Błogosławieni wytrwali

Osoby:

Staruszek

Staruszka

Służąca

Część I

Stare wspomnienia, John George Brown, koniec XIX wiekuDuże pomieszczenie, pełniące funkcję pokoju gościnnego, dziennego i sypialni starszego małżeństwa, z jednymi drzwiami na schody i dwoma wyjściami, na wprost widowni, do łazienki, ubikacji i kuchni. W mieszkaniu panuje bałagan i jest brudno. W oknach grube, od lat nieprane zasłony, po dwóch stronach pokoju dwa pojedyncze łóżka przykryte wygniecionymi prześcieradłami, pusta szafka na ubrania z otwartymi na oścież drzwiczkami, na środku sceny stół i trzy krzesła, każde z innej strony. Wszędzie pełno prześcieradeł, koszul i najróżniejszych brudnych rupieci. Przez otwarte drzwi kuchni widać piętrzącą się stertę niepozmywanych naczyń, w łazience stos brudnych ubrań. Przy łóżku staruszka dużo porozrzucanych książek. Mężczyzna siedzi na krześle w wygniecionym, domowym ubraniu, brudnej szlafmycy na głowie, okularach i z książką w ręku, jednak jego uwaga nie jest zwrócona ku książce. Zsuwa okulary na czoło i przysłuchuje się głosom dochodzącym z dołu. Wstaje, podchodzi do drzwi prowadzących na schody, otwiera je i nasłuchuje. Słychać rozmowę dwóch kobiet, ale nie sposób zrozumieć, o czym mówią. Kiedy rozmowa cichnie, staruszek na palcach wraca na swoje miejsce. Chwilę później drzwi otwierają się i wchodzi staruszka. Mężczyzna odwraca się do niej. Staruszka jest w bardzo dobrym nastroju, a jej radość udziela się mężowi.

STARUSZEK wstaje

No i? Jak poszło?

STARUSZKA

Załatwione.

STARUSZEK

Zgodziła sie zostać?

STARUSZKA

Taa, zgodziła sie.

STARUSZEK odkłada książkę na stół, zdejmuje okulary

Dzięki Bogu, dzięki Bogu.

STARUSZKA

Tylko na noc nie zostanie, bo ma męża i trójke dzieciaków i musi do nich wracać. Wieczorami byndzie szła do domu, a co rano przyjdzie do nas, sprzontnie, garki zmyje, upierze, poprasuje, poodkurza, sprawi, że nasze życie znowu byndzie poukładane i pikne i sobie pójdzie.

STARUSZEK zadowolony

Nie może to być! Na Boga...

Podekscytowany.

Dzięki Bogu, dzięki Bogu... a tera gdzie jest?

STARUSZKA

Na dole. Szykuje sie do pracy.

STARUSZEK chodzi w kółko i rozgląda się

Wygrzebiemy sie z tego?

STARUSZKA

Jako żywo, wygrzebiemy.

STARUSZEK

I byndzie czysto?

STARUSZKA

Taa, a co?

STARUSZEK

Zniknie brud i smród zgnilizny w kuchni?

STARUSZKA

Na pewno, na pewno zniknie.

STARUSZEK

A co ze mną? Co z tobą?

STARUSZKA

Jeśli się kto nad nami zlituje i sie nami zajmie to byndzie dobrze.

STARUSZEK

Słuchaj no, a co to za jedna?

STARUSZKA

Mnie sie widzi, że jest dobra, jak jej matula. Mówiłam ci, jej matka pracowała u mojej starszej siostry. Bidaczka zmarła dawno temu, niech Bóg ma ją w opiece. Taka dobra kobicina, skromna, bogobojna, zawsze uczciwa, nigdy nie zrobiła niczego złego, w tym domu łogromnym nie wykręcała sie od roboty, nie wyłgiwała sie, kraść też nigdy nie kradła.

STARUSZEK

Taa, ale to były inne czasy, tera są inne czasy i nie wiadomo, czy córka wdała sie w matule.

STARUSZKA

E nieprawda, jest bardzo podobna do matuli. Pamintam, jak była małym berbeciem, a teraz to już ho ho dorosła kobita z niej wyrosła. Licho niech weźmie bide, to przez nią musi służyć po domach tego i owego.

STARUSZEK cicho

A nam przyda sie ona na co w tej niedoli?

STARUSZKA

Haa. Pewnie, że sie przyda.

STARUSZEK

To nie mówże: licho niech weźmie bide.

