Oko za oko

Osoby:

Namiestnik

Kat

Młodzieniec

Staruszka

Handlarz Rupieciami

Kowal

Łowczy Wielki Nadworny

Flecista

1

Kadżarski dostojnik, XIX wiekDuża ławka z ozdobnym oparciem. Za oparciem stoi łoże, niewidoczne dla publiczności. Po chwili na oparciu ławki pojawiają się dwie duże stopy, ciszę przerywa przeciągłe ziewanie. Zza oparcia wyłania się masywna postać Namiestnika, który powoli i niespiesznie wstaje z łoża. Podnosi się z pościeli w pełnym rynsztunku, do pasa ma przymocowane tarczę, pas, miecz, łuk i stary pistolet. Ziewa po raz kolejny. Przeciera spuchnięte oczy, uderza kilka razy zaciśniętymi w pięść dłońmi w pierś, w końcu leniwie człapie w stronę ławki i sadowi się na niej. Powoli sprawdza każdą część uzbrojenia z osobna. Przybiera skupiony wyraz twarzy. Po chwili, doszedłszy całkiem do siebie, podejrzliwie rozgląda się wokół. Kilka chwil trwa w zamyśleniu. Potem schyla się i patrzy w prawą stronę, gwiżdże. Cisza. Pochyla się i patrzy w lewą stronę. Nadal nic się nie dzieje. Woła: Hej! Podnosi się, krzycząc głośniej: Hej! Hej! Poruszenie pod ławką.

NAMIESTNIK przyklęka na ziemi, unosi narzutę i woła głośno

Aaa! Ty łachudro, ośle jeden, durniu zawszony!

Spod ławki dochodzi przeciągłe ziewanie.

NAMIESTNIK

Ty tłusta pokrako bez charakteru, wyłaź stamtąd!

Uderza kilka razy tłuczkiem w podłogę pod łóżkiem. Po kilku chwilach spod łóżka gramoli się na czworakach Kat. Twarz ma nabrzmiałą i zaspaną. Ubrany jest w taki sam barwny strój jak i Namiestnik, wygląda jednak bardziej niechlujnie. Obwieszony jest różnymi sprzętami, takimi jak komplet tasaków, noży, szabli, tłuczków i różnych rupieci. Wychodząc spod ławki, uderza się kilka razy w pierś i ziewa.

NAMIESTNIK krzyczy głośno

Aaa! Ty nędzny hultaju! Obudź się natychmiast!

Kat dochodzi do siebie. Wygładza strój i uśmiecha się.

KAT

Miło mi powitać Jaśniepana Namiestnika tak wczesnym rankiem!

NAMIESTNIK

Raczej miło ci powitać Jaśniepana Namiestnika późnym popołudniem, durniu! Wieczór się zbliża!

KAT ze zdziwieniem

Wieczór?

NAMIESTNIK

Wieczór! Ty baranie bezmózgi! Głupie cielę!

KAT

Ach, czyżby to była zatem drzemka popołudniowa?

NAMIESTNIK

Tak, bydlaku! Zgadza się!

KAT

A to Jaśniepan Namiestnik już na nogach? Tak wcześnie?

NAMIESTNIK

Zgadza się, baranie jeden! O to cię chciałem właśnie spytać.

KAT

Kat, James Morier, The Adventures of Hajji Baba of Ispahan, 1824 rokO co, Jaśniepanie?

NAMIESTNIK

Chcę wiedzieć, czy to ty mnie obudziłeś.

KAT

Ja?

NAMIESTNIK

Tak, ty bęcwale!

KAT

Nie Jaśniepanie, to Jaśniepan Namiestnik obudził mnie.

NAMIESTNIK

A więc kto przerwał moją drzemkę?

KAT

Nie potrafię Jaśniepanu odpowiedzieć na to pytanie, sam wtedy pogrążony byłem we śnie.

NAMIESTNIK

Znowu to samo! Już od tylu dni nie mogę się porządnie wyspać. Co zakłóca mi moje popołudniowe drzemki? Czemu budzę się tak wcześnie?

KAT

Powód jest oczywisty. Jaśniepan cierpi na bezsenność.

NAMIESTNIK

Czemu miałaby mnie dręczyć bezsenność?

KAT

Może z przejedzenia, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK

Ja się według ciebie przejadam? Ja? To chyba raczej ty się obżerasz, półgłówku!

Rusza w stronę Kata, wygrażając mu.

KAT

Oczywiście, że ja, sługa uniżony Jaśniepana.

NAMIESTNIK

Więc jak to się dzieje, że to ja nie mogę spać?

KAT

Przyczyn może być mnóstwo, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK

Na przykład?

KAT

Na przykład... na przykład może Jaśniepana gryźć sumienie.

NAMIESTNIK

Co takiego? Mnie miałyby dręczyć wyrzuty sumienia? Jak to możliwe, bydlaku?

KAT

To nie jest możliwe, to tylko prawdopodobieństwo.

NAMIESTNIK

Prawdopodobieństwo czego, baranie?

KAT

Że to wyrzuty sumienia!

NAMIESTNIK

Z jakiego powodu, błaźnie?!

KAT

Powodów może być mnóstwo, Jaśniepanie. Ale oddanemu słudze i poddanemu Jaśniepana wydaje się, że to wszystko przez zastój w interesach. Już trzy czy cztery dni mijają odkąd ani razu nie wymierzyliśmy sprawiedliwości.

NAMIESTNIK

A ty skąd to możesz wiedzieć, durniu skończony?!

KAT

Skąd ja to wiem? Czyż nie sługa uniżony Jaśniepana jest wykonawcą i strażnikiem sprawiedliwości? W końcu to ja prowadzę rachunki.

NAMIESTNIK

Nie mylisz się w obliczeniach?

KAT

Nigdy w życiu! Jaśniepan pozwoli, że policzę. Ostatni raz wydłubaliśmy oko... ile dni temu to było? Tak! Trzy dni temu!

NAMIESTNIK

I dlatego nie mogę spać?

