Dziadek ze śniegu

Tego roku zima była sroga. Zmroziła drzewa, zabierając im zieleń, a ich gałęzie, niczym rogi antylop, uschły i zbrązowiały. Nie było już ani kwiatów, ani zieleni, ani bazylii, ani rumianku, ani mięty. Także strumyk zmęczył się ciągłym byciem w drodze i zamarzł. Wszystko było białe, bez wyjątku: góry, step, pustynia. Niebo stało się młynem, lecz zamiast mąki, sypało wszędzie śniegiem.

Alain Bailhache, Ilustracja do bajkiByły zimowe ferie i pewnego popołudnia, Kazem i Kawe, Mariam i Maniże, Hamid i Hamed, Sara i Susan poszli odwiedzić dziadka. Chciały porzucać się śnieżkami na dziedzińcu szkoły, tam właśnie stał dom dziadka.

Dziadek zobaczywszy dzieci, ucałował każde z osobna, ponieważ kochał je wszystkie. Dzieci też go uściskały gładząc jego białe jak śnieg włosy. Poprosiły go, aby pozwolił im pobawić się śniegiem na dziedzińcu szkoły. Gdy poszły tam, Kawe rzekł:

- Czemu nie ulepimy bałwana zamiast rzucać się śnieżkami?

Wszystkie zgodziły się, uznając to za bardzo dobry pomysł. Hamed pobiegł po szuflę, Kazem przyniósł łopatę, a Kawe miotłę. Każde z dzieci przyniosło to, co mu mu wpadło w ręce. Najpierw szuflą zgarnęły śnieg na środek dziedzińca, potem łopatą ubiły go, aż stał się twardy.

Kawały ubitego śniegu układały jeden na drugim i bałwan rósł coraz wyżej i wyżej. Dzieci cieszyły się, że bawią się, a zarazem coś tworzą. Z tej radości zaczęły mówić do siebie wierszem.

- Lepcie szyję, dziewczyny! - krzyknął jeden z chłopców.

Dziewczęta jednak zajęte były rękami bałwana i dlatego za szyję zabrał się Kawe. To rozśmieszyło wszystkie dzieci.

Gdy bałwan był prawie skończony i brakowało mu już tylko oczu, uszu i nosa, jedno z dzieci krzyknęło:

- Oczy zróbmy z węgielków!

Dzieci pobiegły i przyniosły dwa duże węgielki, które wetknęły tam, gdzie bałwan powinien mieć oczy.

- Uszy zróbmy ze skórki pomarańczy - zaproponował Kawe

Pobiegł po nią natychmiast, lecz w domu przypomniał sobie, że musi jeszcze przynieść marchewkę, aby zrobić z niej bałwanowi nos.

Alain Bailhache, Ilustracja do bajkiUlepiwszy bałwana, dzieci cieszyły się, że same potrafiły wykonać taką pracę. Radość ich była jeszcze większa, gdy zobaczyły, że bałwan przypomina ich dziadka, którego tak bardzo kochały. Tylko czapki mu brakowało. Wtedy jedno z dzieci przyniosło z domu pustą doniczkę i włożyło bałwanowi na głowę, aby ten jeszcze bardziej przypominał ich dziadka.

Dzieci nazwały go "dziadkiem ze śniegu". Następnie wzięły się za ręce i śmiejąc się, tańczyły wokół bałwana. Wszystkie zaczęły śpiewać:

Dziadku ze śniegu! Dziadku ze śniegu!
Powiedz coś do nas dziadku ze śniegu!

Dzieci robiły tyle hałasu, że ich dziadek wyszedł z domu zobaczyć, co się stało. Zobaczywszy bałwana, uśmiechnął się. Bałwan był do niego bardzo podobny, tylko nie potrafił chodzić i mówić. Dziadek podszedł do dzieci, stanął naprzeciw dziadka ze śniegu i powiedział:

- Brawo dzieci! Zuchy z was, w ogóle nie bałyście się mrozu. Teraz, gdy już mnie ulepiłyście, znajdźcie dla mnie też jakieś zajęcie. Nie mogę zostać bez pracy, a wszystko potrafię zrobić. Dajcie mi hebel, a będę stolarzem; dajcie siekierę, a drzewa narąbię; dajcie materiał, a krawcem zostanę; dajcie mi pióro, a książkę napiszę."

