Opowieść ptaków

Czy wśród moich braci nie ma nikogo, kto zechciałby skłonić ucho, abym mu wyjawił choć część swoich zmartwień? Czy wśród nich nie ma nikogo, kto byłby w tym smutku wraz ze mną, w imię przyjaźni i więzi, jaka łączy braci? Przyjaźń bowiem wtedy jest prawdziwa, kiedy przyjaciele są ze sobą w smutku i cierpieniu. A takiego przyjaciela, takiego prawdziwego druha, gdzie znajdę? Dziś przyjaciele stali się niczym przekupnie: wtedy są, kiedy widzą w tym korzyść; odchodzą zaś, jak tylko przestajesz być im potrzebny. Chyba że więź, jaka ich łączy, jest wyższą więzią, a ich przyjaźń bierze się z pokrewieństwa ducha, sami zaś sercem patrzą Prawdzie w oczy, a swoje myśli czyszczą z rdzy wątpliwości. Takich ludzi nie połączy ze sobą nic prócz głosu Prawdy, a gdy już się zejdą, rady tej posłuchają.

O, bracia w Prawdzie! Bądźcie niczym jeż, który zanosi swoje wnętrze na step, a ukrywa to, co ma na zewnątrz. Bóg bowiem patrzy na to, co w was, a tego, co jest na zewnątrz, nie chce widzieć. O, bracia w Prawdzie! Wychodźcie ze swojej skóry tak, jak wąż z niej wychodzi i stąpajcie tak, jak mrówki stąpają, aby nikt nie słyszał waszych kroków. I bądźcie jak skorpion, który nosi swoją broń wciąż nosi za sobą - Szatan bowiem przychodzi zawsze z tyłu. I truciznę pijcie,1 byście żyli w zdrowiu. I śmierć kochajcie, byście byli żywi. I stale bądźcie w locie i nie budujcie stałego żadnego gniazda,2 gdyż wszystkie ptaki opuszczają swoje gniazda. A jeśli nie macie skrzydeł, aby pofrunąć, czołgajcie się po ziemi - tak, byście wciąż zmieniali swoje miejsce. I bądźcie jak struś, który połyka gorące kamienie, i jak sęp, który żywi się ostrymi kośćmi.3 I bądźcie jak salamandra, która wciąż przebywa wśród płomieni,4 aby jutro nie sparzył was ogień. I bądźcie jak nietoperz, który za dnia nie wychodzi ze swojej kryjówki,5 byście nie zaznali krzywd od waszych wrogów.

O, bracia w Prawdzie! Nie ma w tym nic niezwykłego, gdy anioł żyje, jak przystoi, a zwierze zachowuje się brzydko - anioł bowiem nie zna zepsucia, a zwierze nie wie, co to rozum. Zaskakiwać ludzką jest jeno rzeczą, bo to człowiek posiada światło rozumu, a ulega żądzom i staje się pośmiewiskiem. A dla Boga człowiek, który oparł się żądzom, stoi wyżej od aniołów, a ten, który poddał się żądzom, gorszy jest od zwierząt.

***

Teraz wrócę do opowieści i wyjawię swój smutek:

O, bracia w Prawdzie! Wiedzcie, że myśliwi pojawili się na pustyni, przygotowali sidła, rozsypali ziarno i rozstawili strachy,6 a sami ukryli się w krzakach. Ja zaś nadlatywałem wraz ze stadem ptaków. Gdy zobaczyli nas myśliwi, zaczęli naśladować z ukrycia śpiew ptasi i w ten sposób przyciągnęli naszą uwagę. Spojrzeliśmy w dół. Zobaczyliśmy zakątek tak piękny i spokojny, że żadna wątpliwość ni podejrzenie nie zawróciły nas z drogi. Ku zasadzce polecieliśmy i wpadliśmy w sidła.