KAT

Nie ma wątpliwości, proszę Jaśniepana. Co prawda sumienie gryzie najczęściej popołudniami, ale zdarza się, że daje o sobie znać już od rana. Czasem zaczyna się od bólu głowy, czasem kilkoma długimi i przeciągłymi beknięciami. Jednego dnia objawia się nagłym wybudzeniem ze snu, innego raptownymi skokami do wody. Raz kichaniem, a raz czkawką. Czasem zanim się człowiek zmęczy, a czasem jak już jest utrudzony. Ale jak wystąpią pierwsze objawy, to już nie ma ratunku. Jedno po drugim pojawiają się bóle w krzyżu i kolki w brzuchu i jelitach, wydzielanie dużej ilości żółci i śliny, zaburzenia widzenia, jeżenie się włosów i na koniec jeszcze całkowite zaburzenie uwagi. Ratunkiem na to wszystko jest wydłubanie jednego oka, Jaśniepanie. Jednego tylko oka!

NAMIESTNIK

Jednego oka?!

KAT

Zgadza się, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK

Ale po co to oko?

KAT

Po to, żeby wymierzyć sprawiedliwość!

NAMIESTNIK

No dobrze, a skąd weźmiemy to oko?

KAT

Mało to oczu dookoła, Jaśniepanie?!

NAMIESTNIK

Prawda, dużo, ale nie wiadomo jak długo trzeba będzie czekać, aż ktoś w końcu przyjdzie rozsądzić jakiś spór, żebyśmy mogli załatwić naszą sprawę. Nie można ot tak sobie ukarać pierwszej lepszej osoby.

KAT

Dlaczego nie można, Jaśniepanie? Myśli Jaśniepan, że między tymi wszystkimi bydlakami i osłami, które kręcą się po ulicy, nie znajdzie się jeden, który by na to zasługiwał?

NAMIESTNIK

Na pewno się znajdzie, tylko jak go rozpoznać?

KAT

Tym niech się Jaśniepan nie martwi. Już moja w tym głowa, żeby go znaleźć, rozpoznać i sprowadzić przed Pańskie oblicze. Jeszcze się dobrze Jaśniepan nie obejrzy, a będzie po sprawie.

NAMIESTNIK

To na co jeszcze czekasz, kanalio! Bierz się do roboty, zamiast strzępić język!

KAT

Tak jest! Wedle rozkazu!

Pospiesznie rusza do wyjścia i w drzwiach wpada na młodego człowieka. Młodzieniec zawodzi głośno, zasłaniając twarz dłońmi.

KAT wołając do Namiestnika

Jaśniepanie! Sam do nas przyszedł!

Chichocząc z zadowolenia chwyta mężczyznę za kołnierz.

NAMIESTNIK

Wspaniale! Doskonale! Trzymaj go mocno i nie puszczaj!

Kat ciągnie mężczyznę na środek sceny. Młodzieniec opuszcza dłonie, odsłaniając twarz, ale nie przestaje głośno płakać i zawodzić. W miejscu jednego oka widnieje pustka, twarz ma pokrytą rozległymi skrzepami krwi. Wyrywa się Katowi i pada do stóp Namiestnika.

MŁODZIENIEC

Najjaśniejszy Panie, błagam o pomoc! Błagam! O jaki ja biedny! Takie nieszczęście mnie spotkało! Niech mnie Jaśniepan uratuje! Błagam o pomoc!

NAMIESTNIK

Wstań, pokaż no się! Czego chcesz?

MŁODZIENIEC

Żądam odwetu! Przyszedłem poskarżyć się na niesprawiedliwość, jakiej doznałem! Żądam odwetu!

NAMIESTNIK

Co się stało? Mów o co chodzi!

Młodzieniec chwyta rąbek szaty Namiestnika i podnosi się trochę, pokazując pusty oczodół.

MŁODZIENIEC

Moje oko! Moje oko!

Płacze coraz głośniej.

NAMIESTNIK

Twoje oko? Co się stało z twoim okiem?

MŁODZIENIEC

Wydłubano! Wydłubano, Jaśniepanie! Niech Jaśniepan rozkaże wziąć za mnie odwet!

NAMIESTNIK

Wydłubano?

Zawiedziony zwraca się do Kata.

On już ma wydłubane oko.

KAT

Nic nie szkodzi, Jaśniepanie. Zaraz się dowiemy, kto to zrobił i zajmiemy się ukaraniem sprawcy. Wszystko będzie w mig załatwione.

Mruga znacząco.

WrzecionoNAMIESTNIK

No chyba, że tak.

Pochyla się ku młodemu mężczyźnie.

Ej młodzieńcze! Mówże, kto ci to zrobił? Kto wydłubał ci oko?

MŁODZIENIEC, nie przestając zawodzić, pokazuje cienkie żelazne wrzeciono

To przez nie, Jaśniepanie! To wszystko przez nie!

Kat i Namiestnik podchodzą bliżej i oglądają wrzeciono. Namiestnik bierze je z rąk Młodzieńca.

NAMIESTNIK

To przez nie, powiadasz?

MŁODZIENIEC

Tak, Jaśniepanie. To ono! Boga się nie boi! Taką krzywdę mi wyrządziło! Tragedię na mnie młodego sprowadziło! Zrobiło ze mnie kalekę!

Namiestnik zabiera wrzeciono. Obaj z Katem ze zdziwieniem przyglądają się narzędziu.

NAMIESTNIK

Co my możemy z tym zrobić?

MŁODZIENIEC

Weźcie za mnie odwet! Jestem taki nieszczęśliwy! Jestem kaleką, mam zmarnowane życie!

NAMIESTNIK

Jak mam wziąć odwet na tym? No jak?

Odwraca się do Kata.

Jak można wziąć odwet na tym pręcie?

KAT

Na tym twardym martwym pręcie, nie da rady, Jaśniepanie. Ale...

NAMIESTNIK

Ale co?

KAT

Ale na jego właścicielu można!

NAMIESTNIK

Na właścicielu?

KAT

Zgadza się, Jaśniepanie. Prawo mówi, że właściciel tego morderczego narzędzia powinien odpowiedzieć za swój haniebny czyn.

NAMIESTNIK zadowolony i uśmiechnięty

Doskonale! Doskonale! Widać, że twoja pusta makówka jeszcze się do czegoś przydaje!

KAT

Święte słowa! Święte słowa, Jaśniepanie. Mój móżdżek jest nic nie wart w porównaniu ze światłym umysłem Jaśniepana.

NAMIESTNIK zastanawia się, a po chwili zwraca się z powagą do Kata

A co będzie, ty głupcze, jeśli sam okaleczony okaże się być właścicielem wrzeciona?

