Nauczyciele tułacze

"Czarne tablice*" nagrodzone w 2001 roku Grand Prix Jury w Cannes to jeden z największych sukcesów filmowych Samiry Machmalbaf, córki słynnego irańskiego reżysera Mohsena Machmalbafa. Nie sposób pisać o Samirze i jej kinie w oderwaniu od jej filmowej rodziny. Można wręcz powiedzieć, że należy do filmowego klanu Machmalbafów, który powstał w 1996 roku, gdy jej ojciec założył własną szkołę filmową, przeznaczoną tylko dla członków swojej rodziny i najbliższych przyjaciół. Wykształciła się w niej jego żona Marzije Meszkini i trójka dzieci: córki Samira i Hana oraz syn Majsam.

Urodzona w 1980 roku Samira Makhmalbaf pojawiała się w Cannes w wieku zaledwie 18 lat, prezentując na tym renomowanym festiwalu swój pierwszy film "Jabłko". Prasa z miejsca okrzyknęła ją "małym irańskim Mozartem". Kolejne filmy udowodniły jej duży talent reżyserski i w końcu Samirę zaczęto powszechnie uważać za jedną z najzdolniejszych reżyserek światowego kina.

Czarne tablice - kadr z filmuW "Czarnych tablicach" reżyserka za punkt wyjścia do swojej opowieści bierze bardzo prostą, lecz niemal surrealistyczną sytuację. Bohaterami filmu jest bowiem grupa nauczycieli, którzy, dźwigając na plecach tablice, wędrują w poszukiwaniu uczniów. Wyraźnie więc widać, że już na poziomie scenariusza Samira sięga po symbol, czyniąc najważniejszymi postaciami historii osoby, których zadaniem jest nauczanie i wychowywanie. Czy jest to jednak możliwe w tak skrajnie trudnych warunkach, jakie zostały pokazane w filmie?

Jedną z głównych ról gra tu Bahman Qobadi, którego zaangażowanie było również bardzo wymownym gestem, gdyż Qobadi to najbardziej znany w świecie reżyser kurdyjskiego pochodzenia tworzący w obrębie kinematografii irańskiej. Ma on na swoim koncie m.in. słynny film "Czas pijanych koni" - pierwszy obraz fabularny, którego akcja toczy się w języku kurdyjskim.

"Czarne tablice" portretują bardzo surowy i trudny dla codziennego życia zakątek świata - Kurdystan. Miejsce akcji znacząco wpływa na stronę wizualną filmu, która skomponowana jest z surowych, niemal paradokumentalnych zdjęć tworzonych w bardzo oszczędnych barwach. Taki sposób filmowania jeszcze bardziej uwypukla "nieprzychylność" ziemi kurdyjskiej.

Oglądając dzieło Samiry Machmalbaf ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, że najważniejszym bohaterem jest tu zbiorowość kurdyjskich uchodźców. Akcja filmu toczy się w irackim Kurdystanie, którego liche, górskie drogi zalewa potok uciekinierów, czemu towarzyszy przygaszona refleksja nad dramatem Kurdów - najliczniejszego obecnie na świecie narodu pozbawionego własnego państwa.

Kurdowie to naród skazany na rozpaczliwe zawieszenie w czasie, cel ich wędrówki, czyli uzyskanie domu - własnego państwa wciąż jest odległy. Ich bezdomność pokazana jest w filmie w sposób przeszywający. Napięcie sięga zenitu w finale, w którym mamy nawiązanie do tragedii, która rozegrała się 16 marca 1988 roku w Halabdży, kurdyjskim mieście położonym w północnym Iraku. Tego dnia wojsko Saddama Husajna użyło tam gazów bojowych przeciwko ludności cywilnej, w wyniku czego śmierć poniosło blisko 5 tysięcy osób. Atak ten był bezprecedensowym w powojennej historii świata aktem ludobójstwa i po dziś dzień stanowi przykład jednej z najstraszniejszych zbrodni przeciw ludzkości.

Czy w warunkach ciągłego zagrożenia życia i nieustannej tułaczki, na którą skazuje wojna jest miejsce na pracę nauczycieli, którzy wędrują w poszukiwaniu uczniów? A może, paradoksalnie, to kurdyjskie dzieci mogą dać lekcję mężczyznom dźwigającym czarne tablice? Lekcję w tych warunkach być może najważniejszą, bo uczącą przetrwania. Mało który film, tak jak obraz Samiry Machmalbaf, daje lepszy punkt wyjścia do dyskusji o przyszłości, jaką uchodźcom może dać edukacja.

Sebastian Sroka

"Czarne tablice" (Tachte sijah),
reż. Samira Machmalbaf,
Iran/Japonia/Włochy 2001, 85 min.

Czarne tablice - Oryginalny tytuł filmu to Tachte sijah, czyli "Tablica". Tachte to "deska", a sijah znaczy "czarna". Tachte sijah zaś to tablica, na jakiej pisze się w szkole.