Gdy spostrzegliśmy, co się stało, pętle mieliśmy już na szyjach, a więzy na nogach.7 Szarpaliśmy się w nadziei, że znajdziemy ratunek, lecz im gwałtowniej się ruszaliśmy, tym mocniej zaciskały się więzy. W końcu pogodziliśmy się z bólem i wyglądaliśmy śmierci, a każdy z nas cierpiał samotnie, ponieważ nie troszczyliśmy się już o innych. Zaczęliśmy szukać podstępu, aby podstępem uwolnić się z sideł.

Trwało to jakiś czas, aż w końcu przywykliśmy do wszystkiego i zapomnieliśmy o tym, jak żyliśmy dawniej. Przystroiliśmy się w więzy, a klatka przestała być dla nas ciasna. Pewnego dnia, gdy tak siedziałem związany w klatce, wyjrzałem na zewnątrz i zobaczyłem swoich przyjaciół, którzy wyzwolili się z sideł, opuścili ciasne klatki i lecieli po niebie. Na nogach mieli zerwane pęta, lecz one nie przeszkadzały im w locie. Gdy ich zobaczyłem, poznałem, że żyję w zapomnieniu i przypomniałem sobie, kim byłem dawniej. Wtedy to, do czego przywykłem, zaczęło mi przeszkadzać. Pragnąłem umrzeć z rozpaczy. Widząc, jak oni wracają, chciałem, aby moja dusza rozstała się z ciałem. Krzyknąłem do nich: "Zbliżcie się do mnie i wyjawcie sposób, jak mam się stąd wydostać, ponieważ moje życie dobiega końca!"

Oni jednak wspomnieli podstęp myśliwych, zlękli się i uciekli ode mnie.

Przysiągłem na naszą dawną przyjaźń, która nigdy nie była powodem cierpienia, lecz nie opuściła ich wątpliwość i nie byli pewni, czy mogą mi uwierzyć. Przypomniałem im więc śluby niegdyś zawarte i rzekłem o swoim nieszczęściu. Przybyli do mnie. Zapytałem ich, jak się czują, w jaki sposób uwolnili się z sideł, i jak to możliwe, że nie przeszkadzają im zerwane pęta [, które mieli na nogach].

Pomogli mi, w ten sam sposób, co niegdyś sobie, a gdy oswobodziłem z więzów szyję i skrzydła, otworzyli drzwi klatki. Wyszedłem na zewnątrz, a oni rzekli: "Nie zmarnuj tej wolności!"

Rzekłem: "Zdejmijcie te sznury z moich nóg!"

Odparli: "Gdybyśmy mogli, wpierw zdjęlibyśmy je ze swoich nóg. Od chorego lekarza nikt nie żąda lekarstwa, a jeśli je od niego otrzyma, nie wyzdrowieje."

Poleciałem więc z nimi.

Rzekli: "Przed nami droga długa i straszne na niej postoje. Nie jest to bezpieczna podróż i znów możemy wpaść w sidła i utracić wolność. Wiele jeszcze musimy wycierpieć, po tym jak uwolniliśmy się z tej okrutnej pułapki i weszliśmy na słuszną drogę."

Gdy przebyliśmy połowę drogi, ujrzeliśmy zieloną dolinę, w której płynął strumień. Lecieliśmy jednak dalej, aż minęliśmy wszystkie pułapki, głusi na gwizdy myśliwych.

W końcu dotarliśmy do góry. Ujrzeliśmy przed sobą osiem innych gór,8 tak wysokich, że żadne oko nie mogło dojrzeć ich wierzchołków. Spojrzeliśmy na siebie i rozległy się wśród nas głosy: "W żaden sposób nie można tam lądować i nie ma szans, by szczęśliwie pokonać te góry. Na każdej z tych gór są bowiem tacy, którzy pragną nam przeszkodzić. Jeśli zwrócimy na nich uwagę i zostaniemy tam ze względu na przyjemności, jakie niosą ich dary oraz wygodę tych miejsc, nigdy nie dotrzemy do stromej przełęczy."

Przeto wiele wycierpieliśmy nim, pokonawszy sześć gór, dotarliśmy do siódmej. Wtedy rzekli niektórzy z nas: "Czas odpocząć. Nie mamy sił, aby lecieć dalej, a myśliwych i naszych wrogów zostawiliśmy daleko za sobą. Długa droga za nami. Odpoczynek pomoże nam osiągnąć cel, jeśli nie ulżymy trudom naszym, pomrzemy."

