Mała czarna rybka*

To była najdłuższa noc w roku. Wśród morskich głębin, na samym dnie morza, stara ryba zebrała wokół siebie dwanaście tysięcy swoich dzieci i wnucząt i zaczęła opowiadać im bajkę...

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki Dawno temu w pewnym strumyku żyła razem ze swoją mamą mała czarna rybka. Strumyk wypływał spomiędzy skał i wpływał do doliny. Ich dom znajdował się za czarnym kamieniem, a jego sufit porastał mech. W nocy czarna rybka marzyła, aby choć raz zajrzało tam światło księżyca. Była jedynaczką - tylko ona ocalała z dziesięciu tysięcy jajeczek, jakie złożyła jej mama. Całymi dniami, od rana do wieczora, obie pływały ze sobą i tylko czasem podpływały do innych ryb, aby się z nimi poganiać.

Ale od kilku dni mała rybka była zamyślona i w ogóle się nie odzywała. Pływanie nudziło ją i nie sprawiało jej przyjemności. Mama myślała, że to zwykłe zmęczenie, że wszystko minie, lecz smutek małej rybki nie mijał i to nie zmęczenie było jego przyczyną.

Pewnego ranka, jeszcze przed świtem, czarna rybka obudziła mamę i powiedziała:

- Mamo, chcę z tobą porozmawiać.

- Nie teraz, kochanie - odpowiedziała zaspanym głosem mama. - Porozmawiamy później. Lepiej popływajmy.

- Mamo, to ważne. Ja nie chcę już więcej pływać tam i z powrotem. Muszę opuścić to miejsce.

- Jesteś pewna tego co mówisz?

- Tak, mamo.

- Ale dokąd chcesz płynąć tak wcześnie?

- Chcę zobaczyć, gdzie kończy się strumyk. Zastanawiam się nad tym od dawna, od miesięcy myśl ta nie daje mi spokoju. Całą noc myślałam o tym, aż wreszcie postanowiłam, że znajdę koniec strumyka. Bardzo chcę wiedzieć, jak wyglądają inne miejsca, mamo.

- Gdy byłam dzieckiem, miałam podobne myśli - zaśmiała się mama. - Kochanie, strumyk nie ma końca, ani początku. Strumyk wciąż płynie, jest tym, co widzisz.

- Przecież wszystko ma swój koniec. Noc się kończy, dzień, tydzień, miesiąc, rok... Nie jest tak, mamo?

- Dość - przerwała jej mama. - To nie jest pora na takie rozmowy. Lepiej popływajmy.

- Nie. Nie będę już pływać w kółko. Chcę zobaczyć inne miejsca. Ale nie myśl, że ktoś mi podsunął ten pomysł. Od dawna o tym myślę. Większość starych ryb narzeka, że przeżyły życie bez sensu. Wciąż tylko stękają, klną i wszystko je drażni. Ja tak nie chcę. Dlatego dowiem się, czy życie to tylko pływanie bez celu tam i z powrotem w oczekiwaniu na starość. Sprawdzę, czy można inaczej żyć na tym świecie.

- Dziecko! - krzyknęła mama. - Co ty wymyślasz? Jaki świat?! Świat jest tu, gdzie jesteśmy, a to, co widzisz dookoła, to jest właśnie życie.

Wtem jakaś duża ryba podpłynęła do ich domu i powiedziała:

- Droga sąsiadko, o co się tak sprzeczasz ze swoim dzieckiem? Nie macie ochoty popływać?

- Ach, do czego to doszło - odparła mama. - Dzieci pouczają rodziców!

- Co się stało?

- Wyobraź sobie, że moja córka postanowiła zobaczyć świat. Co za niedorzeczność!

- Powiedz nam, maleństwo - zaśmiała się duża ryba - kiedy to z ciebie wyrósł taki filozof, co?

- Nie wiem, kto to filozof, proszę pani. Wiem tylko, że mam już dość tego pływania tutaj. Nie chcę już pływać w kółko i udawać, że jestem szczęśliwa, aż któregoś dnia, kiedy już będę tak stara jak wy, zrozumiem, że niczego w życiu nie widziałam i o niczym nie wiem.

