Tuka* w klatce

Bahman Dadchah, ilustracja do bajkiKończyła się zima, a Tuka siedział w klatce. Klatka była drewniana, z małymi, cienkimi, metalowymi pręty. Jej właściciel podawał mu wodę, karmił go ziarnem, które wkładał pomiędzy prętami i cieszył się, gdy ten śpiewał mu na wiosnę. Wychodząc rano z domu brał ze sobą klatkę, wieszał ją na gałęzi drzewa i zabierał się do pracy. W południe dawał ptakowi kilka ziaren ryżu ze swojego obiadu i mówił: "Śpiewaj". Ptak zaczynał śpiewać i śpiewał tak, dopóty człowiek nie skończył jeść.

Tuka jednak był smutny. Męczył się i żałował, że jego śpiew się marnuje. Zima, która nie jest dla niego ani porą pracy, ani zabawy, ciągnęła mu się niczym dwie trzy długie zimy. Teraz zaś, gdy nastała wiosna, wiedział, że czas będzie mu się dłużył jeszcze bardziej.

Nie rozumiał, dlaczego musi siedzieć w klatce, dlaczego nie może być wolny, jak inne ptaki. Życie jego było ślepe, ciasne i duszne. W klatce nie było niczego do oglądania, a okolicę, którą mógł zobaczyć zza prętów znał już na pamięć i nudziło go, że każdego dnia widział wciąż to samo. Choć miał pod dostatkiem wody i ziarna, czuł, że z dnia na dzień jest coraz słabszy, a pragnienie wolności wzbiera w nim coraz bardziej. Życie w niewoli nie miało dla niego sensu.

Pewnego dnia rzekł do właściciela klatki:

- Obaj jesteśmy młodzi. Nie pozwoli pan, abym w ten sposób marnował życie.

- A co mam zrobić? - odparł człowiek.

- Proszę mnie uwolnić - poprosił Tuka.

Właściciel klatki zaśmiał się i rzekł:

- Ci, którzy siedzą w niewoli muszą tak mówić. Tutaj jednak, biedaku, masz wodę i ziarno, których na zewnątrz tak łatwo nie znajdziesz.

- Nawet gdybym wielki głód cierpiał, nic to, gdyż wolność daje rozkosz, dla której warto znosić wszelkie trudy - odparł ptaszek.

- Tak tylko ci się wydaje - rzekł człowiek. - Lepiej spaceruj sobie w klatce i głośno śpiewaj, nie mów tyle i nie narzekaj, a przywykniesz.

Bahman Dadchah, ilustracja do bajki- Nie chce mi się śpiewać - odparł Tuka. - Odebrano mi wszystko, po co warto żyć. Jedzenie i spanie to nie jest dla mnie życie. Gdy ptak nie może latać zapomina śpiewu.

Człowiek rzekł:

- Nie zapominaj jednak o tym, że ptak, który nie śpiewa kończy na talerzu - po czym odszedł.

Gdy ptaszek to usłyszał przestraszył się, lecz właściciela klatki już nie było i odpowiedź na nic by się zdała. Pomyślał: "Rozmowa z tym człowiekiem nic nie da. Sam muszę znaleźć rozwiązanie. Lepiej już nie żyć wcale, niż żyć takim życiem. W dodatku teraz, gdy przyszła wiosna. Mówią na mnie 'piękny ptaszek', lecz ja jestem z dzikich ptaków, a nie z tych ogrodowych, które, jak tylko zima nadchodzi, zbierają się wokół domów ludzi i wpadają w sidła."

Gdy tak myślał, zobaczył kilka ptaków, które sfrunęły z drzewa, usiadły na zielonej trawie i zaczęły czegoś szukać. Potem usłyszał głos dzikich ptaków, które leciały wysoko w górze. Pomyślał: "Zimnolubne odlatują, a ciepłolubne zajmują ich miejsca. Nawet ptakom ogrodowym znudziło się przebywanie w jednym miejscu. A ja, co?"