Wylądowaliśmy na tej górze. Zobaczyliśmy tam wspaniałe budynki i piękne ogrody, w których płynęły czyste strumienie, a drzewa gięły się od owoców. Ten przepych przyciągał wzrok, jego czar mamił rozum; podobnie śpiew ptaków, jakiego nie słyszeliśmy nigdy wcześniej i zapachy, o których istnieniu dotąd nie wiedzieliśmy. Szczęśliwi jedliśmy owoce, piliśmy ze strumieni i pozostaliśmy tam tak długo, aż nasze zmęczenie ustało.

Wtedy głos rozległ się wśród nas: "Dalej lecieć trzeba, gdyż nic nie zapewnia bezpieczeństwa tak, jak ostrożność, a nieufność lepiej chroni niż mury najpotężniejszego zamku. Zbyt długi odpoczynek zagraża naszemu życiu. Wrogowie bowiem rozpytują o nas i zbliżają się, idąc po naszych śladach."

Polecieliśmy dalej i w końcu ujrzeliśmy ósmą górę, tak wysoką, że jej wierzchołek sięgał nieba. Kiedy zbliżyliśmy się do niej, usłyszeliśmy śpiew ptaków, którego piękno odebrało nam władzę w skrzydłach i zaczęliśmy spadać. Postacie ujrzeliśmy i kolory tak delikatne, że oczu nie mogliśmy od nich oderwać.

Wylądowaliśmy. Podjęto nas wspaniale i świadczono dobrodziejstwa, jakich nikt nie zdoła opisać.

Zarządca tej krainy9 przyjął nas i ucieszył się na nasz widok. Gdy dowiedział się o tym, co nas spotkało, posmutniał jednak i rzekł: "Cierpię razem z wami." Po czym dodał: "Na szczycie tej góry jest miasto,10 w którym mieszka czcigodny Król. Kto cierpi, a pójdzie do niego i zaufa mu, jego cierpienie ustanie. Cokolwiek o nim powiemy będzie nieprawdą, ponieważ On stoi ponad tym wszystkim."

Gdy to usłyszeliśmy, ogarnął nas spokój i polecieliśmy, aby zobaczyć Czcigodnego. Dotarliśmy do miasta i straż zaniosła Królowi wieść i padł rozkaz: "Wprowadźcie przybyszy!"

Zabrano nas. Zobaczyliśmy pałac i dziedziniec tak rozległy, jakiego jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Przeszliśmy przezeń i podniesiono zasłonę. Za nią był drugi dziedziniec, jeszcze piękniejszy i większy od pierwszego, a w porównaniu z nim pierwszy dziedziniec wydał nam się mały i ciemny. W końcu dotarliśmy do komnaty. Weszliśmy do środka i ujrzeliśmy w oddali światło, jakie biło od Króla. Wpatrywaliśmy się w nie, nie mogąc oderwać oczu ze zdziwienia, myśli nasze pierzchły gdzieś, rozum uciekł spłoszony i straciliśmy przytomność. W dobroci swojej Król przywrócił nam rozum i zachęcił nas, byśmy opowiedzieli mu o swoim cierpieniu. Zrobiliśmy tak, po czym prosiliśmy, aby zdjął pozostałości pęt z naszych nóg, byśmy mogli usiąść i Jemu służyć.

Odparł: "Ten je zdejmie, kto je wam założył. Wyślę z wami posłańca, aby go zmusił do tego."

Strażnicy obwieścili: "Powracać trzeba."

Opuściliśmy więc Króla i jesteśmy w drodze, przybywamy z Jego posłańcem.

