Porcelanowa lalka

Mamusia mówi:

- Wróci.

Porcelanowa lalkaA ja wiem, że nie wróci. Gdyby miał wrócić, to mama by nie płakała. Prawda? Szkoda, że nie widzisz. Albo raczej szkoda, że ja nie mogę przestać widzieć. Teraz ty, to znaczy, ty jako mama. Nic na to nie poradzę, że masz jasne włosy. Zobacz, mama siedziała tak. Złącz nogi. Rękami podeprzyj czoło. Nie potrafisz tak. Ramiona jej drżały, o tak. Gazeta leżała przed nią, na ziemi. Nie umiem płakać jak mama. Tatuś umiał. Wujek Naser też, jak chce, to potrafi. Dorośli właśnie dlatego są dorosłymi, że ciągle mówią: "Nie płacz, Mariam" albo na przykład: "Po co ruszasz zapałki, dziecko?”.

Wzięłam, bo wzięłam. Przecież nie będę rozpalać ognia. Prawda? Tatuś jest dobry, nigdy niczego mi nie zabraniał, poza jednym:

- Nie chcę widzieć mojej Mariam płaczącej – powtarzał.

Chciałabym płakać, ale wiem, że nie wolno. Gdybym mogła płakać z powodu taty, jak mamusia, to bym płakała. Ale nie mogę. Czy lalki płaczą? Ty nie potrafisz. Jeśli umiesz, to czemu nie płakałaś, kiedy ta psotnica Mehri stłukła moją lalkę? Mówię o tej porcelanowej. Siedziałaś tylko, tak samo jak teraz, i patrzyłaś. Widziałaś jak płakałam?

- Nie płacz, Mariam, zaniosę ją do naprawy – obiecała babcia.

- Co wtedy będzie? - spytałam.

- Będzie jak nowa.

- Nie chcę, nie chcę. Będzie jak ten duży dzbanek.

- Jeśli moja córeczka przestanie płakać, tatuś kupi jej lalkę, taką dużą – pocieszał mnie tata.

Nie kupił. Tatuś jest dobry. Jeśli przyjdzie, nie będę mu o tym przypominać. Ani nie będę płakać. Pamiętasz, jak babcia płakała? Opowiadałam ci już. Ubrana na czarno, wypłakiwała oczy przygrobie dziadka. Ja też płakałam. A tatuś nie. A może i płakał, tylko tak, jak lalki, jak ty, że ani nie było widać łez, ani słychać szlochu. Ja tak nie umiem. Zalewałam się łzami. Zrozumiałam, że już nigdy więcej nie będziemy bawić się z dziadkiem jego laską.

- Mariam, dziecko, powiedz no, ile piędzi ma moja laska? - pytał.

- Siedem, dziadku.

- Nie, pięć - poprawiał mnie.

- Siedem - upierałam się.

- Dziesięć i pół i jeszcze szerokość twojego małego paluszka.

- Nie, siedem.

- Przyłóż dłoń, no przyłóż.

A ja sprawdzałam. Myślał, że nie wiem, że zanim moja dłoń dosięgnie czubka laski, złapie mnie za nadgarstek i posadzi na kolanach. Tylko na to czekałam. Sięgałam dłonią do kieszeni jego kamizelki i wyciągałam zegarek. Dziadek otwierał klapkę i przykładał mi go do ucha.

- Ale masz stare dłonie, dziadku - mówiłam.

- Ano stare, stare.

Skóra jego dłoni była taka... jak jego twarz.

- To ich wina, dziecko.

Mówił o wskazówkach, o tej czerwonej, która cały czas krążyła, szybciej niż ta druga. Gdzie jest teraz jego zegarek? Pogrzebali go razem z dziadkiem? Skąd możesz wiedzieć. Co z tobą, szkrabie? Brzdącu mały. Cały czas w ruchu. Chodź tu, idź tam, nie łaź tak, bo mi się w głowie kręci. Tatuś był po tamtej stronie. Nie poznałam go. Szkrabie, stój w miejscu, nie kręć się tak. Mama wzięła mnie za rękę.