Myślał o tym, gdy zobaczył dużą gęś, która ciężko szła po trawie. Rzekł do siebie: "Nie ma sensu użalać się nad sobą. Lepiej porozmawiam ze zwierzętami, a może coś z tego wyniknie."

- Dzień dobry pani gęsio! Tak długo depcze pani po dzikich fiołkach, że całe pani nogi stały się fioletowe! - zawołał.

Gęś potrząsnęła swoim ciężkim ciałem, zatrzymała się i spytała:

- Ktoś ty? Gdzie jesteś?

- To ja, Tuka - odparł ptaszek.

- Aha, podejdź bliżej - rzekła gęś.

- Czy nie widzi pani, że siedzę w klatce? - zapytał. - Nudno mi tu, chcę z panią porozmawiać.

Gęś wzruszyła tylko białymi ramionami i rzekła:

- Wszyscy twoi koledzy już stąd odlecieli. Czyżbyś nie wiedział, że przyszła wiosna? Tylko lenie tu zostały, jak te ogrodowe ptaki.

- Wiem, bardziej niż kiedykolwiek rozumiem, że przyszła wiosna. Ale, co poradzę? Jestem w klatce.

- To przez swój śpiew tak cierpisz - rzekła gęś. - Mnie w klatce nie zamykają.

Tuka chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz gęś człapiąc, poszła dalej. Bardzo posmutniał i żałował, że zaczął rozmowę. Główkę włożył między piórka, aby spróbować zdrzemnąć się trochę.

Nagle poruszyły się gałęzie buków i zaszeleściły suche liście leżące na ziemi. Ptaszek pomyślał, że to jakiś zając przykicał pod drzewo, ale gdy podniósł główkę, zobaczył młodego, smukłego jelenia o długiej szyi, który ostrożnie, lecz z widoczną radością, szedł i rozglądał się wokół.

Bahman Dadchah, ilustracja do bajkiTuka rzekł do siebie: "Spójrz, do czego popycha wolność, jaką daje siłę! Jeden młody jeleń pasąc się, zawędrował na obrzeża wioski, nie bacząc na to, że myśliwi mogą się na niego zasadzić. Jakże odważne są jelenie!" Po czym odezwał się już głośniej:

- Jak panu dobrze, panie jeleniu.

Gdy jeleń usłyszał swoje imię, przystanął, zadarł do góry głowę i spojrzał wielkimi oczami na ptaszka, który siedział w klatce. Nic nie zrozumiał z tego, co ptak do niego mówił i tylko pomyślał, że w jakim to ciasnym miejscu biedak zamieszkał.

- Zamknęli mnie w tej klatce, abym dla nich śpiewał! Panie jeleniu, jest pan mądrym zwierzęciem. Bardzo chciałbym, aby pan spróbował otworzyć kłódkę od tej klatki - rzekł Tuka.

Jeleń pokręcił głową i wąchając kwiatki pomyślał i odparł:

- Tuka, sama mądrość tu nie wystarczy, narzędzia potrzeba. Moje delikatne kopyta nie otworzą tej kłódki. Zastanów się wpierw, ile masz siły.

Ptak westchnął:

- Wiem, ale wiem też, że dłużej nie wytrzymam w tej klatce. Gdybym sam mógł się z niej uwolnić, wiedziałbym, jak to zrobić i co powiedzieć tym ptakom, które, ślepe i głuche na wszystko, wpadają w sidła, pragnąc ziarna."

Jego głos zwabił kilka ptaków, które usiadły obok na gałęzi i słysząc, co mówi, kiwały główkami na znak, że się z nim zgadzają. Jakiś dzięcioł szybko bił dziobem w drzewo, a dźwięk ten niósł się po lesie. Gdy wokół zrobiło się tłoczno, jeleń rzekł:

- Czas już na mnie. Mam nadzieję, że sam znajdziesz sposób, jak się uwolnić - to powiedziawszy zaszurał po ziemi kopytami i się oddalił.