STARUSZKA

Tera to nieważne. Jak zazna od nas ciepła, to nie byndzie jak tamta zołza zdradliwa i nas nie zostawi.

STARUSZEK

Tylko uważaj, co robisz, bo jeszcze weźmie i pójdzie.

STARUSZKA

Ja mam uważać? Chyba ty raczej!

STARUSZEK

Nie łaj jej tyle na przykład.

STARUSZKA

Nigdy nie łajałam żadnej służącej, mówie im tylko zróbże to czy tamto. To ty zawsze gderałeś, nie pamintasz już?

STARUSZEK

A za co ja miałem je łajać, kobito? Czasem tylko mówiłem im: zróbże to czy tamto. Nie tak było?

STARUSZKA

Nie tak, nie, czasem czepiałeś sie, że ho ho! Dobrze pamintam. Jedną beształeś, że o! stale coś podjada, za dużo marnuje, leni sie i ociąga, inną, że ile to piniendzy bierze, a ile śpi, niechluj jest, nosem ciągnie, szura i mruczy ciągle hmm i hmm i nie możesz czytać.

STARUSZEK

Ja tobie to mówiłem, ale ty nie, ty musiałaś im brzynczeć nad uchem. To ma być pozmywane? To sie nazywa zamiatanie? A to czemu tak? A tamto czemu siak? Zrujnowałaś nam życie, tym gderaniem jak wiedźma, ciągle to samo zaklęcie. Jedna sie stawiała, druga zaciskała zęby, ale w końcu wszystkie rzucały to w diabły i odchodziły.

STARUSZKA

To co miałam robić? Nie mówić, że garki niedomyte? Że ubrania poniszczone? Albo czemu tu tak narozrzucane?

STARUSZEK

Nie mówie, żebyś nic nie mówiła, ale sama wisz, ile czasu nie mogliśmy znaleźć ani jednej dziewczyny do pracy.

STARUSZKA

Dobra, już dobra.

STARUSZEK

Nie dobra, już dobra. Sama dasz rade wziąć sie do roboty?

STARUSZKA

Jakbym mogła, to wszystko inaczej by wyglądało. Ale tak mnie w krzyżu kłuje i reumatyzm łamie, że nie moge nawet paprocha z podłogi podnieść.

STARUSZEK

Więc nie nadajesz sie do roboty. Jak i ja. Moge zrobić pranie? Zmyć garki? Kurze zetrzeć? No nie moge... Za młodu nie potrafiłem tych wszystkich rzeczy, to co dopiero tera, jak już ledwie zipie...

STARUSZKA

Nikt ci nie każe pracować.

STARUSZEK

Wim, wim, słuchaj, musimy tak postępować, żebyśmy i jej nie stracili.

STARUSZKA

Miałam ci to samo powiedzieć.

STARUSZEK

Bardzo dobrze, czyli sie zgadzamy.

STARUSZEK

Taa, a co mielibyśmy sie nie zgadzać?

STARUSZEK

Wiesz w jakie tarapaty wpadniemy, jak i ta weźmie i pójdzie? Co to za bida byndzie?

STARUSZKA

Prawda, to dopiero byndzie bida i nieszczęście...

STARUSZEK

Słuchaj no, co by tu zrobić można, żeby nie zmieniła zdania i została?

STARUSZKA

Po mojemu to...

zamyślona

...wpierw, nie marudź.

STARUSZEK

Ja? Chyba raczej ty.

STARUSZKA

Ani ty ani ja.

STARUSZEK

Co dalej?

STARUSZKA siada

Musimy być dla niej mili, łokazać jej szacunek, dobroć...

STARUSZEK

Jak?

STARUSZKA

Skąd mam wiedzieć? Lepiej żebyśmy byli dla niej mili, rozmawiali z nią grzecznie, powtarzali, że bardzo dziękujemy, jesteśmy tacy wdzięczni za pomoc, niech cie Bóg strzeże, niech ci wynagrodzi, niech ma w opiece twoje dzieci i takie tam...

STARUSZEK

A co jej przyjdzie z tego gadania?

STARUSZKA

To lepiej, żebyśmy stale mówili ty głupia krowo, jak ci nie wstyd!

STARUSZEK

No nie, nie lepiej. Ale żaden dla niej z tego pożytek.

STARUSZKA

To co zrobimy?

STARUSZEK namyśla się

Lepiej może żebyś jej co dawała do jedzenia, nie skąpiła na tym. Rozumiesz, co mówie?