Wskazuje na młodego mężczyznę.

KAT zastanawiając się chwilę

Jeśli on sam będzie właścicielem...

NAMIESTNIK

Tak, co wtedy można zrobić?

KAT z radością

To jeszcze lepiej! Jeszcze lepiej! Jeśli tak by było, to sprawa jest prosta!

NAMIESTNIK

Jak to prosta?

KAT

Drugie oko jest na miejscu. Rozumie, Jaśniepan?

Podbiega do przodu i pokazuje na zdrowe oko mężczyzny.

NAMIESTNIK

Skoro tak, to na co czekasz, durniu?! Pospiesz się i załatw sprawę!

Kat wyciąga sztylet z pochwy i chwyta mężczyznę za włosy. Młodzieniec czołga się w stronę Namiestnika i obejmuje rękami jego nogi.

MŁODZIENIEC

Najjaśniejszy Panie! To nie ja jestem właścicielem! To nie moje wrzeciono!

NAMIESTNIK

Nie twoje? A więc czyje? Odpowiadaj!

MŁODZIENIEC

Jednej staruchy, Jaśniepanie. Wiedźmy! Diablicy!

NAMIESTNIK

Dobrze, już dobrze. Gdzie ta wiedźma?

MŁODZIENIEC

W swojej szopie, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK

A jak to się stało, że wydłubała ci oko?

MŁODZIENIEC

W środku nocy przyszło mi do głowy, żeby zajrzeć do chałupy tej zgrzybiałej staruchy. Może coś mi wpadnie w ręce, pomyślałem. Takie wyprawy to dla mnie nie pierwszyzna, Jaśniepanie, a tym razem nie tylko nic nie zdobyłem, ale jeszcze straciłem oko!

NAMIESTNIK

Bęcwał z ciebie! Widać, że do niczego się nie nadajesz! Niby taki sprytny, a nie dał sobie rady z jedną staruszką!

MŁODZIENIEC

Starucha spała, Jaśniepanie! A ten przeklęty pręt wbiła w ścianę i się na niego niespodziewanie nadziałem. Uciekłem stamtąd co sił w nogach, z krzykiem i płaczem, ale żaden lekarz już nie był w stanie mi pomóc.

Oddycha szybko, a po chwili mówi przejęty i wzruszony.

Ale nie to jest moim największym zmartwieniem, Jaśniepanie. Marzyłem, żeby poświęcić to moje marne oko Jaśniepanu. I ta starucha żebraczka pozbawiła mnie takiego zaszczytu!

Z płaczem.

Przyszedłem tu, żeby dojść swoich praw. Jaśnie Szanowny Pan musi mnie pomścić. Dojść sprawiedliwości w mojej sprawie. Wynagrodzić stratę oka, które miałem poświęcić Jaśniepanu! Wymierzyć sprawiedliwość! Sprawiedliwość! Sprawiedliwość!

NAMIESTNIK klaszcze w dłonie i krzyczy

Przyprowadzić Staruszkę! Przyprowadzić Staruszkę!

2

KAT wychodzi na scenę jako narrator i opowiada

Wysłannik Jaśniepana Namiestnika niespiesznie rusza w drogę do domu Staruszki. Jest naburmuszony i marudzi pod nosem. Wie, że nie ma co liczyć na powodzenie swojej misji, bo Staruszka nie dość, że obłąkana i nieszczęśliwa, to jeszcze została okradziona. Kobiecina od samego rana, zdenerwowana i strapiona, kręci się wokół swojej glinianej chałupki w poszukiwaniu wrzeciona, po którym ślad zaginął. Jeśli go nie znajdzie, będzie w tarapatach. To jej jedyne źródło dochodu, bez niego nie zarobi nawet na tych kilka okruchów chleba, którymi się zazwyczaj żywi. Nagle słyszy pukanie do drzwi. Kto to może być? Okazuje się, że to wysłannik Namiestnika.

KAT głosem wysłannika

Stara kobieta, James Morier, The Adventures of Hajji Baba of Ispahan, 1824 rokEj, jędzo! Wzywa cię Jaśniepan Namiestnik!

KAT głosem Staruszki

Jaśniepan Namiestnik? Jaśniepan Namiestnik mnie wzywa?

KAT głosem wysłannika

Tak jest, Staruszko! Spiesz się!

KAT głosem Staruszki

Nie mylisz się?

KAT głosem wysłannika

Nie, diablico! Raz dwa! Los się do ciebie uśmiechnął.

Staruszka jest zdezorientowana. Została wezwana na dwór Jaśniepana Namiestnika i ma szansę polepszyć swój los. Nie należy tracić czasu. Zawiązuje końce czadoru* wokół pasa i, sapiąc, rusza pospiesznie za wysłannikiem na dwór. Jest bardzo uradowana. Ledwie wchodzi na scenę, rozlega się krzyk Namiestnika.

NAMIESTNIK do Kata

Oko! Wydłub jej oko!

Kat rzuca się na Staruszkę.

STARUSZKA

Oko? Ma wydłubać mi moje oko?!

NAMIESTNIK

Zgadza się, ty wiedźmo! Jasne, że twoje oko!

STARUSZKA

Błagam, Jaśniepanie! Ja starowina nic nikomu nie zrobiłam, nie popełniłam żadnego przestępstwa!

NAMIESTNIK do Kata

Żadnej litości! Wyłup jej oko!

Kat łapie kobiecinę za głowę, ciągnie ją do góry i wydobywa sztylet z pochwy.

STARUSZKA

Jaśniepanie! Jaśniepanie Namiestniku!

STARUSZKA wyrywa się z rąk Kata i chwyta szatę Namiestnika

Co ja takiego zrobiłam?! Jeśli dopuściłam się jakiegoś występku, niech mi Jaśniepan to rozjaśni, bo nie mam o niczym pojęcia.

NAMIESTNIK

Pytasz, co zrobiłaś? Pozbawiłaś oka tego oto Młodzieńca i unieszczęśliwiłaś go na całe życie!

Kobiecina podnosi się i ze zdziwieniem przygląda młodemu mężczyźnie.

STARUSZKA

Ja? Na Boja, nie znam tego człowieka. Nie wiem kto to, widzę go pierwszy raz.

NAMIESTNIK

Tak, a co powiesz na to?

Pokazuje jej wrzeciono.