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki

- Co za bezczelność! - oburzyła się sąsiadka.

- Nie przypuszczałam, że z mojego dziecka wyrośnie taki gagatek! Kto ci tak w głowie namieszał?

- Nikt. Mam rozum i rozumiem, mam oczy i widzę - odparła mała czarna rybka.

- Wiem! Pamiętasz sąsiadko tego ślimaka? - powiedziała duża ryba.

- Masz rację. Często kręcił się koło mojego dziecka. Dostał nauczkę za swoje!

- Mamo, przestań! On był moim przyjacielem - powiedziała czarna rybka.

- Przyjacielem? Jak żyję, nie słyszałam o przyjaźni między rybą a ślimakiem!

- Ani ja o wrogości między nimi. Ale przecież już go uciszyłyście, prawda?

- Nie wracajmy do tego, to minęło - powiedziała sąsiadka.

- Przecież to pani zaczęła - zauważyła czarna rybka.

- Bardzo dobrze, że go zabiłyśmy. Należało mu się. Zapomniałaś, co za brednie wygadywał? - powiedziała mama.

- To i mnie zabijcie, ponieważ mówię dokładnie to samo! - krzyknęła czarna rybka.

Coraz więcej ryb przysłuchiwało się ich kłótni. Były oburzone słowami małej rybki.

- Myślisz, że ujdzie ci to płazem? - spytała jedna.

- Damy ci nauczkę, to się uspokoisz - zagroziła druga.

- Trzymajcie się z dala od mojego dziecka. To nie wasza sprawa - krzyknęła mama.

- Musisz liczyć się z tym, droga pani, że jak nie wychowujesz dobrze dziecka, kto inny je ukarze - pouczyła trzecia.

- Wstyd mi, że koło was mieszkam - powiedziała czwarta.

- Zróbmy z nią to, co z tym starym ślimakiem, zanim będzie za późno! - krzyknęła piąta.

Po czym wszystkie ruszyły, aby złapać czarną rybkę. Ale wtedy jej przyjaciółki zagrodziły im drogę i czarna rybka zdołała uciec.

- Moje dziecko mnie opuszcza. Co teraz zrobię? Co za nieszczęście - płakała mama.

- Nie płacz mamo nade mną - zawołała czarna rybka. - Płakać trzeba nad losem tych biednych, starych ryb.

- Co za bezczelność! Uważaj na to, co mówisz! - krzyknęła jedna.

- Przysięgam, że jak się rozczarujesz i postanowisz wrócić, nie będzie już tu dla ciebie miejsca. Zapamiętaj to! - dodała druga.

- Młodość miesza ci w głowie! Zostań! - przekonywała trzecia.

- Tak ci źle z nami? - pytała czwarta.

- Po co ci ten świat? Tu jest twój świat! Wracaj! - dziwiła się piąta.

- Jeśli nabierzesz rozumu i wrócisz, uwierzymy, że jesteś mądrą rybą - wołała szósta.

- Przywykłyśmy do ciebie... - posmutniała siódma.

- Miej litość nade mną. Nie odchodź, zostań - prosiła mama.

Jednak mała czarna rybka nie zmieniła zdania, nie przekonały ją żadne słowa. Kilka jej rówieśniczek płynęło z nią do wodospadu, aby się pożegnać.

- Do widzenia moje przyjaciółki! Nie zapomnijcie o mnie!

- Jak mogłybyśmy o tobie zapomnieć?! Otworzyłaś nam oczy i nauczyłaś rzeczy, o których wcześniej nawet nam się nie śniło. Do zobaczenia nasza mądra, odważna przyjaciółko!

Mała rybka skoczyła w dół wodospadu i spadła do stawu pełnego wody. Z początku była zagubiona i nie wiedziała, co robić, ale już po chwili pływała wzdłuż brzegu. Nigdy wcześniej nie widziała w jednym miejscu tyle wody. Wszędzie roiło się od kijanek. Gdy zobaczyły małą rybkę, zaczęły się z niej naśmiewać:

- Ale z ciebie dziwoląg! Coś ty za jedna?!