Tuka odprowadzał go wzrokiem tak daleko, jak tylko mógł. Po czym rozejrzał się wokół i cały zamienił się w słuch. Nie wiedział, ile czasu trwał w tym stanie, gdy zobaczył byka, który właśnie przechodził niedaleko drzewa. Krzyknął:

- Panie byku, proszę podejść do mnie! Jak to dobrze, że pana widzę. Jest pan wysoki, więc może mi pan pomóc. Słyszy pan? Proszę przegryźć kłódkę od tej klatki.

Byk jednak niczego nie słyszał, a jeśli słyszał, to udał, że nie słyszy i żując trawę poszedł w swoją stronę.

Ptaszek pomyślał: "Wielki wzrost nie ma żadnego znaczenia. Ktoś, kto pomaga innym, musi mieć wielkie serce." I zrobiło mu się tak smutno, że zaczął śpiewać. Ptaki, które siedziały na drzewie posmutniały i nie mogąc znieść jego śpiewu zatrzepotały skrzydłami i odleciały. On zaś śpiewał dalej i gdy tak śpiewał, zobaczył zieloną jaszczurkę, która szła wygrzewać się w słońcu.

Bahman Dadchah, ilustracja do bajkiPomyślał: "Ta jaszczurka chodzi i po ziemi i po drzewach. Jest taka zwinna, więc może będzie mogła mi pomóc." Przestał śpiewać i odezwał się smutnym głosem:

- Jaszczurko, jesteś młoda, a kto jest młody, ten potrafi. Wszystko ma swój początek w młodości. Dlatego w młodości trzeba nauczyć się pomagać innym.

Zielona jaszczurka nastawiła uszu i rzekła:

- Racja, ale najpierw powiedz, co robisz tam w górze?

Tuka pomyślał: "Ale mało pojętne zwierze." Po czym odpowiedział:

- Uwięzili mnie tutaj. Zamknęli tu, abym stale był przy nich i śpiewał im zawsze, kiedy zechcą. Mówią, że mój głos porusza serca, że przypomina ludziom o górach, morzu i innych rzeczach. Moim przekleństwem jest mój głos i śpiew. Jeśli nie uważa pani tego za grzech, proszę mi pomóc. Wejdzie pani do mnie na górę, a ja powiem pani, co robić.

- Nie wiem, o co ci chodzi - odparła jaszczurka. - Tam, gdzie spałam było wilgotno i rozbolała mnie głowa. Idę pogrzać się w słońcu - to powiedziawszy, zniknęła wśród liści i zieleni.

Tuka jeszcze myślał o ignorancji zielonej jaszczurki, gdy dobiegł go z góry głos pary dzikich ptaków. Słysząc krewniaka zboczyły one z drogi i usiadły na gałęzi drzewa. Gdy zobaczyły, że zamknięty jest w klatce, posmutniały.

- Jednak skusił się na ziarno, wodę, no i wpadł w sidła - powiedział jeden.

- Myśleliśmy, że pogniewał się na nas i poleciał do innego lasu - dodał drugi.

Słowa te poruszyły go, rzucił się mocno o pręty klatki i łamiącym się od płaczu głosem rzekł:

- Bracia, przyjaciele moi, czemu miałbym się na was gniewać? A gdybym się pogniewał, dlaczego miałbym lecieć do innego lasu? Prawdą jest jednak to, co mówicie o ziarnie i wodzie. Łatwo się na nie skusiłem i zostałem zamknięty w tej klatce. Ale od tamtej pory nie smakuje mi już ani ziarno, ani woda. Tęsknię do głodu na wolności, do pragnienia w górach.

Bahman Dadchah, ilustracja do bajki Jeden z ptaków, które siedziały na drzewie rzekł:

- Dobrze mówisz, lecz samą mową niczego nie zdziałasz. Sam wpadłeś w sidła i sam musisz się z nich uwolnić.

Drugi dodał:

- Każde nieszczęście, które spotyka zwierzęta, bierze się z ich lekkomyślności. Wybacz, ale musimy lecieć. O tej porze powinniśmy być już w górach. Inne ptaki dawno stąd odleciały. A nawet gdybyśmy tu zostali to i tak nie możemy ci pomóc. Sam musisz znaleźć sposób, jak się uwolnić. Nie patrz na pręty i kłódkę. Kiedyś sam byłem w klatce i wiem, że można się z niej wydostać. Spróbuj rozgiąć pręty. Mam nadzieję, że zdołasz do nas dołączyć - to powiedziawszy, zatrzepotały skrzydłami i pofrunęły w stronę gór.