A ten żelazny pręt znasz? Poznajesz go czy nie?

STARUSZKA

Tak, Jaśniepanie. Tak, to moje wrzeciono! Szukam go od rana!

NAMIESTNIK z wściekłością

Oko! Wyłup jej oko! Na co czekasz?

Kat szykuje się do wykonania polecenia.

STARUSZKA z płaczem

Jaśniepanie! Jaśniepanie! Ale co ten człowiek i moje wrzeciono... pokazuje na Młodzieńca i należący do niej przedmiot ...mają ze sobą wspólnego? Dlaczego mam mieć wyłupane oko?

NAMIESTNIK

Dlatego, że wbiłaś to niebezpieczne narzędzie w ścianę nory, w której mieszkasz i ten młody mężczyzna, który przyszedł do ciebie w środku nocy, stracił przez nie oko...

STARUSZKA

A co ten Młodzieniec robił w moim domu w środku nocy?

NAMIESTNIK zdenerwowany

Nie zmieniaj co chwila tematu, starucho! Do ciebie należy ten przeklęty pręt, wydłubujący oczy i dlatego i ty musisz stracić oko!

Zwraca się do Kata.

Oko! Oko! Oko!

STARUSZKA

Najjaśniejszy Panie, jeśli mam mieć wyłupane oko z powodu jednego pręta, to ile oczu trzeba by wyłupać Handlarzowi Rupieciami z naszej uliczki, który ma takich wrzecion kilkanaście pudełek! To zresztą ten drań mi je sprzedał!

NAMIESTNIK

Ha! Ha! A więc wyjaśniło się, kto tu jest prawdziwym winowajcą! Handlarz Rupieciami! Handlarz Rupieciami! Przyprowadzić mi tu Handlarza Rupieciami!

3

KAT wchodzi na scenę jako narrator i opowiada

Handlarz Rupieciami odbywa popołudniową drzemkę w swoim sklepiku. Jak zwykle w południe najadł się chleba z cebulą i teraz odbija mu się raz po raz. Po każdym beknięciu twarz robi mu się purpurowa, a nos pokrywają kropelki potu. Wysłannik Namiestnika przybywa do sklepiku. Handlarzowi wydaje się, że to zjawa. Przecież to niemożliwe, żeby boski wysłannik stawił się w jego przybytku, i to o tej porze. Przeciera oczy. Nie może to być! Naprawdę ma klienta, i to nie byle jakiego! Stoi przed nim pan w przepysznie bogatym stroju!

SklepikarzKAT głosem Handlarza Rupieciami

Witam szanownego pana! Witam serdecznie w moich skromnych progach!

KAT głosem wysłannika

Co ja widzę, uciąłeś sobie drzemkę przedpołudniową, człowiecze?

KAT głosem Handlarza Rupieciami

Ależ skąd! Jak Boga kocham, właśnie szykowałem się do pracy.

KAT jako narrator

Po tych słowach odbija mu się, co zmusza wysłannika Namiestnika do cofnięcia się o kilka kroków.

KAT głosem Handlarza Rupieciami

Czym mogę służyć Najjaśniejszemu panu? Mamy stojak na trzech nogach, pułapkę na myszy, łańcuch, kuchenną łopatkę, amulet chroniący przed złym okiem, trutkę na szczury, lek na liszajec, niekropień, tupety kryjące łysinę, lekarstwo na oczy...

KAT głosem wysłannika

Zatrzymaj to wszystko dla siebie, starcze. Wzywa cię Jaśniepan Namiestnik. Ma ważną sprawę.

KAT jako narrator

Sklepikarz jest zdezorientowany, rozgląda się wokół.

KAT głosem Handlarza Rupieciami

Mnie wzywa? Jaśniepan Namiestnik ma do mnie sprawę? Na Boga, chyba nie kpisz sobie, Panie, z biednego starca?

KAT głosem wysłannika

Pospiesz się! No już! Masz szansę na lepsze życie.

KAT jako narrator

Handlarz Rupieciami wyskakuje w te pędy ze swojego składziku. Jest zdezorientowany. W sklepiku z perfumami kupuje dużo podarków dla Namiestnika. Przygładza włosy na głowie i brodę, nie przestając przy tym bekać. Popychany, wchodzi na dwór Namiestnika obładowany torbami. Kłania się nisko kilka razy.

HANDLARZ RUPIECIAMI

O Łaskawco! Kto by pomyślał, że tak biedny i nieporadny handlarz jak ja dostąpi takiego zaszczytu i pewnego dnia będzie mógł przekroczyć próg tego wspaniałego i świętego dworu, by zobaczyć z bliska niemające sobie równych piękno Jaśniepana Namiestnika! Jestem tak szczęśliwy, że nawet nie wiem jak tutaj dotarłem! Biegłem, ile sił w nogach. Przepełnia mnie taka duma i radość, jakby przyszło do mnie niespodziewanie kilku klientów. Proszę mi pozwolić przekazać Jaśniepanu skromne podarki, które przyniosłem.

NAMIESTNIK z uśmiechem

Doskonale, doskonale! Co przyniosłeś?

HANDLARZ RUPIECIAMI

Torebkę wysokiej jakości aromatycznej henny w intensywnym kolorze do brody Jaśniepana.

Składa torebkę u stóp Namiestnika.

NAMIESTNIK

Dalej!

HANDLARZ RUPIECIAMI

Torebkę dorodnych owoców głożyny na wypadek, gdyby ogarnęła Jaśniepana fala gorąca.

Składa kolejną torebkę u stóp Namiestnika.

NAMIESTNIK

Dalej?

HANDLARZ RUPIECIAMI

Torebkę nabatu* na wypadek, gdyby zrobiło się Jaśniepanu chłodno.

NAMIESTNIK

Doskonale. Dalej?

HANDLARZ RUPIECIAMI

Dalej... dalej...

Rozgląda się wokół bezradnie. Nagle wpada na pomysł.

I jeszcze siebie składam w ofierze Najjaśniejszemu Panu Namiestnikowi, żeby pokazać całemu światu, że jestem oddanym sługą.

Podchodzi bliżej, żeby rzucić się pod nogi Namiestnika, ale Kat chwyta go z tyłu za głowę.

NAMIESTNIK

Na nic nam się zda twoja nic nie warta dusza, starcze!