STARUSZKA

Dobrze, jak byndzie syta, to może lepiej jej sie byndzie pracowało.

STARUSZEK

Nie żałuj jej owoców, czekolady, słodkości, pożywnego i wartościowego jedzenia.

STARUSZKA

Żeby lepiej pracowała? Po to?

STARUSZEK

Właśnie po to. Jakieś soki jej dawaj, coś, co jej humor poprawi.

STARUSZKA

A ty nie żałuj jej piniendzy. Tych pare groszy to dla takich jak ona największy skarb.

STARUSZEK

Dobrze, a ty z kolei... Wiesz co zrób?

Rozgląda się.

O! Daj jej troche tych drobiazgów. Jakieś niepotrzebne klamoty, podarte łachy, stare buty, zużytą pościel, coś z tych rupieci.

STARUSZKA

Dać jej twoje ubrania na zmiane? Ten garnitur, którego nie nosisz?

STARUSZEK

Dobrze, daj. Jak jej sie nie przyda, to jej chłopu na pewno.

STARUSZKA

Polubi nas i nie odejdzie?

STARUSZEK

Jako żywo. Tylko nie może sie u nas czuć obco.

STARUSZKA

Ani poczuć, że jest służącą.

STARUSZEK

To ją urazi i byndzie zła.

STARUSZKA

Obrazi sie i nie przyjdzie więcej.

STARUSZEK

Gdzie jest tera?

STARUSZKA

Na dole. Szykuje sie do pracy.

STARUSZEK

Strasznie to długo trwa.

Podejrzliwie.

Żeby tylko nie dała dyla.

STARUSZEK przerażona

Dała dyla? Ale dokąd?

STARUSZEK

Na co czekasz? Leć na dół, zobacz co z nią.

STARUSZKA biegnie w stronę schodów, otwiera drzwi i staje jak wryta

Ty tutaj?!

STARUSZEK zmieszany stoi za staruszką, szepcze jej do ucha

Bądź miła, milsza.

STARUSZKA miłym głosem

Czemu tu tak stoisz? Wejdź do środka. Czemu nie wchodzisz?

SŁUŻĄCA wchodzi, jest bardzo zawstydzona i onieśmielona

Czekałam na wezwanie.

Zauważa staruszka, bardzo grzecznie.

Dzień dobry.

STARUSZEK

Dzień dobry pani. Jak sie pani miewa? Witam bardzo, bardzo serdecznie w naszych progach. Bardzo miło z pani strony, że pani przyszła. Prosze sie czuć jak u siebie w domu. Zapraszam. Maszallah.* Maszallah. Maszallah.

Bierze służącą za rękę, prowadzi ją do przodu, wskazuje na krzesło.

STARUSZKA

Tak kochanieńka, usiądź na chwilke, odpocznij, a ja ci powiem, co masz robić, a czego nie.

SŁUŻĄCA

Do usług. Jak pani sobie życzy.

STARUSZEK

Nie, nie, tak nie można, prosze usiąść.

Siłą sadza służącą na krześle.

STARUSZKA

Całe nasze życie toczy sie w tym pokoju, reszta stoi pusta, tu jemy, śpimy, gości też przyjmujemy tutaj.

STARUSZEK

To tak dla naszej wygody ma sie rozumieć.

Śmieje się.

STARUSZKA

Więc, wszystko co jest do roboty, to tutaj, w tym pokoju. Tu jest łazienka, ubikacja, a tutaj kuchnia.

Pokazuje łazienkę i kuchnię.

SŁUŻĄCA rozglądając się po pokoju

Dobrze, proszę pani. Wszystkim się zajmę.

STARUSZKA

Co chcesz teraz robić?

SŁUŻĄCA

Co pani każe.

STARUSZEK do staruszki

Zanim zacznie pracować, daj jej coś do jedzenia.

SŁUŻĄCA

Dopiero co zjadłam śniadanie, proszę pana.

STARUSZEK

To nie jesteś głodna?

SŁUŻĄCA

Nie, proszę pana.

STARUSZEK

Nie masz na nic ochoty?

Roześmiany.

Na coś smacznego, pokrzepiającego, dobrego? Na coś, co poprawi ci humor. Powidła, syrop, jabłko, wode z nabatem?* A może na coś innego?

SŁUŻĄCA

Proszę pana...

STARUSZEK

Aaaa! Nie lubisz tego. No dobrze.

Zwraca się do staruszki.

Leć prędko, przynieś z lodówki butelke mleka.

Staruszka idzie szybko do kuchni.