***

Niektórzy z moich przyjaciół prosili: "Opowiedz nam więcej o czcigodnym Królu, o Jego pięknie i blasku, który od niego bije!" Choć nie sposób tego opisać, pokrótce opowiem:

"Jeśli wyobrazicie sobie piękno bez śladu brzydoty i pełnię bez śladu ułomności, On właśnie tam będzie, gdyż wszystko, co piękne jest w Nim. Tam, gdzie jest piękno, On cały twarzą się staje, a gdzie jest szczodrość, On cały dłonią się staje. Każdy, kto Jemu służy, zyska szczęście wieczne, a każdy, kto Jemu się sprzeciwia, nie zasłuży na zbawienie."

Usłyszawszy tę opowieść, wielu moich przyjaciół rzekło: "Peri chyba cię dręczy, lub dew wszedł w ciebie.11 Na Boga, tyś przecież nie leciał, lecz to twój umysł leciał i to nie ciebie schwytali, lecz twój rozum schwytali. Kto słyszał, aby człowiek latał? Kto słyszał, aby ptak mówił ludzką mową? Albo żółć wezbrała w tobie, albo suchość opanowała twój umysł. Weź lekarstwo, idź do gorących łaźni, użyj lotosowego olejku, jedz lepiej, nie powstrzymuj się od snu i tak dużo nie myśl, gdyż niegdyś za mądrego cię mieliśmy. Bóg nam świadkiem, że cierpimy z twego powodu i martwimy się o ciebie."

Wiele rzekli, lecz ich nie słuchałem. Najgorsza bowiem jest mowa, która szkodzi i bez skutku pozostaje. Moja nadzieja w Bogu i głupcem jest ten, kto mi nie wierzy.

tłum. albert kwiatkowski

1. Chodzi tu o dobrowolną śmierć dla tego świata, o przecięcie wszystkich więzów z nim.
2. Ptak to alegoria duszy, której celem jest wyzwolenie się z więzów tego świata. Gniazdo symbolizuje przywiązanie się do tego świata.
3. Chodzi o to, aby wszystkie przeszkody, trudności i przeciwności, które pojawiają się na Drodze, usuwać, znosić i nie ulegać im.
4. Według wierzeń salamandra przebywa w ogniu, a ten nie robi jej krzywdy. Tutaj symbolizuje ona wytrwałość.
5. Chodzi o to, aby nie wędrować po Drodze na pokaz.
6. Myśliwi, którzy polują na duszę, to cztery elementy świata: ziemia, woda, powietrze i ogień. Pustynia symbolizuje tu świat ducha. Sidła, ziarno i strachy symbolizują zwodniczy urok świata, a jednocześnie to, co godne potępienia, a co znajduje się w człowieku, czyli różnego rodzaju pragnienia, które z pozoru są czymś wartościowym.
7. Te pętle i więzy to wszelkiego rodzaju skłonności, wszystko, co wiąże duszę z tym światem, jak: sława, pozycja, posiadanie itp.
8. Suhrawardi ma tu na myśli dziewięć gór, czyli dziewięć poziomów/sfer nieba. Według dawnych wierzeń niebo składa się z siedmiu lub dziewięciu poziomów/sfer.
9. Być może chodzi tu o nafs-e koll, czyli o Duszę Świata, która w hierarchii stoi zaraz po Pierwszym Intelekcie, czyli aql-e awwal. Aql-e awwal zaś jest pierwszą emanacją Boga.
10. Miastem tym jest Lahut. Lahut to świat boski, świat, w którym manifestuje się Bóg.
11. Peri to pewnego rodzaju duchy, zazwyczaj piękne, młode dziewczęta. W folklorze są to prawie zawsze duchy pomocne człowiekowi. W Aweście i literaturze średnioperskiej zaś peri to uosobienie wszelkiego zła. Dewy natomiast to groźne demony ciemności (w tradycji i mitologii irańskiej). W folklorze widać jednak również ich bardziej przyjazne oblicze.

źródło: Szahaboddin Jahja Suhrawardi, Qesse-je morqan, w: Qesseha-je szejch-e eszraq, red. Dża'far Modarres Sadeqi, Teheran 1382, s. 3-7; Szahaboddin Jahja Suhrawardi, Resalat at-tejr, w: Szarh-e resa'el-e farsi-je Suhrawardi, Sejjed Dża'far Sadżdżadi, Teheran 1376, s. 109-131.