HANDLARZ RUPIECIAMI zdezorientowany

Na nic? Więc... więc...

NAMIESTNIK

Na razie potrzebujemy jednego oka.

HANDLARZ RUPIECIAMI ze zdziwieniem

Oka? Do czego wam oko?

NAMIESTNIK

Tak, oka, jednego malutkiego oczka. Takiego właśnie nic nie wartego jak twoje!

HANDLARZ RUPIECIAMI jeszcze bardziej zdziwiony

Po co?

NAMIESTNIK

Po to, żeby wymierzyć sprawiedliwość!

Zwraca się do Kata.

Na co czekasz, półgłówku!

KAT

Na rozkaz Jaśniepana!

NAMIESTNIK

Rozkaz wydany!

Kat ciągnie sklepikarza na ziemię. Handlarz nie rozumie co się dzieje.

HANDLARZ RUPIECIAMI

Jaśniepanie! Jaśniepanie, co moje oko ma wspólnego ze sprawiedliwością? Co ja mam w ogóle z tym wspólnego? Albo mój sklepik i moja praca? Bóg mi świadkiem, że nie mam żadnego związku z tak dobrymi i wspaniałymi przymiotami jak szlachetność, heroiczność, uczciwość, ani przyjemność czy sprawiedliwość! Siedzę w kącie i sprzedaję pułapki na myszy, dłonie Abulfazla*, leki do oczu i na liszajec, ośle podkowy, jarzma dla bydła, konopie, naczynia do rozniecania ognia, wachlarze i środki na pchły! Nikomu nic nie zrobiłem!

NAMIESTNIK

Zobaczmy więc... Czy oprócz tych rupieci, które wymieniłeś, sprzedajesz też czasem coś takiego?

Kat puszcza sklepikarza, który podchodzi do Namiestnika i przygląda się przedmiotowi w jego dłoni.

HANDLARZ RUPIECIAMI

Co to takiego? Co? Co?

NAMIESTNIK

Wrzeciono, wrzeciono do przędzenia. Sprzedajesz takie?

HANDLARZ RUPIECIAMI przepełniony dumą, starając się zachować skromność

Tak, Jaśniepanie, oczywiście, wrzeciona też mam.

Śmieje się.

NAMIESTNIK hardo

Wyłupać mu oko!

Kat rzuca się na sklepikarza.

KAT

Twoja wina została udowodniona, już po tobie! Gdybyś nie sprzedał tego przeklętego wrzeciona biednej Staruszce, ten Młodzieniec nigdy nie straciłby oka!

Kat ściga sklepikarza wokół sceny ze sztyletem w dłoni. Handlarz ucieka, biegając pomiędzy pozostałymi osobami.

HANDLARZ RUPIECIAMI błagalnie

Jaśniepanie, Jaśniepanie! Nie pozwól, żeby mnie dopadł! Zlituj się nade mną! Nie pozwól mnie złapać!

Obejmuje Namiestnika od tyłu za nogi.

Boję się go! Ja się go boję!

Trzęsie się.

NAMIESTNIK

Ty nędzna kreaturo! A kiedy sprzedawałeś to narzędzie zbrodni to się nie bałeś?!

HANDLARZ RUPIECIAMI

Ja je sprzedaję do przędzenia, a nie do wydłubywania oczu!

NAMIESTNIK

Na nic te wymówki! Nic ci nie pomoże! Zrozumiałeś?

HANDLARZ RUPIECIAMI

Za co ta kara, Najjaśniejszy Panie?! Ja, który do tej pory wyleczyłem moimi lekarstwami i miksturami tysiące chorych oczu i nie dostałem w zamian nawet jednej gałki ocznej, mam teraz, na rozkaz Jaśniepana, mieć wydłubane oko? To nie ja zawiniłem tylko ten przeklęty Kowal, który dzień i noc wytwarza wrzeciona!

NAMIESTNIK

Kowal?

HANDLARZ RUPIECIAMI

Tak, Jaśniepanie, Kowal! On jest wszystkiemu winien!

NAMIESTNIK

Doskonale! Doskonale!

zwraca się do Kata

Nam to chyba nie robi różnicy, czy to będzie sklepikarz czy kowal, prawda?

KAT

Nie robi najmniejszej różnicy, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK rozpierając się na ławce

Przyprowadzić Kowala!

4

KAT krocząc dumnie wychodzi na scenę jako narrator i opowiada

Kat wysłany przez Namiestnika do warsztatu Kowala dociera na miejsce zmęczony drogą i niezadowolony. Kowal pracuje przy piecu. Właśnie wytwarza wrzeciono, tak! dokładnie jedno z "tych" wrzecion!

Kowal, James Carrol Beckwith, 1909 rok, kolekcja prywatnaKAT głosem wysłannika

Ej, stary złomiarzu! No dalej, zostaw robotę i ruszaj w drogę!

Kowal odwraca się i spostrzega Kata. Odkłada młot i imadło, zdejmuje skórzany fartuch, odrzuca go na bok i podchodzi z uśmiechem do Kata.

KAT głosem Kowala

Mam ruszać w drogę? A dokąd to?

KAT głosem wysłannika

Jaśniepan Namiestnik przewidział dla ciebie surową karę.

KAT głosem Kowala

Prawdę powiadasz? Nie jestem godzien takiej dobroci.

KAT głosem wysłannika

Nie udawaj durnia, nikczemniku! Pospiesz się, bo Jaśniepan Namiestnik czeka!

KAT głosem Kowala

Jak pan każe, ale jaką to sprawę mają tam do mnie?

KAT głosem wysłannika

Chcą ci wyłupać oko, biedaku. Szybko, nie ociągaj się!

KAT głosem Kowala

Wyłupać mi oko?! Dlaczegóż to?

KAT głosem wysłannika

Z powodu narzędzi, które wytwarzasz.

KAT głosem Kowala, śmiejąc się głośno i radośnie

Proszę, proszę! Czego można chcieć więcej? Całe życie czekałem na ten moment! Proszę dać mi chwilkę, żebym mógł upiększyć trochę te moje nic nie warte oczy, które mam poświęcić Jaśniepanu Namiestnikowi i zaraz ruszamy w drogę.

KAT przechadzając się

Na pewno wiesz, że tylko krowom i baranom ofiarnym podkreśla się oczy surmą*.