SŁUŻĄCA

Nie piję mleka, proszę pana.

STARUSZEK

Mleko jest najlepsze, bardzo odżywcze, dobre i dla zdrowia i sprawności. Najlepsze ze wszystkiego.

STARUSZKA wraca

Masz, masz, pij kochanieńka.

Służąca nie rusza się z miejsca.

STARUSZEK

Daj spokój, nie widzisz, że sie kryguje. Sama podaj jej do buzi.

STARUSZKA podnosi butelkę do ust służącej

Pij kochanieńka, to bardzo dobre, zaraz sie poczujesz lepiej.

STARUSZEK pomaga staruszce

Pij, pij, doskonale, doskonale.

Służąca zaczyna pić mleko, a im więcej go znika, staruszka i staruszek bardziej promienieją radością.

STARUSZKA

Pij, pij, pij.

STARUSZEK

A! Doskonale, już prawie nic nie zostało, aha, pij, dobrze, bardzo dobrze, bardzo dobrze.

Zabierają butelkę od ust służącej.

STARUSZKA

Teraz możesz wziąć sie do pracy.

SŁUŻĄCA

Od czego mam zacząć?

STARUSZEK

Posłuchaj dziecko, my w ogóle nie byndziemy ci mówić, od czego masz zacząć, czy co masz robić, a czego nie, rozumisz? Możesz... możesz nawet wcale nie pracować.

SŁUŻĄCA

Jak to...? To co mam robić, jeśli nie pracować?

STARUSZKA

Stary chciał powiedzieć, że tu jesteś jak u siebie, a co człowiek robi w swoim domu? Jak mu sie chce, to pracuje, a jak nie to nie.

STARUSZEK

Nikt tu nie byndzie ci stał nad głową. Ja i ona...

pokazuje na staruszkę

...jesteśmy jak twoi rodzice.

Wzruszony.

Bardzo cie kochamy, jesteś jak nasze dziecko, nasza córka.

STARUSZKA

Po mojemu to zacznijmy od tego pokoju. Na co tu tyle niepotrzebnych szpargałów?

Mruga do staruszka. Ruszają jedno za drugim, staruszka z przodu, służąca w środku, staruszek na końcu.

Spójrz, spójrz ile niepotrzebnych prześcieradeł, ile zbędnych koszul i podkoszulek, ojoj, ojoj, człowiek sie dusi. Po co mi te prześcieradła wszystkie?

Wybiera kilka prześcieradeł i do służącej.

Masz, to dla ciebie.

SŁUŻĄCA z prześcieradłami w ręku

Dla mnie?

STARUSZKA

Tak kochanieńka, przydadzą ci sie, wykorzystasz je.

STARUSZEK

A te moje koszule z rozpinanym kołnierzykiem, których już nie nosze, o! Zobacz, czy sie nadadzą.

STARUSZKA wybiera kilka koszul

A co sie mają nie nadać? Na pewno sie nadadzą.

SŁUŻĄCA

Ale...

STARUSZKA

Masz i to, w moim wieku są mi już niepotrzebne.

Daje jej kilka bluzek.

SŁUŻĄCA

Co mam z nimi zrobić?

STARUSZEK

Jak masz dość, daj mi, przechowam ci, albo rzuć na tamto łóżko.

STARUSZKA

Masz, weź i to.

STARUSZEK podekscytowany pochyla się nad ubraniami. Staruszka i staruszek w coraz większym szale przerzucają ubrania, czapki, buty i wszystko, co im wpadnie w ręce i wciskają służącej.

Weź, to dla twojego męża.

STARUSZKA

A to dla ciebie.

STARUSZEK

Dla twojego męża.

STARUSZKA

A to dla ciebie.

STARUSZEK

Pomoc domowa, Amadeo Modigliani, początek XX wieku, Albright-Knox Art Gallery, BuffaloDla dziecka.

STARUSZKA

Dla ciebie.

STARUSZEK

Z tego jeszcze można coś zrobić.

STARUSZKA

Z tego też.

STARUSZEK

Potnij to na pieluchy dla dziecka.

STARUSZKA

Dla ciebie, dla męża, dla dziecka.

STARUSZEK

Dla ciebie, dla męża, dla dziecka.

SŁUŻĄCA wrzeszczy

Proszę pani! Proszę pana!

STARUSZKA opamiętuje się

E? Co sie stało?

STARUSZEK

Zmęczyłaś sie?

STARUSZKA

Połóż to wszystko na łóżku, połóż na łóżku.

