Płochliwy płomień

Zamknę te oczy pełne ognia,
aby nie patrzyły w głąb oczu jego
i, aby mego serca nie rozpalił,
rozedrgany płomień spojrzenia jego.

Zamknę te oczy pełne ognia,
aby dolinę hańby przebyć
i, aby moje ciche serce nie krzyczało,
samotność wybiorę dla siebie.

Czemu szukacie, o wędrowcy zmęczeni,
w tym zimnym zachodzie jego śladu?
On jest płochliwym słońca płomieniem,
na próżno gonicie tak za nim.

On jest księżyca pąkiem rozchylonym,
trzeba więc światło rozsypać, jak falę,
na łące oka nocą ociemnionej,
aby zwabić go na grzechu posłanie.

Zapach jego pocałunków cichych,
trzeba zmieszać z pragnienia łzami
i wylać na warkocze owej czarodziejki,
szalonej z miłości i pożądania.

Trzeba wypić pocałunków wino
z czary ust, które nęcąc zwodzą,
i w upojeniu oprzeć senną głowę
na pięknej piersi i tam odpocząć.

Czemu ty, o marzenie spragnione,
nić życia wciąż snujesz wokół niego?
Pewnego dnia ustaniesz zmęczone
i zaśmiejesz się z tych starań daremnych.

Podpalę więc stos mojej nadziei
ogniem żalu i niespełnienia.
O serce grzeszne, serce zbuntowane,
może na chwilę znajdziesz wytchnienie.

Zwiążę cię więzami smutku wielkiego,
abyś nie leciało już więcej ku niemu.
O serce zmęczone, ty ptaku niespokojny,
towarzyszem bądź, towarzyszem smutku jego.

tłum. albert kwiatkowski

źródło: Forugh Farrochzad, Asir (Uwięziona), Teheran 1955.