KOWAL wchodzi na scenę, kłania się i zwraca do Namiestnika

Winowajca jest gotów przyjąć karę, Jaśniepanie!

Pada na ziemię, czołga się w stronę Namiestnika, całuje jego stopy, ociera twarz o ziemię. Czołgając się, wraca w kierunku Kata. Wszyscy obserwują go zdziwieni. Kowal dotarłszy do stóp Kata, unosi głowę i woła błagalnie

Wyłup! Wyłup! Wyłup!

KAT

Wyłupać? Co mam wyłupać?

KOWAL

Wyłup oba! Wyłup oboje moich oczu!

NAMIESTNIK podchodzi bliżej i pyta

A co to za szaleniec?

KOWAL

Kowal przestępca, który musi zostać ukarany za swe przewinienia, żeby sprawiedliwości stało się zadość!

NAMIESTNIK

Ach, więc to ty jesteś Kowalem?

KOWAL

Tak Jaśniepanie, to ja, okryty hańbą Kowal.

NAMIESTNIK

Jesteś pewien swojej winy?

KOWAL

Tak, jestem jej całkowicie pewien.

NAMIESTNIK

A skąd ta twoja pewność?

KOWAL

Z woli Jaśniepana!

NAMIESTNIK

Z mojej woli?

KOWAL

Jaśniepan miał wolę uznać mnie za winnego, więc bez wątpienia nim jestem!

NAMIESTNIK

Wierzysz w swoje słowa?

KOWAL

Wierzę w nie całym sercem! Rozum i bystrość Jaśniepana nie mogą się mylić!

NAMIESTNIK

Jeśli tak, nie ma więc żadnych wątpliwości co do twojej winy?

KOWAL

Najmniejszych, Jaśniepanie!

KOWAL błagając zwraca się do Kata

Wyłup! Wyłup je! Wyłup je w końcu! Proszę, błagam cię! Na co czekasz? Bierz się do roboty!

KAT

Jaśniepan się zgadza?

Namiestnik podchodzi do przodu, a Kat cofa się.

NAMIESTNIK

Słyszałeś o mojej dobroci i wielkoduszności czy nie?

KOWAL

Są one tak jasne dla wszystkich, jak światło dnia.

NAMIESTNIK

Więc czemu nie prosisz o wybaczenie?

KOWAL

O wybaczenie? Dopuściłem się występku i zasługuję na karę.

NAMIESTNIK

Nie obawiasz się, że potem będziesz żałował?

KOWAL

Nigdy tego nie pożałuję. Tylko... tylko jednego może być mi szkoda...

NAMIESTNIK

Czego?

KOWAL

Tego, że już nigdy więcej nie będę mógł podkuwać koni, ani ostrzyć mieczy żołnierzy Jaśniepana, ani też robić łańcuchów i kajdanów dla niezliczonych więźniów Waszmości.

NAMIESTNIK

Czemu nie będziesz mógł?

KOWAL

Do wykonywania tych prac potrzebnych jest dwoje oczu, Jaśniepanie!

NAMIESTNIK namyśla się, po czym mówi głośno

Skoro tak, to nie można cię pozbawiać oczu?

KOWAL

Dlaczego Jaśniepanie? Można i to bardzo łatwo.

NAMIESTNIK

A kto będzie wykonywał prace, o których wspomniałeś?

KOWAL

Prace... hmm... nie znam nikogo takiego.

NAMIESTNIK

Ale jeśli nie wyłupiemy ci oka, to nie będziemy mogli pomścić tego nieszczęśnika.

KOWAL

Jaśniepanie, tyle jest bezużytecznych oczu na tym świecie. Każ wyłupać jedno z nich i będzie po sprawie.

NAMIESTNIK

Gdzie one są? Wskaż mi jakieś!

KOWAL po chwili namysłu

Prawe oko Łowczego Wielkiego Nadwornego!

NAMIESTNIK

Prawe oko Łowczego Wielkiego Nadwornego? Mojego Łowczego Wielkiego Nadwornego?

KOWAL

Tak Jaśniepanie, prawe oko Łowczego Wielkiego Nadwornego Jaśniepana!

NAMIESTNIK

A ty skąd wiesz, że prawe oko mojego Łowczego Wielkiego Nadwornego jest bezużyteczne?

KOWAL

Wszyscy o tym wiedzą, Jaśniepanie. Czy nie zauważył Jaśniepan, że Łowczy Wielki Nadworny w trakcie polowania zamyka prawe oko, mierzy do celu i pociąga za spust patrząc tylko lewym okiem? Pif paf!

NAMIESTNIK

Ha! A więc to tak! Więc to tak!

Kontynuuje przechadzając się

Nie miałem do tej pory pojęcia, że prawe oko mojego Łowczego Wielkiego Nadwornego jest bezużyteczne. No dobrze!

Zatrzymuje się nagle i krzyczy

Łowczy Wielki Nadworny do mnie!

5

KAT wychodzi na scenę jako narrator i opowiada

Łowczy Wielki Nadworny wczesnym przedpołudniem, napełniwszy swój przepastny żołądek mięsem pieczonych kuropatw, urządził sobie długą drzemkę, po której udał się na masaż do łaźni. Po powrocie pokrzepił się kilkoma łykami syropu wzmacniającego, zatrzymał się przed swoimi niezliczonymi trofeami i z zadowoleniem cieszył nimi wzrok przez godzinę. W końcu zasiadł przed lustrem z wielkimi nożycami w ręku i już miał zabrać się do wyrównywania wąsów, gdy niespodziewanie do jego drzwi zapukał wysłannik Namiestnika.

Myśliwy, okres Kadżarów, pocztówka z 1935 rokuKAT głosem Łowczego Wielkiego Nadwornego

Kto prosi o pozwolenie na wejście?

KAT głosem wysłannika

Wysłannik Jaśniepana Namiestnika!

KAT głosem Łowczego Wielkiego Nadwornego

Wejdź! Na pewno przynosisz dobre nowiny!

KAT

Wysłannik grzecznie wchodzi do środka

KAT głosem wysłannika

Najjaśniejszy Pan Namiestnik wzywa do siebie wielce szacownego Pana Łowczego Wielkiego, najznakomitszego wśród łowczych.

KAT głosem Łowczego Wielkiego Nadwornego ze śmiechem

Och! Wspaniale! Znowu kolejny medal! Nowe odznaczenia!