Rybka przyjrzała im się i rzekła:

- Nie dokuczajcie mi. Jestem mała czarna rybka. Teraz wy mi się przedstawcie.

- Mówimy na siebie kijanki - odparła jedna.

- Jesteśmy z dobrego rodu - dodała druga.

- I nie ma na świecie nikogo piękniejszego od nas - wtrąciła trzecia.

- Nie jesteśmy tak brzydkie jak ty - powiedziała czwarta.

- Jesteście bardzo zarozumiałe. Ale wybaczam wam, bo nie wiecie, co mówicie - odparła czarna rybka.

- Uważasz, że nic nie wiemy? - zapytały chórem.

- Gdyby było inaczej, wiedziałybyście, że prócz was na świecie żyje wiele innych stworzeń, które nie uważają się za brzydkie. Wy zaś nawet imion nie macie.

Kijanki były złe, lecz wiedziały, że mała rybka ma rację. Powiedziały:

- Na próżno strzępisz sobie język. Codziennie od rana do wieczora podróżujemy po świecie, ale poza nami nikogo tu nie ma poza tymi maleńkimi robaczkami, lecz one się nie liczą.

- Jak możecie podróżować po świecie, skoro nie potraficie opuścić tego stawu?

- A czy poza tym stawem jest jakiś inny świat?

- Nie zastanawiacie się, skąd się wzięła woda, w której pływacie i co znajduje się poza nią?

- Jakie znów "poza nią? Nikogo i niczego poza wodą nie widziałyśmy. Ha ha ha! Całkiem ci się w głowie pomieszało!

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki Mała czarna rybka roześmiała się. Pomyślała, że lepiej zostawić kijanki w spokoju. Niech żyją, jak chcą. Chciała jeszcze tylko zamienić kilka słów z ich mamą. Spytała:

- A gdzie jest wasza mama?

Nagle wystraszył ją żabi rechot. Żaba zeskoczyła z kamienia, który leżał na brzegu stawu, podpłynęła do rybki i zapytała:

- Czego ode mnie chcesz?

- Dzień dobry pani.

- Co się tak przechwalasz pokrako? Spotkałaś dzieci i opowiadasz im bzdury. Żyję wystarczająco długo i wiem, że świat to ten staw. Lepiej zajmij się sobą zamiast mącić moim dzieciom w głowach.

- Choćbyś żyła i sto razy tyle, jesteś tylko biedną, głupią żabą, nikim więcej - powiedziała czarna rybka.

Żaba zdenerwowała się i skoczyła w jej stronę, lecz ta machnęła szybko ogonkiem i uciekła, wzbijając z dna stawu muł i maleńkie robaczki.

Dolina wiła się, a z każdym kolejnym zakrętem w strumyku przybywało wody. Gdybyście jednak spojrzeli ze szczytu góry, strumyk przypominałby wam cienką, białą nitkę. W jednym miejscu skała rozcinała jego wody, a wielka jak dłoń jaszczurka leżała na kamieniu i wygrzewała się w słońcu, patrząc na okrągłego kraba, który siedział na piaszczystym dnie, w miejscu, gdzie woda nie była zbyt głęboka. Krab dopiero co upolował żabę. Zobaczywszy kraba, czarna rybka przestraszyła się, ale już po chwili witała go z bezpiecznej odległości. Krab spojrzał na nią i powiedział:

- Jak dobrze wychowana ryba! Podejdź no tu bliżej, maleńka!

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki - Płynę, aby zobaczyć świat i nie chcę zostać pana zdobyczą.

- Dlaczego jesteś taka nieufna i lękliwa, maleńka?

- Nie jestem ani nieufna, ani lękliwa. Mówię to, co widzę i myślę.

- Powiedz mi więc, co takiego zobaczyłaś, że myślisz, iż chcę cię upolować? - zapytał krab.

