Niebieskooki chłopiec

Na podwórku u sąsiadów zapiał kogut. Chłopiec jeszcze zaspany przekręcił się w łóżku na drugi bok. Przez okno wpadał do pokoju chłód poranka. Niebo było niebieskie i błyszczały na nim niebieskie gwiazdy.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajki Chłopiec podciągnął kołdrę pod brodę. Ciepło łóżka usypiało go, gdy nagle w ogrodzie rozległo się pianie koguta. Wstał. Chciał, jak najszybciej przywitać się z Niebieskim Ogonem. Przed kilkoma dniami na bazarze zobaczył koguta, którego tak bardzo polubił, że ojciec kupił mu go. Nazwał go: Niebieski Ogon. Teraz ilekroć ptak słyszał, jak chłopiec woła tym imieniem, przybiegał do niego i jadł mu z ręki ziarno.

Chłopiec wyszedł na taras. Na niebie pojawiła się jasnoniebieska smuga. Gałęzie drzew były coraz lepiej widoczne. Zza muru usłyszał krzyki Ahmada, który prowadził zwierzęta na pastwisko. Słyszał szczekanie psów i beczenie owiec, widział kurz, jaki wzbijało przechodzące stado. Niebieski Ogon zapiał ponownie.

Chłopiec zszedł ze schodów i poszedł nad strumyk, który przepływał przez dziedziniec domu.* Czysta, zimna woda płynęła z kanału, który znajdował się w górze wioski i mijała trzy domy, zanim dotarła na dziedziniec. Dzieci, które wstały skoro świt, siedziały nad strumykiem - myły ręce i twarze. Hasan, Banafsze, Pupak i Rejhan* przeglądały się w płynącej wodzie.

Nabrał w rękę wody i przemył twarz. Woda była zimna. Z dna strumyka podniósł kamyk. Podobały mu się niebieskie wzory i linie, jakie na nim biegły.

W strumyku pojawiła się niebieska rybka. Płynęła szybko, kryjąc się co chwila wśród mchu, który porastał brzegi. Chłopiec poszedł za nią. Rybka znikła pod otaczającym dziedziniec domu murem, w otworze, którym strumyk wpływał do ogrodu Banafsze.

Chłopiec szedł wśród drzew. Na ich pniach czuć było jeszcze chłód nocy. Zatrzymał się przy krzewie granatu. Małe owoce gęsto obrastały jego gałęzie. Zerwał granat, który wisiał tuż przy jego twarzy i przełamał go. Jego niebieskie pestki były kwaśne i niedojrzałe. Nie powinien był go jeszcze zrywać.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajkiPodszedł do budki, w której mieszkał kogut i otworzył jej drzwiczki. Niebieski Ogon wyszedł ze środka. Wyciągnął szyję i strosząc pióra, zapiał na znak, że poznał chłopca. Ten pogłaskał jego niebieski grzebień i wziął go na ręce. Miękkie pióra koguta pachniały jeszcze sianem i ciepłem jego mieszkania. Pocałował go i zaniósł nad strumyk. Ptak pił wodę, a po każdym łyku podnosił do góry głowę.

Gdy wszedł na taras, usłyszał, jak jego rodzice rozmawiali o nim z Golbadżi. Stanął przy za drzwiami i słuchał.

- Widzi na niebiesko - rzekł ojciec.

- Ale widzi? - spytała Golbadżi.

- Jasne, że widzi - odpowiedział ojciec - ale co to za widzenie, gdy wszystko widzi na niebiesko.

- Wszystko widzi na niebiesko? - spytała Golbadżi.

- Wszystko - odparła matka. - Niebo, ziemię, drzewa, koguta...

- Jak żyję nie widziałam czegoś takiego - rzekła Golbadżi.