- Po co ci zapałki, skarbie? - spytała.

- Nie wiem - odpowiedziałam.

Teraz już wiem. Ułożę je jedna obok drugiej. Jedna, druga... o tak. Ja i mamusia będziemy z tej strony zapałek, tatuś z drugiej, a oni tam. Szkrabie, chodź tu do środka. Teraz nasza kolej, teraz krzyczą ci, co są po tej stronie. A teraz ci, co są po tamtej stronie.

- Jak się miewa moja Mariam? Prześlij tatusiowi całusa - zawołał tata.

Szkrabie, chodź do przodu, stań przede mną. Tatuś nie widzi, czy wysłałaś mu całusa. Tatuś powiedział... Nie pamiętam już co. Mamusia wzięła mnie za rękę.

- Niech moja mała dziewczynka nie płacze. Tatuś ma się dobrze – powiedział.

Tatuś w ogóle nie wyglądał jak tatuś. Tylko jak skrzat, który w niczym nie przypomina taty. Gdyby ta psotnica Mehri nie stłukła mojej porcelanowej lalki, postawiłabym ją po drugiej stronie, zamiast tatusia, obok tamtych ludzi.

- Tylko żebyś potem nie szukała swojej lalki - powiedziała mama.

- Mamo, a gdzie jest tatuś? - spytałam.

- Tam, kochanie. Za tamtym panem. Idzie do przodu. Tylko nie zapomnij.

To nie tatuś, to jakiś... Poznałam po śmiechu, to jednak on.

- Wyślij tatusiowi całusa - odezwał się po chwili.

Powiedziałam, że... Więcej już ze mną nie rozmawiał. Tylko z mamusią. Teraz porcelanowa lalka mówi:

- Esmat, tylko o nic ich nie proś.

Po chwili pokazuje na szkraba i zdenerwowanym głosem pyta:

- Co dalej? Co będzie z tobą?

- A co ma być? Przecież to jasne. Co by się nie działo, nie pozwól, żeby się mała smuciła - mówił tatuś.

Chodziło mu o mnie. Nie wiem, co odpowiedziała mamusia. Krzyczała. Wszyscy krzyczeli. Było bardzo głośno, dookoła same wrzaski... Jak wtedy, gdy ten nygus Hasan gra na trąbce... Kiedy babcia krzyczy, nikt jej nie rozumie.

- Esmat, otrzyj łzy, nie chcę, żeby widziała, że płaczesz - odezwała się babcia.

Pokazała na szkraba. Nie widziałam, żeby mamusia płakała.

- Mamusiu, chcę się do ciebie przytulić - powiedziałam.

Mamusia odpowiedziała... Nie wiem, nie pamiętam już co. Wcale nie jestem zmęczona. Jak zobaczę, że mamusia płacze, też będę. Mama otarła łzy, o tak. Szkrabie, stój przodem do nas, do mnie, mamusi i wszystkich, którzy są po tej stronie. Rozłóż dłonie, o tak. A teraz mów, głośno:

- Proszę pań, czas się skończył, proszę już iść.

Teraz odwróć się i powiedz do tatusia i tamtych ludzi, no mów, powiedz coś, żeby sobie poszli, tatuś też niech idzie. Tatuś schudł. Ale śmiał się, jak wtedy, gdy mnie przytulał albo łaskotał, tak samo. Ja nie mogę się teraz śmiać. Wujek Naser pociągnął tę psotnicę Mehri za ucho i powiedział:

- Czemu ruszasz lalki Mariam, mała?

Dobrze zrobił. Gdyby Mehri nie stłukła porcelanowej lalki, teraz odwróciłaby się i pomachała ręką. Ja też muszę pomachać, w ten sposób. A potem będę płakać. Tatuś chciał przyjść. Ale nie mógł. Szkrabie, idź tam i zatrzymaj tatę.