- Nie próbuj mnie nabrać.

- Masz na myśli tę żabę? Ale jesteś niemądra! Z żabami nie żyję w zgodzie i dlatego na nie poluję. One myślą, że są jedynymi istotami na świecie, a ja chcę im pokazać, do kogo świat należy. Ty nie masz się czego bać, więc podejdź bliżej, maleńka.

To powiedział i zaczął iść w jej stronę, a szedł tak śmiesznie, że rybka zaśmiała się i powiedziała:

- Biedaku! Ty nawet chodzić nie umiesz. Skąd możesz wiedzieć, do kogo świat należy?

Nagle na wodzie pojawił się cień i coś wcisnęło kraba w piach. Mina, jaką wtedy zrobił, tak rozśmieszyła jaszczurkę, że poślizgnęła się na kamieniu i o mało nie wpadła do wody. Krab nie zdołał już wyjść spod piachu. Mała rybka zobaczyła pastuszka, który stał na brzegu i patrzył na nią i na kraba. Stado owiec podeszło do strumyka i piło wodę. Ich beczenie wypełniło dolinę.

Gdy zwierzęta odeszły, rybka zawołała:

- Jaszczurko! Jestem mała czarna rybka i szukam końca strumienia. Myślę, że mądre z ciebie zwierze. Dlatego chcę cię o coś spytać.

- Pytaj, o co tylko chcesz.

- Gdy płynęłam tu, ostrzegano mnie przed pelikanem, rybą-piłą i kormoranem. Jeśli wiesz coś o nich, powiedz mi, proszę.

- Ryby-piły i kormorana na pewno tu nie spotkasz. Na pelikana jednak możesz natknąć się w dole strumyka. Nie daj mu się oszukać i pod żadnym pozorem nie wpływaj do jego torby!

- Do jakiej torby?

- Pelikan ma pod szyją torbę, do której nabiera wodę. Gdy pływa, zanurza dziób i ryby, nie wiedząc o tym, wpływają mu czasem do torby, a stamtąd prosto do brzucha. Gdy pelikan nie jest głodny, przechowuje w swojej torbie ryby, aby zjeść je potem.

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki - A, gdy jakaś ryba już mu do tej torby wpłynie, może się stamtąd wydostać?

- Tylko wtedy, gdy przetnie torbę. Dam ci sztylet na wypadek, gdyby cię to spotkało.

Po czym wpełzła między kamienie i po chwili wróciła z ostrym jak brzytwa sztyletem. Mała rybka wzięła sztylet i powiedziała:

- Nie wiem, jak mam ci dziękować, jaszczurko.

- Drobnostka. Takich sztyletów mam dużo. W wolnych chwilach robię je z kolców roślin i daję mądrym rybom, takim jak ty.

- Czyżby przede mną płynęła tędy jakaś inna ryba?

- Wiele ich tędy płynęło. Teraz tworzą ławicę i już nie raz dały się we znaki rybakowi.

- Nie chcę być wścibska, ale powiedz mi, w jaki sposób dały się we znaki rybakowi?

- Gdy rybak zarzuca sieć, wpływają do niej wszystkie i ciągną ją ze sobą na dno morza - odparła jaszczurka. Po czym przyłożyła ucho do szczeliny między kamieniami i dodała - Muszę iść. Moje dzieci się obudziły.

Jaszczurka znikła w szczelinie. Czarna rybka ruszyła w dalszą drogę, lecz coraz to nowe pytania nie dawały jej spokoju: Czy strumyk naprawdę wpływa do morza? A jeśli schwyta mnie pelikan? Dlaczego ryba-piła zabija i zjada swoich krewnych? Skąd wrogość kormorana do nas?

Płynęła rozmyślając, a z każdą chwilą widziała coś nowego i czegoś nowego się uczyła. Teraz już podobało jej się, gdy spadała z wodospadów. Słońce grzało ją w plecy i czuła, jak wzbierają w niej siły.

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki W jednym miejscu antylopa piła w pośpiechu wodę. Rybka przywitała się i spytała:

- Czemu się tak spieszysz, piękna antylopo?

