Jest taki ptak...

Ktoś szedł w ciemnościach, a gdy zbliżył się, stanął i zapytał:

Ptak, Reza Abbasi, 1 poł. XVII wieku, Metropolitan Museum of Art- W górę pani idzie?

Pytanie było bez sensu. Oczywiście, że szłam w górę.

- Tak - odparłam.

Natychmiast zapytał:

- Czy mogę iść z panią, póki się nie rozwidni?

I tym razem przytaknęłam. Ktokolwiek to był, szukał przy mnie schronienia. Nie wiedziałam, dlaczego. Ruszyliśmy razem górską drogą. Nie widziałam jego twarzy, lecz głos miał smutny i kobiecy. Rzekł, że trochę boi się ciemności.

Odparłam:

- Przecież tu nie ma się czego obawiać.

Nieznajomy w prostych słowach wyjaśnił powód swojego strachu. Niedawno ktoś go tu zaczepił. Zawstydziła mnie moja pochopna ocena. Zaufał mi i ja również zaufałam mu bez wahania. Od lat nikt nie rozmawiał ze mną w ten sposób. Wciąż nie widziałam jego twarzy. Mówił jednak poważnie, spokojnie i jasno. Spokojnie odpowiadał na moje pytania, lecz sam o nic nie pytał. Powoli się rozwidniało. Wciąż jednak nie widziałam jego twarzy. Tak bardzo pochłonęły mnie słowa, że nawet nie pomyślałam, aby na niego spojrzeć. Po godzinie było już całkiem widno. Dotarliśmy na wzgórze.

Słońce kładło się górom na piersiach, a my byliśmy w cieniu szczytów, które wznosiły się za nami. Zmęczony, usiadł na półce skalnej. Zapatrzył się na krajobraz w dole: strumień wśród drzew. Po raz pierwszy i tylko przez ciekawość spojrzałam na niego. Mój nieznajomy był szczupłą, piękną, młodą kobietą. Strumień głośno płynął, a ja mówiłam.

Odpoczęła i poszłyśmy dalej. Oddychała spokojnie i regularnie, i tak samo stawiała kroki. Zwierzyłam się, że czasem układam wiersze i jeden z nich powiedziałam na głos. Słuchała w milczeniu. Rzekłam, że czasem smutnieję, nie mam chęci do życia, nie wyszłam za mąż. Powiedziałam nawet, że byłam pewien czas w sanatorium.

Rzekła:

- Proszę jeszcze raz powiedzieć swój wiersz.

Powiedziałam, a ona słuchała. Szłyśmy jakiś czas w milczeniu. Czasem przystawała nagle. Przystawała, ilekroć usłyszała śpiew ptaka. Byłyśmy już blisko szczytu. Zwolniłam kroku. Mówiłam, a ona słuchała. Odezwała się tylko raz. Powiedziała:

- Czasem myślę, że jest taki ptak, który śpiewa tylko dla mnie.

Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłam jej uśmiech.

Dotarłyśmy do schronu. Usiadła na tarasie, a ja usiadłam nieco dalej, w łagodnym cieple słońca. Nie wiem, ile czasu upłynęło. Usłyszawszy głos, otworzyłam oczy.

Rzekła:

- Chcę się pożegnać.

Skinęłam głową. Poszła. Szła wąską, krętą, górską drogą. Śledziłam ją wzrokiem, póki nie znikła mi z oczu. Obudziło mnie ciepło południa. Przede mną rozpościerał się piękny widok. Schodziłam spokojnie i bez pośpiechu. Gdy zeszłam niżej, zobaczyłam grupę ludzi, jak stali w kręgu nad rzeką. Skręciłam w ich stronę. Śpiewał ptak, a jakaś kobieta leżała na ziemi. Wyminęłam ludzi i podeszłam bliżej. Spojrzałam na nią. Była szczupła, piękna i młoda.

Czasem myślę, że jest taki ptak, który śpiewa tylko dla mnie.

tłum. albert kwiatkowski