KAT jako narrator

Łowczy Wielki Nadworny ciesząc się na tę myśl, szykuje się w pośpiechu do wyjścia.

KAT głosem Łowczego Wielkiego Nadwornego

Ruszajmy zanim zrobi się późno!

Łowczy Wielki Nadworny wkracza na scenę w stroju łowieckim z mieniącymi się kolorowo medalami, wyposażony w myśliwskie przybory, z pistoletem w dłoni, i kłania się Namiestnikowi.

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Łowczy Wielki Nadworny do usług, Jaśniepanie!

NAMIESTNIK podchodząc do Łowczego

Witaj mój drogi Łowczy! Czy nadal jesteś gotów do poświęceń i pełnienia służby z pełnym zaangażowaniem?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Jest dokładnie tak, jak Jaśniepan powiedział!

NAMIESTNIK mierząc Łowczego wzrokiem od stóp do głów

Wspaniale! Widzę, że stawiłeś się na służbę w pełnym rynsztunku!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Pomyślałem, że Jaśniepan może mieć ochotę na tłuściutkiego bażanta, rosłą przepiórkę albo przynajmniej na krwiste mięso młodego dzikiego kozła.

NAMIESTNIK

Oczywiście, nigdy nie gardzę takimi smacznymi kąskami, ale tym razem mam ochotę na coś zupełnie innego!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Czego Pan sobie życzy?

NAMIESTNIK

Jednego oka!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Jakiego oka Jaśniepan sobie życzy?

NAMIESTNIK

Jednego bezużytecznego oka!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Bezużytecznego? Bezużytecznego oka? Czy może to być na przykład oko lwa o bujnej grzywie albo sokoła o smukłych skrzydłach?

NAMIESTNIK

Żądam oka stworzenia dwunożnego, mój drogi Łowczy!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Stworzenia dwunożnego?

Rozgląda się wokół i nagle, jakby zrozumiał o co chodzi, mówi z uśmiechem

Ale to życzenie może spełnić tylko szanowny Kat, najznakomitszy wśród katów.

NAMIESTNIK

Wszystko się zgadza! Tak się składa, że rzeczywiście tylko ten łajdak może zająć się tą sprawą.

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY wypinając dumnie pierś

W czym w takim razie mogę służyć Jaśniepanu ja, sługa uniżony?

NAMIESTNIK

Ach, wystarczy jeden mały akt poświęcenia, dla dobra sprawiedliwości!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Z pełną gotowością, szanowny Panie!

NAMIESTNIK do Kata

Doskonale! Bierz go!

Kat wydobywa sztylet. Kłania się i z uśmiechem idzie w stronę Łowczego. Łowczy cofa się.

KAT

Szanowny Panie Łowczy! Proszę wybaczyć mi zuchwałość - na kolana!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Na kolana?! Po co?

KAT

Muszę zawiązać szanownemu Panu wokół szyi to okrycie.

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

W jakim celu?

KAT

Potrzebujemy prawego oka Jaśniepana.

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY z przerażeniem biegnie błagać o ratunek Namiestnika

Jaśniepanie! Jaśniepanie! Mojego prawego oka? Do czego Jaśniepanu moje prawe oko?

NAMIESTNIK

Szanowny Łowczy Wielki Nadworny, czy sprzeciwiasz się wymierzaniu sprawiedliwości?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Ale moje prawe oko nie jest niczemu winne!

NAMIESTNIK

To prawda, ale ponieważ twoje prawe oko jest jedynym bezużytecznym w okolicy, nie mamy innego wyjścia.

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Moje prawe oko jest bezużyteczne? Kto tak powiedział?!

NAMIESTNIK

Wszyscy o tym wiedzą, mój drogi Łowczy. Czyżbyś zapomniał, że podczas mierzenia do celu zamykasz zawsze prawe oko i korzystasz tylko z lewego?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

To prawda, Jaśniepanie, ale zamykam prawe oko, dopiero gdy mam już zwierzynę na muszce i jest w zasięgu kuli. Do znalezienia celu potrzebuję obojga oczu.

NAMIESTNIK

Czy chcesz przez to powiedzieć, że twoje prawe oko nie jest bezużyteczne?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Dokładnie tak, Jaśniepanie.

NAMIESTNIK ze złością

Skoro tak, to znowu nie możemy wyłupać jednego oka i mieć tego z głowy?!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Ależ skąd, Jaśniepanie! Mało to dookoła ludzi, którzy w swojej pracy nie potrzebują oczu?!

NAMIESTNIK

Jak to możliwe?!

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Ano możliwe, Jaśniepanie, możliwe.

NAMIESTNIK

Kto na przykład?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Na przykład Flecista na Pańskim dworze.

NAMIESTNIK

A skąd wiadomo, że oko Flecisty jest bezużyteczne i że on go nie potrzebuje w pracy?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Stąd, że zawsze gdy gra ma oczy zamknięte.

NAMIESTNIK

Czemu je zamyka?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Dlatego, że z zamkniętymi oczami lepiej się gra na neju*.

NAMIESTNIK

Jaki ma związek zamknięcie oczu z lepszą grą?

ŁOWCZY WIELKI NADWORNY

Nie ma na to jasnej odpowiedzi. Być może jest w tym jakaś ukryta mądrość, nieobjawiona do tej pory, ale o jednym należy pamiętać...

kontynuuje ściszonym i stanowczym głosem...

najlepszymi flecistami świata byli zawsze niewidomi!

NAMIESTNIK

Jeśli tak, to pozbawiając go obojga oczu, nie tylko wymierzymy sprawiedliwość, ale i wyświadczymy mu wielką przysługę!

Zwracając się do Kata.

Co o tym myślisz, łajdaku?

KAT

Jeśli tak postąpimy, to nie tylko sprawiedliwości stanie się zadość, ale jeszcze talent nadwornego Flecisty Jaśniepana rozkwitnie.

NAMIESTNIK

Więc nadstaw uszu i dobrze mnie posłuchaj! Kiedy Flecista już się tu stawi, nie życzę sobie więcej żadnych dyskusji ani kłótni! Nie chcę słyszeć żadnych wyjaśnień ani argumentów! W ogóle nie ma potrzeby, żeby nasz artysta-półgłówek uznał swoje oczy za potrzebne i próbował nam to udowadniać. Kiedy więc już tu przybędzie i zacznie występ, bez uprzedzenia wyłupiesz mu oczy. Jego gra zyska na świetności, a ja będę miał wreszcie święty spokój.