- Przecież tatuś mówił ci, żebyś nie płakała - przypomniała mamusia.

Starałam się. Zawsze słucham tatusia. Jeśli przyjdzie, jeśli pociągnie mnie za ucho, jak wujek Naser, nie będę płakać. I nigdy nie uderzę tatusia.

- Uderz - mówił, a ja dawałam mu kuksańca w ucho.

Śmiał się.

- Mocniej - mówił.

Uderzałam, raz z jednej, raz z drugiej strony, w ten sposób. Upadłaś, szkrabie. Tatuś nie upadał. Wstań w końcu, uderzę leciutko, palcem, a tatusia, jeśli przyjdzie, uderzę tak. Może go zaboli. Babcia stale powtarzała:

- Boże mój, Boże, co będzie z moim synem, jeśli to, co ludzie mówią, to prawda?

- Co mówią? - pytałam.

- Mamo, przy Mariam? - odzywała się mamusia.

Mamusia jest niedobra, nie tak całkiem, ale wtedy, gdy nie pozwala babci mówić o tacie, jest niedobra, gdy mówi głośno:

- Mamo!

Upomina też babcię, gdy ta płacze. A sama też raz się przy mnie rozpłakała. Kiedy przyszedł wujek Naser... Szkrabie, teraz będziesz wujkiem Naserem. Chodź tutaj. Jak wchodzisz do domu, najpierw stań tam. Chodź, weź tę kartkę do ręki, to będzie gazeta.

- Jak chcesz, to sama otwórz drzwi - powiedziała mama.

Kiedy wujek widzi mamusię, pochyla głowę, o tak.

Tłucz mocno! Nie tak. Słuchaj, musisz mocno okładać się obiema rękami po głowie, usiąść na ziemi, nie tak jak ja, jak mamusia. Usiądź i powiedz:

- Ale mnie nieszczęście spotkało, Naser.

Szkrabie, daj gazetę.

Mamusia cały czas przerzucała kartki gazety. Ręce jej się trzęsły.

- Więc gdzie jest? - pytała.

Wujek Naser pobiegł do pokoju babci. Teraz czytaj. Nie wiem co. Powiedz coś, tak jak mówią w radiu albo telewizji albo tak, jak mówi wujek Naser, czy tamci ludzie, siadają i gadają jak nakręceni.

- Czytają z kartki, zobacz jak spuszczają wzrok - mówi mama.

Nie wiadomo. Może tak jest. Mamusia przecież nie kłamie. Mówi:

- Tatuś pojechał do miasta coś ci kupić. Wiesz przecież, że tutaj nie można niczego dostać.

- Sam to załatwię - odezwał się wujek Naser.

- Nie chcę - zaprotestowałam.

Oczywiście, że chcę. Ale tylko od tatusia, jeśli wróci. Ale nie wraca. Tylko czemu mamusia płacze? Czyta coś i płacze. Tamci ludzie czasem się uśmiechają, kiedy czytają gazetę. O tak. Nie mogęsię teraz uśmiechać, tak jak oni. Mamusia też nie może. Wujek Naser podszedł i pogłaskał mnie po głowie, po włosach. Szkrabie, nie... nie chcę, żebyś mnie głaskała. Wujek Naser zrobił to tak... nie podobało mi się. Nie dlatego, że mi mierzwił włosy, tak jak tamta pani. Ta sama, która... Dobrze już, nie obrażaj się. Szkrabie, dobrze, teraz będziesz tamtym panem. Tu jest twoje ogromne biurko. Pełno na nim różnych szpargałów. Ja, mamusia i babcia wchodzimy do pokoju. Wujek Naser nie przyszedł.

- Wy idźcie, ja poczekam w lodziarni - powiedział.

- To ja poczekam z wujkiem - powiedziałam.

Nie chciałam lodów.

- Nie mów tak, nigdy tak nie mów - mówił tatuś.