Podbiegają oboje, biorą stertę ubrań z rąk służącej i kładą na łóżku.

STARUSZEK

Siądź na chwile, siądź.

STARUSZKA

Na Boga, co sie stało?

STARUSZEK wachlując służącą

Źle sie czujesz?

STARUSZKA

Czemu tak zbladłaś?

STARUSZEK do staruszki

Co tak stoisz? Biegnij do kuchni, przynieś kilka jabłek!

Staruszka w pośpiechu wychodzi.

SŁUŻĄCA oszołomiona

Proszę pana!

STARUSZEK

Co sie stało? Źle sie poczułaś? Już, już, zaraz byndzie dobrze. Otwórz buzie, oddychaj, oddychaj, oddychaj głęboko.

Bierze ze stołu książkę i wachluje służącą. Staruszka wbiega z kilkoma dorodnymi jabłkami i nożykiem do obierania.

STARUSZKA

Co sie stało?

STARUSZEK

Nic sie nie stało. Obierz je, obierz ze skórki.

Staruszka zaczyna obierać owoce. Staruszek do staruszki.

Daj mi to, daj mi, a ty chodź tu i wachluj ją. Za wolno ci to idzie.

Staruszek bierze się za obieranie owoców, a staruszka w pośpiechu wachluje dziewczynę.

STARUSZKA

Lepiej?

SŁUŻĄCA

Tak, proszę pani.

STARUSZEK

Otwórz buzie. Aaaa!

STARUSZKA bierze kawałek jabłka

Tak kochanieńka, otwórz buzie, otwórz i zjedz.

SŁUŻĄCA

Ja... nie... dziękuję proszę pani...

STARUSZEK

Nie rozumiesz, otwórz buzie. Aaaa!

STARUSZKA

Tak, tak, otwórz szeroko.

STARUSZEK

Szybciutko, otwieraj, raz dwa, no już.

Na siłę otwierają służącej usta. Staruszek szybko kroi jabłko na cząstki, a staruszka napycha nimi usta dziewczyny.

Część II

Młoda służąca ubrana w fartuch, chustka na głowie, zakasane rękawy, zajęta pracą. Staruszka i staruszek siedzą po dwóch stronach stołu, dookoła nich pełno pustych butelek, obierek, opakowań po słodyczach. Staruszek uciera kogel mogel. Staruszka wyciska sok z owoców. Pokój wydaje się pustawy. Koło drzwi stoi kilka dużych worków z gratami. Służąca podśpiewując wchodzi do pokoju z łazienki, jej zachowanie bardzo się zmieniło, miejsce zawstydzenia zajęła pewność siebie.

SŁUŻĄCA staje na środku pokoju, ręce oparte na biodrach

Mówię wam, taki tu chlew, że chyba nie da się już nic z tym zrobić, niczego w tym domu nie da się doprowadzić do porządku, a te łachy to ile lat już nie widziały wody? Zrobiły się jak kawałki skóry, ile bym nie mydliła, drapała, w ogóle nie przyjmują wody, nie ma sensu wkładać w to wysiłku, ani ciepła woda nie pomaga, ani zimna, trza się tego pozbyć.

Podchodzi bliżej i siada na krześle. Staruszka stawia przed nią szklankę soku.

STARUSZKA

Pozbyć sie? To co z tym zrobić?

SŁUŻĄCA

Nie wiem, musiałyby chyba moczyć się z rok w morzu, żeby nasiąkły wodą.

Wypija sok i odstawia szklankę na stół.

STARUSZEK

Trza coś wymyślić.

SŁUŻĄCA

Tu nie ma co myśleć. Jakby samo myślenie miało załatwić sprawę, to już od rana byłoby zrobione. Ile bym nie główkowała, jak temu zaradzić, nic nie wymyślę. Musiałoby tu przyjść z siedmiu, ośmiu potężnych filcarzy, żeby to dobrze wycisnąć. Jak wy w ogóle mogliście chodzić w tych brudnych szmatach?

STARUSZEK

To wcale nie jest takie brudne, jak mówisz.

SŁUŻĄCA

Co takiego? Nie jest brudne? A może ja kłamię? Tak, kłamię?

STARUSZKA

Nie, nikt nie mówi, że łgasz, tylko...

SŁUŻĄCA

Nie ma żadnego tylko. Wam się podobały poprzednie dziewczyny, co to przychodziły i nic nie robiły, a brud się zbierał i gromadził, aż skończyliście w tym bagnie.