6

KAT wychodzi na scenę jako narrator i opowiada

Wysłannik Namiestnika dotarł zmęczony do domu Flecisty. Tym razem wymyślił sprytny podstęp. Oparłszy się o kolorową poduszkę, łuska pestki i nie przestaje mówić.

KAT głosem wysłannika

Tak, wczoraj dużo cię chwaliłem przed Namiestnikiem, ale Jaśniepan nie chciał dać wiary moim komplementom i twierdził, że nie jesteś wystarczająco biegły w swojej sztuce. A to dlatego, że w trakcie występów, inaczej niż wielcy muzycy i mistrzowie, nie zamykasz oczu. Przekonywałem go, że to nieprawda i że w trakcie gry tak mocno zaciskasz powieki, jakbyś już z łona matki wyszedł niewidomy. Teraz Jaśniepan Namiestnik wzywa cię do siebie, żeby przekonać się, jak jest naprawdę i jeśli okaże się, że miałem rację, sowicie cię wynagrodzi.

KAT swoim głosem

Zasmucony Flecista, wciska garść złota w rękę łajdaka Kata i w pośpiechu rusza za nim na dwór. Wchodząc przed oblicze Namiestnika, kłania mu się przymilnie i całuje ziemię.

NAMIESTNIK

Flecista, Lucas Vorsterman, XVII wiek, Library of CongressWspaniale, wspaniale. Od jakiegoś czasu już brak nam twojej muzyki. Dzisiaj podczas wymierzania sprawiedliwości przyszło mi do głowy, aby cię wezwać, by ukoić serce i duszę przyjemnymi dla ucha dźwiękami twojego fletu i dać wytchnienie ciału zmęczonemu spełnianiem odpowiedzialnych obowiązków. Sam dobrze wiesz jakim uznaniem cieszą się u mnie artyści i jakim darzę ich szacunkiem. I wiesz też zapewne, że jeśli są posłuszni i oddani, zyskują u mnie chwałę i autorytet. Dobrze, taaak... podejdź bliżej... jeszcze bliżej i usiądź naprzeciwko.

Flecista podchodzi bliżej i siada naprzeciwko Namiestnika tyłem do publiczności.

NAMIESTNIK

Doskonale, teraz zagraj dla nas swoją najsłodszą i najbardziej wzruszającą pieśń miłosną.

Flecista odsuwa się trochę i zaczyna grać. Namiestnik podchodzi do muzyka, pochyla się nad nim i wpatruje w jego oblicze. Daje znak Katowi, żeby się zbliżył i obaj przyglądają się uważnie twarzy Flecisty, kiwając głowami. Kat ostrzy nóż, krążąc wokół grającego artysty. W końcu zatrzymuje się za nim. Namiestnik wymachuje palcami przed oczami Flecisty i uśmiecha się z zadowoleniem. Kat chwyta szybko głowę muzyka i unieruchamia ją między swoimi kolanami. Muzyka cichnie. Milczenie przerywa krótki stłumiony krzyk. Flecista z pustymi oczodołami pada twarzą na ziemię.

NAMIESTNIK

Dobrze! Doskonale!

WSZYSCY razem wznoszą okrzyk

Niech rządy sprawiedliwego Namiestnika trwają wiecznie!

NAMIESTNIK zwracając się do Młodzieńca

Twoje oko zostało pomszczone!

MŁODZIENIEC głośno i donośnie

Oby Jaśniepan Namiestnik zawsze czuwał nad pokrzywdzonymi!

NAMIESTNIK

Uff... co za ulga!

Ziewa przeciągle i uderza się pięścią w pierś.

Doskonale, doskonale. Skoro już uporałem się z tym trudnym zadaniem, mogę sobie pozwolić na drzemkę i chwilkę odpoczynku, żeby wrócić do siebie.

Idzie ociężale w stronę łoża, odwraca się i mówi do pozostałych

Idźcie teraz obwieścić wszystkim ludziom w mieście, że sprawiedliwości stało się zadość!

Wdrapuje się na ławkę i powoli znika za nią, moszcząc się na łóżku. Na oparciu ławki pojawiają się jego duże stopy. Kat powoli wślizguje się pod ławkę. Pozostali podchodzą razem do przodu i wołają głośno do publiczności

Sprawiedliwości stało się zadość! Sprawiedliwości stało się zadość! Sprawiedliwy Namiestnik wymierzył sprawiedliwość!

Po chwili milkną i czujnie, z niepewnością rozglądają się dookoła. Stopy Namiestnika znikają z oparcia ławki, rozbrzmiewa donośny dźwięk chrapania. Wszyscy podchodzą bliżej, pochylają się ostrożnie ku widowni i pytają widzów

Naprawdę sprawiedliwości stało się zadość? Tak? Czy to prawda? Czy naprawdę wymierzono sprawiedliwość? Ale jaką sprawiedliwość? Gdzie ta sprawiedliwość?

tłum. Joanna Hrehoruk

czador - wierzchnie okrycie kobiece, zakrywające całą postać.

nabat - rodzaj cukru z trzciny cukrowej mający postać bryłek, które macza się w napojach dla osłodzenia. Według tradycyjnej medycyny irańskiej potrawy i produkty spożywcze dzieli się na ciepłe i zimne, a ich działanie może być chłodzące lub rozgrzewające.

dłoń Abulfazla - wizerunek dłoni, malowany na materiale lub wykonany z metalu, wykorzystywany podczas uroczystości żałobnych. Symbolizuje poświęcenie i męczeństwo Abulfazla (znanego też jako Abbas), syna imama Alego, zabitego w bitwie pod Karbalą. Abulfazl w trakcie bitwy, mimo czyhających na niego niebezpieczeństw, udał się nad Eufrat po wodę dla swoich spragnionych, pozbawionych dostępu do rzeki towarzyszy. Podczas tej wyprawy wpadł w zasadzkę, a wrogowie odcięli mu obie dłonie, po czym zabili.

surma, kohl - kosmetyk do malowania oczu, czarnego koloru, robiony na bazie sproszkowanej galeny (ruda ołowiu), używany przez mieszkańców Azji.

nej - rodzaj fletu, popularny na Bliskim i Środkowym Wschodzie.