- Musisz pójść z nami - powiedziała mamusia. - Zrozumiałaś? Pamiętaj, żeby powiedzieć do pana: Chcę mojego tatusia.

- Tak, brzdącu. Jak wrócicie, kupię ci dwa lody - obiecał wujek Naser.

- Ale ja chcę już.

- Mariam! - skarciła mnie mama.

Ty też powiedz głośno:

- Mariam!

Złap mnie za rękę i pociągnij. Potem zapukaj do drzwi, do tych dużych... a teraz nagle... Chodź, szkrabie, popatrz przez moje palce na mamusię i na mnie. Musisz powiedzieć coś jak mamusia, tylko żebym zrozumiała, że ja, ty, mamusia i babcia przyszłyśmy zobaczyć tatusia. No mów. Jak drzwi się otworzą, wchodzimy do środka. Tamten pan powiedział... nie pamiętam... był duży... wyższy niż mamusia. I gruby.

- Oddam życie za mojego syna – powiedziała babcia.

Szeptem. Teraz ty, szkrabie, to znaczy ty jako ten pan, wysoki, bardzo, bardzo duży i z wąsami. Uśmiechnij się i powiedz:

- Proszę poczekać w pokoju obok.

Potem przyszła jakaś pani. Była ładna, jak moja porcelanowa lalka. Nie, to tatuś jest jak lalka, dlatego, że też już go nie ma. A ta pani na pewno jest. Była jak te panie, które mówią w telewizji, czytają z gazety i cały czas są uśmiechnięte. Mamusia płakała. Tamtego dnia... Mówię o tym samym dniu... Opowiadałam ci przecież.

- Proszę wybaczyć - powiedziała pani.

Potem coś jeszcze mówiła. I położyła dłoń na piersi babci.

- W końcu, proszę pani, ja tylko...

- Mamo! - zaczęła mamusia.

Mówiła cicho. Ale jej twarz wyglądała jak wtedy, gdy mówi podniesionym głosem i jak na mnie krzyczy. Teraz już nie krzyczy. Szkoda. A kiedy bierze mnie za ręce i bije po wierzchu dłoni, nie płaczę. Nawet jak ruszyłam książkę tatusia, nie krzyczała na mnie. Wzięła ją tylko i odstawiła na miejsce.

- Mariam, dziecko, nie wolno ruszać rzeczy taty - upomniała mnie.

- Ale tatuś przecież już nie wróci - chciałam powiedzieć, ale ugryzłam się w język.

Jak tego nie powiem, na pewno wróci. Jeśli będę dotykać jego książek, jeśli zniszczę chociaż jedną, na pewno się pojawi. Kiedyś ciągnął mnie za uszy. Nie tak często. Raczej rzadko.

- W końcu tatuś któregoś dnia złapie oba uszka córeczki i je urwie - mawiał.

Kiedy byłam niegrzeczna albo chciałam gdzieś z nim wyjść, mówił:

- Chyba już czas, żeby tatuś złapał za te uszka i popatrzył swojej Mariam w oczy.

Któregoś dnia bardzo się starał spojrzeć gniewnym wzrokiem, ale za nic mu się to nie udawało. Wujek Naser potrafi tak patrzeć. Teraz nie. Ale kiedy ciągnie Mehri za uszy. Tatuś tak nie umiał. Potem śmialiśmy się oboje. Zaśmiewaliśmy się do rozpuku. Ja też ciągnęłam go za uszy. Uszy taty są małe. Kiedy siedział, mogłam dosięgnąć jego uszu i zajrzeć mu w oczy. Tamta pani usiadła naprzeciwko mnie, w ten sposób.

- Można, dziewczynko? - spytała.

- Kochanie, nie słyszałaś, o co pani pyta? - odezwała się mamusia.

Pani położyła dłoń na moich włosach. Mamusia mi je zaplotła. Zebrała na czubku głowy. Wyglądałam bardzo ładnie. Dlatego tamta pani mnie pocałowała. Potem dłonią... Patrz, ja będę teraz tamtą panią. Jak włożę ci rękę pod spódnicę to będzie ci się to podobało? Mamusi też tak zrobiła. I babci.

