzi tu o drogę mistyka.
2. Sufi żyjący w czwartym wieku hidżry, którego najbardziej znanym dziełem jest Qawwat al-qolub ("Siły serc").
3. Mówią, że Mahomet bardzo często znajdował się w stanie ekstazy i wtedy nie istniały dla niego ani czas ani miejsce. Poza tym czasem otwierały się przed nim drzwi prowadzące w różny czas (w przyszłość lub przeszłość) i do różnych miejsc, w których nigdy nie był. Wtedy widział miejsca i zdarzenia za tymi drzwiami. Najważniejszym tego typu wydarzeniem była jego nocna podróż do nieba, gdy to otworzyły się przed nim drzwi prowadzące do świata po śmierci, do raju i piekła. Mahomet żył na ziemi, lecz w stanach ekstazy wyzwalał się ze wszystkiego co ziemskie i podróżował do świata wyższego. Pokazuje to, że dusza człowieka przynależy wyższemu światu i jeśli człowiek potrafi odsunąć zasłony tego świata, dusza może oglądać ów wyższy świat.
4. Chodzi tu o naturę człowieka (gouhar), która w mistycyzmie nie dzieli się na dobrą czy złą, gdyż wszyscy stworzeni zostali z jednej natury. Gdy Bóg stwarzał człowieka, tchnął w niego swojego ducha i wtedy człowiek zyskał duszę. Naturą człowieka (ową cenną perłą - per. gouhar) jest dusza, którą Bóg tchnął w niego ze swojego ducha i która jest temu duchowi pokrewna.
5. Czara Kej Chosrowa przypisana została później Dżamszidowi (jednemu z legendarnych królów perskich) i stała się Czarą Dżamszida. Symbolizuje ona duszę człowieka, duszę czystą, w której widać wszystkie tajemnice, i w której odbija się wszystko, co istnieje na świecie. I tak np. w znanej z Szahname historii o Biżanie i Maniże, gdy Biżan znika, Kej Chosrow patrzy w swoją Czarę i widzi go na dnie studni. Pewnego dnia Kej Chosrou rozdaje swoje skarby potrzebującym, a cały majątek daruje swoim bliskim. Jego Czara trafia w ręce Rostama – największego bohatera Iranu. W jednym ze swoich licznych pojedynków Rostam zabija Esfandiara, a gdy sam umiera, Bahman - syn Esfandiara, jedzie na jego grób, aby go zniszczyć i w taki sposób pomścić śmierć ojca. Tam jednak znajduje Czarę i gdy w nią patrzy, jego serce zyskuje oświecenie i porzuca myśli o zemście. Później Czarę tę zwano też Czarą Bahmana, w którym ezoteryka zoroastryjska widziała między innymi najgłębszą część duszy każdego człowieka, symbol mądrości. Na Czarze tej miały być tajemne napisy i liczby, które objaśniały ruch gwiazd i sfer nieba. Legenda mówi, że to ona posłużyła za wzór pierwszego astrolabium. Mówi się, że tą Czarą było w rzeczywistości czyste serce Kej Chosrowa, w którym odbijał się cały świat. Jest to jednym z głównych tematów mistycyzmu irańskiego, który Suhrawardi połączył z mistycyzmem muzułmańskim. Szejch Maqtul był zafascynowany postacią Kej Chosrowa, króla par excellence i stąd ezoteryczna filozofia, którą stworzył zwie się również Hekmat-e Chosrawani.
6. Czara to dusza/serce wiedzącego człowieka, a jej futerał to jego ciało. Dziesięć szerokich pasów, które znajdują się wokół futerału to dziesięć zmysłów, które wiążą człowieka z tym światem. Dzielą się one na pięć zmysłów wewnętrznych (zdrowy rozsądek, wyobraźnia, myśl, strach i pamięć) oraz pięć zmysłów zewnętrznych (wzrok, słuch, węch, smak, dotyk). Obrotowe urządzenie to sufizm (na to zwrócił mi uwagę dr Mohammad Amin Rokni, co wyjaśniło pozorną sprzeczność w opisie pokrowca czary, który schodzi z niej, gdy jego pasy są zamknięte), który kształtuje człowieka tak, aby zwrócić jego myśli ku światu ducha, ku Bogu i w końcu zjednoczyć go z Nim. Aby do tego doszło człowiek musi przeciąć wszystkie więzy łączące go z tym światem i oczyścić swoją duszę z wszelkich pragnień tak, aby była czysta niczym lustro i mogła odbijać wspaniałość Boga. Zatem jeśli czarę Kej Chosrowa umieścić na tym obrotowym urządzeniu (duszę poddać mistycznemu treningowi), to futerał, który ją okrywa (ciało) zejdzie z niej, gdy dziesięć pasów (dziesięć zmysłów, które wiążą ją z tym światem) zostanie zamknięte. Wtedy w czarze będzie można zobaczyć cały świat i wszelkie jego tajemnice (dusza człowieka będzie czysta, wolna od materii i gotowa przyjąć Boga). Nie jest to możliwe póki te dziesięć pasów (zmysłów) jest otwarte.
7. Dżinny to demony i duchy stworzone z ognia, obdarzone nadnaturalną mocą, mogące przyjmować postać ludzi, zwierząt i potworów.
8. Chodzi tu o złoto, srebro, miedź, cynę, brąz, żelazo i ołów.
9. Słowo to znaczy: "źródło słońca", "natura słońca".
10. W oryginale mowa tu o bad-e saba. Bad-e saba jest to chłodny wietrzyk, który wieje wiosną o poranku. Uważa się, że przynosi radość i wieści od zakochanych oraz, że za jego przyczyna kwitną kwiaty.
11.W opowieściach pochodzących z kręgu islamu mówi się, że Bóg zabrał Enocha do czwartego nieba, gdzie żył trzydzieści lat. Przez ten czas podróżował z Saturnem i dowiedział się wszystkiego o gwiazdach i planetach. Poznał też boskie tajemnice, a gdy wrócił na ziemię opowiedział ludziom o tym, czego się nauczył.
12. To słynne słowa Halladża. Al-Husejn ibn Mansur al-Halladż był irańskim mistykiem żyjącym na przełomie IX i X w. n. e. Wiele podróżował, aż w końcu osiadł w Bagdadzie. Za wypowiedzenie słów: Ana al-Haqq ("Jestem Prawdą/Bogiem") był więziony i skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Późniejsi mistycy uważali go za świętego i męczennika.
12. Słowa te wypowiedział Dżunajd z Bagdadu, jeden z największych mistyków X wieku, główny przedstawiciel tzw. nurtu "trzeźwego" w mistycyzmie owych czasów. Pochodził z Nahawandu w zachodnim Iranie, gdzie był sprzedawcą kryształów. Za te słowa wielu go potępiło.
13. Świat ma sześć kierunków: północ, południe, wschód, zachód, górę i dół. Wszystko, co możemy przyporządkować tym kierunkom należy do materii.

źródło: Szahaboddin Jahja Suhrawardi, Loqat-e muran, w: Qesseha-je szejch-e eszraq, red. Dża'far Modarres Sadeqi, Teheran 1382, s. 41-47.