Tuka patrzył za nimi tak długo, jak tylko mógł, a gdy ptaki znikły mu z oczu, uderzył ze złości kilka razy główką w pręty.

Zamknął oczy i rzekł do siebie: "Ile razy wzeszło słońce, odkąd siedzę w tej klatce? Ile razy dzień zmienił się w noc, a noc w dzień? Powinienem być teraz w górach. Co ja tutaj robię? Co to za czasy. Nikt drugiemu nie chce pomóc, czy może czy nie. Co najwyżej współczuje. Na nic więcej go nie stać. Każdy jest więźniem swojego bólu. Sam więc muszę pomyśleć o sobie."

Otworzył oczy, poruszył skrzydełkami i zdało mu się, że zbudził się z głębokiego snu. Drzewa, rośliny, kamienie i wszystko, co widział wokół, było jakby odmienione. Prawda jednak była inna: to on się zmienił. Słyszał w sobie głos, który z każdą chwilą był coraz głośniejszy: "Działaj! Musisz działać! Jesteś żywy, a kto żywy, potrzebuje ruchu. Jak to nie masz siły? Powolutku zbieraj w sobie siłę, aż w końcu będziesz miał jej dużo. Na początku nic nie jest wielkie."

Ptaszek wyprostował się. Wszystkie siły, jakie miał, poddały się jego woli. Poczuł w sobie siłę wszystkich zwierząt, od których wcześniej oczekiwał pomocy. Mówiły do niego: "Spróbuj się wydostać, nie zwlekaj."

Najpierw wepchnął główkę między dwa mocne pręty, lecz po chwili cofnął się. Poszukał cieńszych prętów i ponownie spróbował. Tym razem także skrzydełka zdołał wysunąć poza klatkę. Dotąd nie podejrzewał, że ma w sobie tyle siły. Całe jego ciało było mocą i siłą. Czuł się tak, jakby przybyły mu na pomoc wszystkie ptaki i wszystkie zwierzęta.

Bahman Dadchah, ilustracja do bajki Pręty powolutku się rozchylały.

Ból, który czuł, dawał mu ukojenie. Poruszał się każdy mięsień jego ciała. Pęd ku wolności widać było też w jego rozbieganych oczach.

Pręty powolutku się rozchylały.

Na własne oczy widział, jak całe jego ciało wysuwa się spomiędzy prętów na zewnątrz klatki i leci w strone gór, po czym dołącza do innych ptaków.

Pręty powolutku się rozchylały.

Gdy właściciel klatki przyszedł i zobaczył ją pustą, bardzo się zdziwił. Zdziwienie jego było jeszcze większe, gdy okazało się, że kłódka wisi nieruszona tam, gdzie sam ją zawiesił.

Tuka patrzył na niego, siedząc na czubku topoli. Tuż przed odlotem, krzyknął:

- Dzień dobry, miły panie! Nie będę tęsknić za panem. Wszystko to moja wina. Pragnienie wody i ziarna zaślepiło mnie i dałem się panu oszukać. Niech pan już nie łapie ptaków, aby słuchać ich śpiewu, lecz niech pan sam próbuje śpiewać.

- Nie, nie, złaź na dół, śpiewaj! - krzyczał człowiek.

Ptak jednak już go nie słuchał. Zeskoczył z drzewa i pofrunął w stronę gór.

tłum. albert kwiatkowski

Bohaterem bajki jest ptaszek zwany po polsku ortolanem (w oryginale tuka). Ornitolodzy podają (J. Sokołowski, Ptaki Polski, Warszawa 1979, s. 30), że słynna V Symfonia Beethovena zaczyna się motywem zaczerpniętym ze śpiewu ortolana.

źródło: Nima Juszidż, Tuka dar qafas, ilustrował Bahman Dadchah, Enteszarat-e Kanun, Teheran 1375.