- Boże broń! - powiedziała babcia.

Mamusia już jej nie upomniała:

- Mamo!

A szkoda.

Tamta pani odezwała się do mnie:

- Śliczna z ciebie dziewczynka. Chodzisz do szkoły?

- Nie, idzie dopiero za rok - odpowiedziała mamusia.

Co ją to obchodzi? Włożę książki do tornistra. Zawiążę czerwoną wstążkę we włosach, jak kwiat, tak jak nosi Mehri, mamusia mi pomoże. Potrafię liczyć do pięćdziesięciu. Tatuś mnie nauczył. Jeden, dwa, trzy, cztery... Nie, teraz nie mogę.

- Moja córeczka będzie malarką - mówił tatuś. - Będzie siedzieć tam, przy swoim biurku i malować, żeby tatuś mógł się zająć swoją pracą.

Siadał przy biurku i czytał. Ile bym nie wołała: "Tato", jakby nie słyszał. W końcu zdejmował okulary i pytał:

- Co się stało, drogie dziecko?

- Tatusiu, zobacz, co narysowałam.

- Daj, tata obejrzy.

- Jeśli narysowałaś babcię, zrobię twojemu tatusiowi krzywdę - mówiła babcia.

Mówiła tak, jakby była gotowa to zrobić. Tata wybuchał śmiechem. Oglądał i śmiał się. Pokazywał wujkowi Naserowi. Przecież to proste. Zobacz, to ma być brzuch babci. I dalej. O, to wygląda na głowę, a to muszą być jej oczy. Usta musi mieć bardzo duże, przecież tak się ze mną kłóci.

- A gdzie nos? - pytał tata.

- Ma tak duże usta, że go nie widać.

Tak jakby go w ogóle nie miała. Dobrze, szkrabie, teraz ty siedzisz przy biurku. A tu mamusia. Poczekaj, aż narysuję rękę babci. Trzymałyśmy się za ręce. Teraz ty, szkrabie, wstań zza biurka, podejdź i uśmiechnij się. Przywitaj się z babcią i mamą. Pochyl się i uszczypnij mnie w policzek. Właśnie tak. Nie bolało. Ale było nieprzyjemne. Szkrabie, teraz spytaj mnie:

- Jak ci na imię?

Babcia tymi swoimi dużymi ustami odpowie:

- Mariam, przywitaj się ładnie.

Jakiś pan przyniósł herbatę. Dla mnie nie. To nic, ja nie chciałam. Teraz babcia powie coś, czego ja nie zrozumiem, no powiedz, o tatusiu, mów:

- Wie pan, kimkolwiek by oni nie byli, są młodzi, naczytali się...

Mówiła o tatusiu. Twarz mamusi zrobiła się jakaś taka... Szkrabie, ty nie powinnaś na to patrzeć. Stań przodem do babci, w ręku masz szklaneczkę z herbatą. Powiedz:

- No cóż, to już od nich zależy. Kiedy tylko przyjdą...

Nie wiem. Mówiła jak gazeta. Myślę, że chciała, żeby tatuś też poszedł, usiadł, czytał gazetę półprzymkniętymi oczami i mówił w ten sposób.

Teraz ty, mów jak mamusia, mów o tatusiu, coś czego babcia nie zrozumie. Powiedz:

- Dobrze. Proszę przyjść jutro. Proszę też zabrać dziecko, żeby się ucieszył.

Babcia trąciła mnie dłonią. Wiedziałam, po co to robi. Opuściłam głowę. Klapsy były mocne. Popatrzyłam na nią. Jej twarz była jakaś taka inna. Widać było tylko nos. Teraz muszę powiedzieć:

- Proszę pana, ja chcę mojego tatusia!