- Myśliwy za mną idzie. Postrzelił mnie. Popatrz, tu utkwiła kula.

Rybka nie dostrzegła rany, lecz uwierzyła jej, gdy antylopa uciekła, kulejąc. Nieco dalej żółwie drzemały, grzejąc się w słońcu, a gdzie indziej rozbrzmiewało ćwierkanie kuropatw. Woń górskich traw unosiła się w powietrzu i mieszała się z wodą. Po południu mała czarna rybka dotarła do miejsca, w którym dolina rozszerzała się, a woda płynęła przez las. Było już jej tak dużo, że rybka nie posiadała się z radości. Wkrótce natknęła się na inne ryby - pierwsze, jakie zobaczyła od czasu, gdy opuściła dom. Kilka małych rybek podpłynęło do niej.

- Jesteś tu obca? - spytały.

- Tak. Przybywam z daleka - odparła.

- Dokąd płyniesz?

- Chcę znaleźć koniec strumienia.

- Którego strumienia?

- Tego, w którym teraz pływamy.

- My nazywamy go rzeką - wyjaśniły małe rybki.

Czarna rybka nie odpowiedziała. Jedna z małych rybek spytała:

- A czy wiesz, że na drodze poluje pelikan?

- Tak, wiem.

- A czy wiesz, jaką wielką ma torbę? - spytała inna.

- To też wiem.

- I mimo tego chcesz płynąć dalej? - zapytały chórem.

- Tak, co by nie było, muszę płynąć.

Wśród ryb rozeszła się wieść, że jakaś mała czarna rybka przybyła z daleka, aby znaleźć koniec rzeki i wcale nie boi się pelikana! Niektóre chciały płynąć razem z nią, lecz ze strachu przed rodzicami milczały. Inne powiedziały:

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki- Gdyby nie pelikan, popłynęłybyśmy z tobą. Boimy się jego torby.

Nad brzegiem rzeki była wioska. Kobiety siedziały na brzegu, myły naczynia i prały ubrania. Mała rybka przysłuchiwała się przez chwilę ich rozmowom, po czym popatrzyła na bawiące się w wodzie dzieci i ruszyła dalej. Płynęła, płynęła i płynęła, a gdy nastała noc, schowała się pod kamieniem i usnęła. Zbudziła się o północy i zobaczyła, że księżyc wpadł do wody i wszystko wokół rozświetlił.

Mała czarna rybka bardzo lubiła księżyc. Nocami, kiedy zanurzał się w wodzie, chciała wypłynąć spod mchu i zamienić z nim choć kilka słów. Za każdym razem jednak jej mama budziła się, wciągała ją z powrotem pod mech i usypiała.

Mała rybka podpłynęła do księżyca i rzekła:

- Witaj piękny księżycu.

- Witaj mała czarna rybko. Skąd się tu wzięłaś?

- Podróżuję po świecie.

- Świat jest bardzo duży. Nie możesz wszystkiego zobaczyć.

- Nie szkodzi. Popłynę tam, gdzie będę mogła.

- Chciałbym zostać z tobą do rana, lecz zbliża się wielka czarna chmura i wkrótce mnie zasłoni.

- Piękny księżycu! Bardzo lubię twoje światło i chciałabym, abyś zawsze na mnie świecił.

- To nie jest moje światło, lecz słońca. Słońce mi je daje, a ja nocą zsyłam je na ziemię.

Po chwili zaś dodał: Czy słyszałaś, że ludzie chcą mnie odwiedzić?

- To jest niemożliwe.

- To bardzo trudne, lecz ludzie, jeśli coś postanowią...

Nie dokończył jednak, ponieważ czarna chmura zakryła go i znowu nastała ciemna noc. Mała rybka przez jakiś czas wpatrywała się zdumiona w ciemność, po czym wpłynęła pod kamień i usnęła.

Obudziła się wczesnym rankiem i przed sobą kilka małych rybek, które o czymś między sobą szeptały. Gdy spostrzegły, że już nie śpi, wszystkie razem zawołały:

- Dzień dobry!