Dzieci zrozumiały, że dziadek ze śniegu prawdę mówi. Wyglądał jak dziadek, więc musiał też wszystko potrafić. Jedno z nich zawołało:

- Dziadku ze śniegu! Jeśli możesz, zostań piekarzem i chleba upiecz.

- Piec chleb też potrafię. Szkoda, że ten wszystek śnieg nie jest mąką, gdyż wtedy napiekłbym tyle chleba, aby dla każdego starczyło i nikt już nie był głodny. Z nieba, niestety, nie pada mąka, lecz śnieg. - powiedział dziadek ze śniegu.

- Jeśli potrafisz, upiecz chleb. Prosimy.

- Dobrze, upiekę, lecz dzisiaj jest już późno. Przyjdźcie jutro rano.

Gdy dzieci wróciły do domu, były tak bardzo zmęczone, że usnęły zaraz po kolacji. Tyle jednak myślały o dziadku ze śniegu, że ten przyśnił im się w nocy.

Alain Bailhache, Ilustracja do bajki Widziały wielką piekarnię z rozgrzanym piecem, a wokół niej ludzi. Tak wielu ludzi - kobiet, mężczyzn i dzieci - czekało na chleb, że z braku miejsca nikt nawet ręką nie mógł poruszyć. Dziadek ze śniegu stał przy piecu. Podwinął rękawy i z wielkiej dzieży brał po kawałku ciasta, rozgniatał na desce i wkładał do pieca. Zanim zdążył przygotować nową porcję ciasta, chleb był już gotowy. Swoimi białymi rękami wyjmował go wtedy z pieca i dawał ludziom.* Ci zaś podchodzili, brali chleb i odchodzili. Ilekroć jednak dziadek ze śniegu wkładał rękę do pieca, ta roztapiała się trochę i stawała się coraz mniejsza i mniejsza. Z każdym wyjętym z pieca chlebem dziadek coraz bardziej kurczył się, aż w końcu ogień roztopił go zupełnie.

Rano dzieci były markotne, ponieważ pamiętały swój sen. Wspólnie postanowiły:

- Chodźmy zobaczyć, co robi dziadek ze śniegu.

Gdy weszły na dziedziniec szkoły, zobaczyły, że słońce roztopiło dziadka ze śniegu, a jego czapka-doniczka, drewniane ręce i oczy-węgielki leżały, każde osobno, na ziemi.

Dzieci posmutniały widząc, że dziadek ze śniegu się roztopił, lecz ucieszyły się, gdy nagle zobaczyły przed sobą swojego dziadka. Dziadek nie był przecież dziadkiem ze śniegu, którego ogień czy słońce mogłyby roztopić. Poza tym, nawet jeśli człowiek umrze, pamięć o nim i o tym, co zrobił dla innych, nigdy nie zginie. Zawsze ludzie będą go wspominać tak, jakby wciąż żył.

Dzieci wspominając dziadka ze śniegu zaśpiewały:

Alain Bailhache, Ilustracja do bajkiTwoja głowa znikła, lecz czapka wciąż jest z nami,
dziadku ze śniegu, dziadku ze śniegu!
Twe serce się stopiło, lecz dusza wciąż jest z nami,
dziadku ze śniegu, dziadku ze śniegu!
Nie ma cię, lecz pamiętamy, że kiedyś byłeś z nami,
dziadku ze śniegu, dziadku ze śniegu!

Słysząc to dziadek zaśmiał się, pokiwał głową i zaśpiewał razem z dziećmi:

Dziadku ze śniegu, dziadku ze śniegu!

tłum. albert kwiatkowski

* W Iranie pieczenie chleba jak i sam chleb wyglądają inaczej niż u nas. Najbardziej powszechny jest tam cieniutki jak naleśnik chleb o nieregularnym kształcie. Piekarz przylepia własnoręcznie ciasto na chleb do wewnętrznych ścian glinianego pieca, zwanego tanurem, na dole którego pali się ogień. Używa do tego celu specjalnej rękawicy, aby nie poparzyć sobie ręki. Po kilkudziesięciu sekundach chleb jest już gotowy i trzeba go szybko wyjąć, aby się nie spalił.

źródło: Dżabbar Baqczeban, Baba barfi, ilustrował Alain Bailache, Enteszarat-e Kanun, Teheran 1386.