STARUSZKA

Idź jeszcze raz, popróbuj no jeszcze troche poskrobać.

SŁUŻĄCA

Za mało się jeszcze nadrapałam? Tak? Skoro tak, to w tej chwili odchodzę.

Wstaje i rusza do wyjścia.

STARUSZEK zdezorientowany wstaje i łapie dziewczynę za spódnicę

Nie złość sie. Starej nie chodziło o to, że źle pracujesz, chciała powiedzieć, że...

SŁUŻĄCA

O co by jej nie chodziło, każdy ma swoją dumę...

STARUSZKA zdenerwowana i przestraszona

Przecie nic nie powiedziałam. Jak nie chcesz, to daj spokój, nie pierz ich wcale, już dobrze.

STARUSZEK wyjątkowo miłym i dobrotliwym tonem

No już, już, usiądź na chwile. Usiądź, no już, nie ma sie co złościć, no no, dobrze już dobrze dziecko. Chodźże tu i siadaj.

Sadza służącą.

Co chcesz zrobić? Gdzie chcesz iść? Robie ci kogel mogel, spróbuj czy dobry.

Podaje szklankę dziewczynie.

SŁUŻĄCA nachmurzona bierze szklankę, staruszek i staruszka pochylają się i z zadowoleniem obserwują. Służąca demonstracyjnie bierze łyżkę z koglem moglem do ust i oddaje szklankę staruszkowi.

Za mało cukru.

Wstaje, staruszek i staruszka zaskoczeni przyglądają się jej.

STARUSZEK przestraszony

Czemu wstałaś?

STARUSZKA przerażona

No właśnie, po co wstałaś? Co robisz?

SŁUŻĄCA

Wracam do roboty.

STARUSZEK dosypując cukru do szklanki

Co chcesz robić?

SŁUŻĄCA zastanawia się, po czym zdecydowana

Z łachami dam sobie spokój.

STARUSZEK zadowolony

Dasz sobie spokój? Dzięki Bogu! Dzięki Bogu!

STARUSZKA

Dzięki Bogu, dzięki Bogu!

SŁUŻĄCA zamyślona

I...

STARUSZEK

Taa?

STARUSZKA

I co?

SŁUŻĄCA rozgląda się po pokoju

Mam inny świetny pomysł...

STARUSZEK

Świetny pomysł?

STARUSZKA

Na co nam ten świetny pomysł?

SŁUŻĄCA zatacza wokół krąg ręką pokazując na pokój

Tu jeszcze można zaprowadzić porządek.

STARUSZKA przestraszona do staruszka

Porządek? Jak to?

STARUSZEK

Nie wiem.

SŁUŻĄCA

Dokładnie wysprzątać.

STARUSZKA

Dokładnie wysprzontać?

SŁUŻĄCA kręcąc się po pokoju

Najpierw trza zobaczyć, skąd ten smród dochodzi.

STARUSZEK

Smród?

SŁUŻĄCA

Tak, smród, nie czujesz?

Staruszka i staruszek wdychają powietrze i patrzą na siebie.

STARUSZKA

Niczego nie czuje.

Do staruszka.

A ty?

STARUSZEK węszy

Ja też nie.

SŁUŻĄCA

Nie dziwota, tyle siedzicie już w tym smrodzie, że przywykliście.

Chodzi po pokoju.

Trza zobaczyć, skąd tak śmierdzi.

STARUSZEK

Jeśli to zgnilizna, to z każdego kąta.

SŁUŻĄCA

Nie, smród zgnilizny nie dochodzi zewsząd, tylko z jednego miejsca, trza je tera znaleźć.

Węsząc chodzi po pokoju, podchodzi do łóżka staruszka i zaciąga się mocniej powietrzem.

Fuj, fuj, fe, a nie mówiłam?

Zatyka nos i odwraca się w stronę łóżka staruszki. Węszy.

Fuuj, ble! Jeszcze gorzej! Od początku robiło mi się od tego niedobrze, tylko nie mówcie, że to tu jest źródło smrodu i zgnilizny.

Gderając zgarnia wszystko z łóżka do worków, stojących przy drzwiach.

To się już na nic nie zda. Trza to spalić.

STARUSZEK

Spalić?

SŁUŻĄCA

Taa, tylko do spalenia się to nadaje.

STARUSZKA

A na czym byndziemy spać?

SŁUŻĄCA

Na czymś innym.

STARUSZKA

Na przykład?

SŁUŻĄCA

A skąd ja mam to wiedzieć? Na tym się już nie da. Jak chcecie mieć tu czysto, to trza to wyrzucić.