A pan odpowie:

- Jak przyjdziesz, to go zobaczysz, drogie dziecko. Ale pamiętaj, aby go spytać: "Tatusiu, kiedy wrócisz do domu?".

- A jak się nie zgodzi? - spytała mamusia.

Szkrabie, ty nie rozumiesz, że mamusia mówi o tacie.

- To wtedy proszę go przekonywać, namawiać do skutku.

Mama już nic więcej nie powiedziała.

- Mówi o moim synu – odezwała się babcia.

Szkrab powinien teraz powiedzieć... Czekaj, czekaj, najpierw weź ręce do tyłu i idź w stronę biurka, dopiero teraz powiedz:

- Tak, tak, sam nie wiem.

Teraz, szkrabie, mamusia, babcia i ja idziemy. Podejdź bliżej. Pochyl się i powiedz cicho:

- Nie powiedziałaś, jak się nazywasz, śliczna dziewczynko.

I dodaj:

- Jutro przyjdź na pewno zobaczyć się z tatusiem.

Tatusia nie było. Nie przyszedł.

To teraz moja kolej:

- Mamo, dlaczego tatuś nie przyszedł?

- Nie wiem. Na pewno gniewa się na mamusię.

- Dlaczego?

Teraz ty:

- Tatuś jest dobry, mamo.

- Nie, jest zły, bo gniewa się na mamusię.

Powiedziałam coś mamie. Więcej się nie odezwała. Tylko wytarła oczy. Babcia nie przyszła. Nie mogła. Cały czas leżała w łóżku i zawodziła. Boli ją noga. Wujek Naser przychodzi do niej, siada obok i rozmawiają. Nie przyprowadza tej psotnicy, Mehri. Kiedy ja przychodzę do babci, milkną. Teraz mały szkrab powinien powiedzieć... Nie, nic nie mów. Sama powiem za wujka Nasera:

- To już jutro, mamo.

- Gdybym tak mogła go zobaczyć. Boję się, że umrę, zanim go zobaczę - westchnęła babcia.

- Nie mów tak, mamo - powie mamusia.

- Wiem, że go nie zobaczę.

Mama już więcej nie płakała na mój widok. Nie płakała z powodu babci. Płakała z powodu tatusia.

- Nikogo nie wpuszczą, ale dobrze, może uda się go zobaczyć. Pójdę z bratową.

- Naser - odezwała się mama.

Mówiła cicho.

- Nygusie, a ty tutaj?

- Ja też pójdę - powiedziałam.

- Mariam! – upomniała mnie mamusia.

Gdyby się nie odezwała,zabraliby mnie. A tak, nie wzięli.

- Jak będziesz grzeczna, kupię ci dużą lalkę - obiecał wujek Naser.

Tatuś nigdy nie mówił: "Jak będziesz grzeczna", tylko pytał: "Jaką chcesz?".

- Taką jak tamta, w ogóle to chcę tamtą.

- Będzie brzydka, jak się ją poskleja.

- Widzieliście go? - spytała babcia.

- Przez chwilę, miał się dobrze - odpowiedział wujek Naser.

- Miał włosy na głowie - spytałam?

- Tak.

- Wujek Naser powinien urwać uszka Mariam i zanieść tatusiowi - powiedział.

- Tatuś przecież nie był teraz na mnie zły - zaprotestowałam.

Jak tatuś tak mówił, łapałam się za uszy i uciekałam. Tatuś śmiał się i gonił mnie.

- Ale dlaczego nie pozwolili wam wejść? - spyta teraz babcia.

- Teren był otoczony, nikogo nie wpuszczali - odpowiedział wujek Naser.

- Co to znaczy otoczony? - spytałam.

Wujek Naser nie odpowiedział mi. Nie, to nie. Wiem, że na pewno było tam ze dwadzieścia, a może nawet pięćdziesiąt takich małych szkrabów. Stój tutaj, szkrabie. A tamten pan ma stać tu, obok reszty ludzi. Porcelanowa lalka powinna stać w środku, jeśli tu jest. Mehri złośliwie rzuciła ją na ziemię, wiem, że zrobiła to złośliwie.