Czarna rybka poznała je natychmiast.

- Dzień dobry! Jednak zdecydowałyście się ze mną płynąć!

- Tak, lecz wciąż się boimy - powiedziała jedna.

- Myśli o pelikanie nie dają nam spokoju - dodała inna.

- Zbyt dużo myślicie - powiedziała czarna rybka. - Nie można tyle myśleć. Gdy ruszymy w drogę, strach zniknie.

Ale wtedy właśnie poczuły, jak woda unosi się wokół nich, a nad nimi zamyka się jakieś wieko. Nagle wszystko stało się czarne i nie było drogi ucieczki.

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki Czarna rybka zrozumiała, że wpadły pelikanowi do torby. Powiedziała:

- Przyjaciele! Jesteśmy w torbie pelikana, lecz nie wszystko stracone.

Małe rybki rozpłakały się:

- Nie uciekniemy stąd. To przez ciebie. Namieszałaś nam w głowach! Zaraz nas połknie. To już koniec!

Nagle rozległ się straszny chichot. To śmiał się pelikan:

- Jakie piękne rybki wpadły mi do torby! Ha ha ha... Naprawdę wam współczuję. Nie mam serca was połknąć! Ha ha ha...

- Szanowny pelikanie - zaczęły błagać małe rybki. - Wiele dobrego o panu słyszałyśmy. Jeśli byłby pan łaskaw uchylić swój wspaniały dziób, będziemy dozgonnie wdzięczne!

- Nie chcę was teraz połknąć - odparł pelikan. - Mam jeszcze zapas ryb. Spójrzcie w dół, pod siebie...

Kilka ryb leżało na dnie torby.

- Szanowne pelikanie! My nie zrobiłyśmy nic złego. Jesteśmy niewinne. To ta czarna rybka nas tu sprowadziła...

- Tchórze! - przerwała im czarna rybka. - Myślicie, że ten ptak się nad wami zlituje?

- Nie wiesz, co mówisz - odparły. - Zaraz się przekonasz, że szanowny pelikan wybaczy nam, a ciebie połknie!

- Wybaczę wam, ale pod jednym warunkiem - powiedział pelikan.

- Zrobimy, co tylko karzesz, jaśnie panie.

- Uwolnię was, gdy uciszcie tę wścibską rybę.

Czarna rybka odsunęła się i powiedziała:

- Nie gódźcie się na to! Ten podstępny ptak chce nas skłócić! Mam plan...

Ale małe rybki tak bardzo chciały się uwolnić, że nie były w stanie myśleć o niczym innym. Zaczęły okrążać czarną rybkę, a ta cofając się mówiła:

- Tchórze. Czy tego chcecie czy nie, wpadłyście w pułapkę, z której się nie uwolnicie. Mnie też nie dacie rady.

- Chcemy być wolne, więc musimy cię zabić!

- Odjęło wam rozum! Nawet jeśli mnie zabijecie, nie uciekniecie stąd. Nie dajcie mu się oszukać!

- Mówisz tak, ponieważ sama chcesz się uratować. O nas zupełnie nie myślisz!

- Słuchajcie, a powiem wam, jak możemy stąd uciec. Zaatakujcie mnie na niby, a ja udam martwą i zobaczymy, czy pelikan uwolni was czy nie. Jeśli mnie nie posłuchacie, pozabijam was tym sztyletem, albo rozetnę torbę i ucieknę, a wy...

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki - Przestań już! Dłużej tego nie zniosę - przerwała jej jedna z rybek, po czym rozpłakała się.

Czarna rybka zdziwiła się:

- A to dziecko, co tu robi? Czemu wzięłyście ze sobą tego mamisynka?

Następnie wyjęła sztylet i skierowała go w ich stronę i rybki nie miały innego wyjścia, jak przystać na jej propozycję. Zaatakowały ją więc na niby, a gdy udała martwą i opadła na dno torby, popłynęły w górę i krzyknęły:

- Szanowny pelikanie! Uciszyłyśmy tę wścibską czarną rybkę.