STARUSZKA cicho do staruszka

Wyrzucić?

SŁUŻĄCA rozkazującym tonem

Tak, wyrzucić.

STARUSZEK

Dobrze, już dobrze. Wyrzucimy.

SŁUŻĄCA krążąc dalej po pokoju

Tak, trza to wyrzucić i pozbyć się tego smrodu, wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza, trochę słońca, żeby zabiło bakterie. No, tylko spójrzcie, na Boga, co za grubaśne i paskudne zasłony!

Łapie zasłony i chce je zedrzeć.

STARUSZKA

Oj! Oj! Co ty wyprawiasz?!

STARUSZEK

Nie dotykaj sie do nich!

SŁUŻĄCA zrywa zasłony

Eh, eh, fuj. Obrzydlistwo!

Rzuca zasłony na worki.

Trzeba wpuścić tu trochę słońca, tylko patrzcie, od razu lepiej.

Z zadowoleniem patrzy na gołe okno i uśmiecha się.

Od razu człowiekowi przyjemniej.

STARUSZKA

A co powiesimy zamiast nich?

SŁUŻĄCA

Coś innego.

STARUSZKA

Nie mamy nic innego.

SŁUŻĄCA

Jak nie macie, to nic nie powiesimy.

STARUSZKA

Ale wszystko widać!

SŁUŻĄCA

Niby co takiego?

STARUSZKA

Nas widać, nasze życie, wszystko!

SŁUŻĄCA

To niech będzie widać. Co w tym złego?

STARUSZKA

Tak nie może być.

SŁUŻĄCA

A co w tym złego? Nie jesteście już młodzikami, żeby ludzie chcieli stawać tu i oglądać wasze życie. Każdy, kto zobaczy ten chlew, odwróci głowę i pójdzie dalej. Jak okno jest odsłonięte, to od razu jaśniej w pokoju, a i serce się człowiekowi cieszy, słońca trochę wpadnie. W ogóle nie rozumiem, czemu się tak boicie czystości?

STARUSZEK

Dobrze, dobrze, niech tak byndzie.

Robi do staruszki miny, żeby się nie sprzeciwiała.

STARUSZKA

Skoro chcesz, żeby było czysto, to niech tak byndzie.

SŁUŻĄCA do staruszka

Zamiast tak strzępić język, pomieszaj lepiej w tej szklance.

Pokazuje na szklankę. Staruszek bierze ją i zaczyna mieszać. Służąca zwraca sie do staruszki.

A ty co tak siedzisz? Żeby mnie obserwować?

STARUSZKA

To co mam robić?

SŁUŻĄCA przechadzając się po pokoju i zgarniając wszystko, co jej wpadnie w ręce

Umiesz zrobić dobrą kawę?

STARUSZKA

Dobrą kawe?

SŁUŻĄCA

Tak, dobrą kawę?

STARUSZKA

Nie umim.

SŁUŻĄCA

Nie umiesz? Jak to nie umiesz?

STARUSZKA

Po prostu, nie umim.

SŁUŻĄCA

To nie wymaga żadnej filozofii. Wsypujesz jedną albo dwie łyżeczki kawy do kawiarki, zalewasz filiżanką wody, słodzisz, nie za dużo i nie za mało. Mieszasz wszystko i stawiasz na ogniu. Najważniejsze jest to, żeby się nie zagotowało, zrozumiałaś?

STARUSZKA

Tak, zrozumiłam.

SŁUŻĄCA

Więc co tak dalej siedzisz? Rusz się, tylko nie zagotuj!

Staruszka wychodzi, a służąca rzuca do worków wszystko, co zebrała w pokoju. Potem siada przy stole.

STARUSZEK podaje jej szklankę

Proszę.

Służąca zaczyna jeść kogel mogel.

SŁUŻĄCA

Dobre.

STARUSZEK

Smakuje ci?

SŁUŻĄCA

Nie jest złe.

Stawia szklankę na stole i chce wstać, gdy wzrok jej pada na ubranie staruszka.

A co ty masz na sobie? Nie drażni cię to? Nie robi ci się niedobrze? Nie zbiera ci się na wymioty? Dziwni z was ludzie.

Ściąga staruszkowi z głowy szlafmycę.

Spójrz. Patrz. Na Boga, jak można założyć taką zapyziałą czapkę? Tłuszcz kapie. Fuj! Fuj!

STARUSZEK

Zostaw, przywykłem do niej.