- Jutro na pewno napiszą o tym w gazetach - powiedział wujek Naser.

- Nie wydaje mi się - stwierdziła mamusia.

- Gdybym tak mogła chodzić, gdybym mogła... - odezwała się babcia.

Babcia nie może stać. Szkoda. Wujek Naser i mama biorą ją pod ręce. Jest jak porcelanowa lalka, której odpadły nogi. Zrozbitą głową. W trzech częściach.

- Wyrzuć ją do śmieci - kazał tatuś.

- Tato, a czy ona nie umarła? - spytałam.

- Lalki nie umierają, tłuką się.

- Nieprawda, umierają. Lalki też umierają, tak jak dziadek.

Sama ją pochowałam. W ogródku. Wykopałam dla niej mały dołek, zawinęłam w białą serwetkę i pochowałam. Polałam ziemię wodą. Zerwałam kilka kwiatków i posypałam ich płatkami ziemię. Jakby to babcia widziała, zabroniłaby mi je zrywać. Tamten pan siedział obok grobu dziadka. Czytał coś z książki, ale nic nie rozumiałam. Czytał szybko i kręcił głową. U nas nie ma róż. Ale mieliśmy, jak żył dziadek.

- Wtedy kobieta wzięła kości, przemyła je wodą różaną, zakopała pod krzakiem róży i powstał z nich słowik, ćwir, ćwir, ćwir. Słowik pofrunął i przysiadł na... Nie mam teraz głowy do tego, żeby ci to opowiadać.

Babcia traci cierpliwość.

- Nie płacz, mamo – mówił wujek Naser. - Zostanie pewnie kilka lat i wróci.

- Ile lat? - spytała mama.

- Ile lat - spytaj, a potem biegnij do drugiego pokoju. Mi też się chciało płakać. Ale zacisnęłam zęby.

- Nie płacz - mówił tatuś. - Tylko niech moja Mariam nie prosi ich o tatusia - przykazał mi też.

Powiedział to tamtego dnia, kiedy nie wyglądał jak tatuś, tylko jak porcelanowa lalka, po tym jakta psotnica Mehri ją stłukła. Coś się stało z jego twarzą. Mamależała na łóżku. Wujek Naser powtórzył słowa mamusi. Ty to powiedz, nie, nie mów. Mamusia powiedziała coś brzydkiego. Mamusia jest bardzo niedobra, czasem jest niedobra, kiedy mówi o wujku Naserze, o tatusiu ze złością. Tatuś był bardzo wysoki. Brał mnie na ręce i sadzał na barana.

- Niech moja Mariam przyjdzie do mnie i wdrapie mi się na ręce - mówił.

O tak.

- A teraz zamknij oczka.

Zamykałam. Szybowałam do góry, tak wysoko, wysoko.

- A teraz otwórz oczka - wołał.

Byłam wysoko w górze, koło lampy. Mamusia powiedziała... Opowiadałam ci już. Zobaczył mnie wujek Naser.

- Czego tu chcesz, dziecko? - spytał.

Więcej już nie rozmawiali. Gdyby nie zamilkli, musieliby rozmawiać przy mnie o tatusiu, a on wtedy na pewno by przyszedł. Ale szkrab nie pozwolił. To tymi rękami uderzyłaś, tak? Tatuś zrobił się jak moja porcelanowa lalka. Rozsypał się. Jesteś niedobra. Wyrwę ci nogi. I ręce. Oderwę ci głowę. I nie pochowam cię, tak jak mojej porcelanowej lalki, pod krzewem róży. Wyrzucę cię do kosza na śmieci. I wcale nie będę za tobą płakać. Tylko, że nie mogę powstrzymać łez.

tłum. Joanna Hrehoruk

źródło: Nime-je tarik-e mah, Wydawnictwo Nilufar, Teheran 2001.