Pelikan zaśmiał się:

- Dobrze zrobiłyście. A teraz w nagrodę połknę was wszystkie żywcem, abyście mogły popływać sobie w moim brzuchu do woli!

Rybki nie zdążyły odpowiedzieć, gdyż wpadły pelikanowi do gardła i taki był ich koniec. Wtedy czarna rybka wyciągnęła sztylet, jednym ciosem rozcięła torbę i uciekła. Pelikan krzyknął i zanurzył dziób w wodzie, lecz nie zdołał jej złapać.

Czarna rybka płynęła i płynęła, aż nastało południe. Wokół nie było już gór, a rzeka zamiast doliną płynęła płaską równiną. Z prawa i z lewa połączyło się z nią kilka mniejszych rzek. Rozkoszowała się taką ilością wody, aż nagle spostrzegła, że woda nie ma dna. Płynęła w jedną stronę, płynęła w drugą, lecz nigdzie nie mogła dotrzeć. Wody było tak dużo, że zgubiła się w niej! Płynęła tu, płynęła tam, lecz nigdzie nie mogła dopłynąć.

Wtem zobaczyła, że jakaś wielka, długa ryba płynie szybko w jej stronę, a nad pyskiem sterczy jej piła. Pomyślała, że za chwilę ryba-piła potnie ją na kawałki. Zrobiła więc szybki unik i popłynęła do góry. Gdy niebezpieczeństwo mineło, popłynęła w dół, aby zobaczyć dno morza. W połowie drogi natknęła się na ławicę ryb, którą tworzyły tysiące ryb!

- Przepraszam - zagadnęła - przybywam z daleka. Gdzie jestem?

Ta popatrzyła na nią i powiedziala:

- Witamy w morzu!

Po czym dodała:

- Tutaj kończą się wszystkie rzeki i strumienie, choć niektóre zamiast do morza wpadają do bagien. Kiedy tylko zechcesz możesz do nas dołączyć.

Mała czarna rybka była szczęśliwa. Powiedziała:

- Najpierw trochę się rozejrzę. Dołączę do was później. Chcę być z wami, gdy będziecie ciągnąć na dno rybackie sieci.

- Wkrótce tak będzie, a teraz rozglądaj się do woli. Jeśli wypłyniesz na powierzchnię, uważaj na kormorana. Ostatnio bardzo się rozzuchwalił. Codziennie kilka z nas pada jego łupem. Nie daje nam spokoju!

Czarna rybka odłączyła się od ławicy. Pływała tu, pływała tam, aż w końcu wypłynęła na powierzchnię. Słońce grzało mocno, czuła na plecach jego ciepło i było jej błogo. Leniwie płynęła myśląc: Łatwo może mnie dopaść śmierć, ale póki żyję, nie chcę jej szukać. Jeśli jednak stanę z nią twarzą w twarz, nie zlęknę się. Ważne jest tylko to, jaki wpływ na innych ma moje życie lub śmierć...

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki Musiała jednak przerwać te rozmyślania, gdyż nagle zjawił się kormoran, chwycił ją i porwał ze sobą. Co sił biła ogonem w jego dziobie, lecz nie mogła się uwolnić. Kormoran ściskał ją tak mocno, że prawie uszło z niej życie. Poza tym, nie mogła żyć długo bez wody. Pomyślała: Lepiej, gdyby mnie połknął. W jego brzuchu jest wilgotno, mogłabym pożyć jeszcze kilka minut. Po czym powiedziała:

- Czemu nie chcesz mnie połknąć? Gdy umrę, stanę się trująca.

Kormoran pomyślał: Ty gagatku! Chcesz mnie podpuścić, abym otworzył dziób.

W oddali ukazał się ląd i z każdą chwilą był coraz bliżej. Czarna rybka wiedziała, że jeśli tam dotrą, będzie po niej. Powiedziala:

- Zanim dotrzesz do gniazda umrę i stanę się trująca. Miej litość nad swoimi dziećmi!