SŁUŻĄCA

Co to ma znaczyć przywykłem? Trzeba tu zaprowadzić porządek.

Rzuca szlafmycę na stertę gratów do wyrzucenia.

STARUSZEK

Nie moge siedzieć bez czapki.

SŁUŻĄCA

Tak się nie da, ześlizgnie ci się z głowy. Wielki Boże, od jak dawna nie zmieniałeś koszuli?

STARUSZEK

Nie wiem, nie pamintam.

SŁUŻĄCA

Jak to możliwe, że się nie udusiłeś? Już lepiej, żebyś tu siedział goluśki niż kładł to na siebie. Jalla,* raz dwa, wstawaj!

STARUSZEK

Nie mam czystej.

SŁUŻĄCA

Wstawaj, zdejmuj to. Jalla! Wstań i zdejmij to z siebie!

Podnosi staruszkowi ręce do góry i chce ściągnąć koszulę.

STARUSZEK

Zostaw mnie! Puszczaj!

SŁUŻĄCA

Szybko zdejmuj to!

STARUSZEK

Nie będe siedział goły!

SŁUŻĄCA

Będziesz, słodziutki, będziesz.

STARUSZEK

Wstydze sie, wstydze sie!

SŁUŻĄCA ściągając ze staruszka koszulę

Czego? Czego się wstydzisz?

STARUSZEK

Golizny.

SŁUŻĄCA

Pokojówka, Alexander Mann, koniec XIX wieku, kolekcja prywatnaA nie wstydzisz się bardziej nosić to świństwo?

Pokazuje mu koszulę.

To gorsze niż golizna.

Rzuca koszulę na stertę.

STARUSZKA wychodzi z kuchni z kawą na tacy

Ojej, a co tu sie dzieje?

SŁUŻĄCA do staruszki

Zrobiłaś?

STARUSZKA do staruszka

Czemu siedzisz na golasa?

SŁUŻĄCA podchodzi do staruszki, bierze tacę i wącha

Kawa jest zwietrzała.

STARUSZKA

Czemu nie odpowiadasz? Czemu jesteś goły?

STARUSZEK robi do staruszki miny, żeby siedziała cicho

Tak sobie, chce być czysty.

SŁUŻĄCA upija łyk kawy

Ble, ble, fuuj. Ty tę lurę nazywasz kawą?

STARUSZKA

Zrobiłam tak jak kazałaś.

SŁUŻĄCA

Dobrze, daj mi to.

Bierze tacę, rzuca ją na stertę gratów i z groźną miną zbliża się do staruszki.

Jalla, ściągaj z siebie te brudne łachy. Raz dwa, no już, szybciutko!

Na siłę ściąga ze staruszki sukienkę.

Część III

Pusty pokój, zostały tylko dwa metalowe łóżka po dwóch stronach pomieszczenia, jeden pełen worek i obraz na ścianie naprzeciwko. Staruszek w starych kalesonach i staruszka w wytartej koszuli nocnej siedzą w kucki na łóżkach. Ze schodów dochodzi głos młodej służącej, wydającej komuś rozkazy.

SŁUŻĄCA wchodzi

Nic już nie zostało, zabierz jeszcze na dół ten jeden, ja zaraz przyjdę.

Ciągnie worek w stronę drzwi, męskie ręce zabierają go. Służąca dumnym krokiem wychodzi na środek pokoju i staje przodem do staruszka i staruszki.

Wspaniale, nareszcie się udało.

Rozgląda się po pokoju.

Wreszcie do czegoś to podobne. Aż przyjemnie popatrzeć. Naprawdę mało brakowało, żebyście utonęli w brudzie. To kiedy mam znowu do was zajrzeć?

STARUSZEK

Damy ci znać.

SŁUŻĄCA

Doskonale, to tymczasem, do widzenia.

Rusza w stronę drzwi, zauważa obraz, sięga po niego, zdejmuje ze ściany, zabiera ze sobą i wychodzi.

STARUSZEK

Jesteśmy tacy wdzięczni za pomoc...

tłum. Joanna Hrehoruk

Maszallah - arabskie wyrażenie używane w znaczeniu: Doskonale.

nabat - rodzaj cukru w podłużnych bryłkach, często z dodatkiem szafranu, którym słodzi się napoje.

Jalla - arabski zwrot używany w znaczeniu: Szybciej.

Chosza be hal-e bordbaran, w: Chane rouszani, Gholamhossein Saedi, wyd. Negah, Teheran 2013.