Ptak pomyślał: Ostrożności nigdy za wiele! Sam ją połknę, a dla dzieci upoluję inną rybę. Ale może ona chce mnie nabrać? Nie, nie ma dla niej ucieczki!

Nagle poczuł, że rybka się nie rusza. Pomyślał: Czyżby umarła? Jeśli tak, to i ja nie mogę jej zjeść. Straciłem taką dobrą rybę!

Zawołał:

- Hej, maleńka!...

Chciał spytać, czy jeszcze żyje, lecz nie zdążył. Jak tylko otworzył dziób, rybka wyskoczyła z niego. Zrozumiał, że dał się nabrać i ruszył za nią w pogoń. Czarna rybka spadała do morza. Prawie straciła przytomność, suchy pyszczek wystawiała na wilgotny morski wiatr. Ale zanim wpadła do wody, złapał ją kormoran i połknął. Wokół było wilgotno, ciemno, ciasno, usłyszała jakiś płacz. Zobaczyła malutką rybkę, która siedziała skulona w kącie, płakała i chciała do mamy.

Podpłynęła do niej i powiedziała:

- Wstawaj mała! Zamiast płakać, pomyśl, jak się stąd wydostać. Po co wołasz mamę? Ona ci tu nie pomoże.

- Kim jesteś? Nie widzisz, że... umieram? Buu...! Mamo!... Już ani razu nie pociągnę z tobą sieci rybaka na dno morza... Buu...!

- Przestań się mazgaić! Wstyd rybom przynosisz! Chcę zabić kormorana i uwolnić od niego ryby, lecz najpierw muszę uwolnić ciebie, abyś mi w tym nie przeszkodziła.

- Jak chcesz go zabić, skoro sama właśnie umierasz?

Czarna rybka pokazała jej sztylet i wyjaśniła:

- Rozetnę mu brzuch, a teraz słuchaj uważnie! Połaskoczę kormorana. Gdy zacznie się śmiać, otworzy dziób. Wtedy wyskoczysz i uciekniesz.

- A co z tobą?

- O mnie się nie martw. Nie ruszę się stąd, póki nie zabiję tego drania - odparła czarna rybka. Po czym zaczęła się wiercić i łaskotać rybołowa.

Gdy ptak zaczął się śmiać, malutka rybka wyskoczyła przez otwarty dziób i spadła do wody. Nagle usłyszała głośny krzyk i zobaczyła, jak kormoran spada w dół bijąc rozpaczliwie skrzydłami. Po chwili spadł z pluskiem do wody, w której szamotał się przez chwilę, aż w końcu zamarł. Po małej czarnej rybce nie było jednak śladu i nadal nie ma o niej wieści...

Farszid Mesqali, Ilustracja do bajki Stara ryba skończyła swoją opowieść, po czym powiedziała do dwunastu tysięcy swoich dzieci i wnucząt:

- Już późno. Pora spać, dzieci.

- A co stało się z tą malutką rybką, babciu? - dopytywały się rybki.

- O tym opowiem wam jutro. Teraz już pora spać. Dobranoc.

- Dobranoc - odparło jedenaście tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć małych rybek i poszło spać. Babcia-ryba również usnęła i tylko jedna mała czerwona rybka nie mogła zasnąć i całą noc myślała o morzu...

tłum. albert kwiatkowski

* Małą czarną rybkę napisał Samad Behrangi pod koniec lat sześśdziesiątych XX-tego wieku, zaraz potem utonął w granicznej rzece Araks. Wielu uważa, że został utopiony, a przyczyną tego była właśnie bajka o małej czarnej rybce, w której powszechnie doszukiwano się aluzji do ówczesnej społeczno-politycznej sytuacji panującej w Iranie.
Samad Behrangi był nauczycielem, zbierał i publikował azerskie bajki, pisał opowiadania. Gdy zginął miał niespełna trzydzieści lat.

źródło: Samad Behrangi, Mahi sijah-e kuczulu, ilustrował Farszid Mesqali, Enteszarat-e Kanun, Teheran.