- Gdy Niebieskooki się urodził - wyjaśniła matka - jego oczy były jak błękitne kule. Całe jasnoniebieskie. Nigdy przedtem nie widziałam tak czystych oczu. Gdy je zobaczyłam, pomyślałam, że świat widziany zza nich musi być piękny i wart oglądania. Ale on również mnie i swojego ojca widzi na niebiesko. Wszystko, co jest na świecie ma kolor jego oczu. Kłosy pszenicy są niebieskie, jego przyjaciele są niebiescy. Gdy ktoś to słyszy, nie wierzy i śmieje się z nas.

- Trzeba go więc wyleczyć - rzekła Golbadżi.

- Pojechaliśmy z nim raz do miasta. - powiedział ojciec - Lekarz mówił, że to bardzo dziwne, ale niegroźne i niech sobie widzi na niebiesko, przecież nikomu nie wyrządza tym krzywdy. Ja jednak rzekłem: Panie doktorze. Wstyd nam przynosi w wiosce. Ludzie wciąż gadają, że jest chory i coś z nim nie tak. Gdyby był zdrowy, nie widziałby wszystkiego na niebiesko. Lekarz odparł, że dziecko nie jest niczemu winne, że jego oczy już takie są, a potem powiedział coś, czego nie zrozumieliśmy. Lekarz był stary, bardzo uczony. Straciliśmy nadzieję i wróciliśmy do domu.

- Mam już sześćdziesiąt lat, a jeszcze nie słyszałam o czymś takim. - rzekła Golbadżi.

Niebieskooki otworzył drzwi, wszedł do domu i przywitał się. Niebieskie głowy obróciły się w jego stronę i patrzyły na niego.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajkiGdy jadł śniadanie Golbadżi spytała:

- Chcesz mój drogi mieć zdrowe oczy?

- A czy z nimi jest źle?

- Źle, oj źle, ale może być dobrze.

- Z tarasu domu potrafię dostrzec wróbla, który siedzi wśród gałęzi po drugiej stronie ogrodu. Widzę te wszystkie gwiazdy, których nie mogą zobaczyć inne dzieci. Gdy stanę na środku wioski bez trudu policzę belki podpierające ganek domu sołtysa. W ciemnościach kanału, którym płynie woda, widzę małe rybki.

- Jakiego koloru są te rybki? - zapytała Golbadżi.

- Niebieskie - odparł.

- A jaki kolor ma woda?

- Jasnoniebieski.

- A jakiego koloru jest ciemność kanału?

- Ciemnoniebieska.

- W takim razie powiedz, jaki kolor ma słońce?

- Jest jaśniejsze od wody.

- A nas też widzisz na niebiesko?

- A czy świat nie jest niebieski? - odpowiedział pytaniem chłopiec.

- Musimy zabrać go do Baba Zakariji - kobieta zwróciła się do ojca chłopca.

- Słyszałam, że Baba Zakarija czyni cuda - dodała matka.

- Aż z innych wiosek ludzie przychodzą do niego - wyjaśniła Golbadżi. - Jak to możliwe, że jeszcze u niego nie byliście ze swoim synem?

- Może to i dobra rada - powiedział ojciec.

- Jutro pojedziemy tam razem - rzekła Golbadżi.

Gdy wjechali na górę Palangan, zobaczyli Szamse Kalaje - wioskę, w której mieszkał Baba Zakarja. Golbadżi, jadąc przodem, wskazała na dolinę, w której płynęła bystra rzeka i rzekła:

- Tego roku ziemia nam obrodziła.

- Mieliśmy dużo deszczu - odparł ojciec.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajkiNiebieskooki jechał na jednym ośle razem ze swoją mamą. Słońce świeciło tak mocno, że po czole spływały mu krople potu. Ukrył się w cieniu mamy, która, siedząc z tyłu, pochylała się nad nim. Pomyślał: "Szkoda, że nie zabrałem ze sobą koguta."

Było południe, gdy dotarli do Szmse Kalaje. Udali się do domu Golbadżi, gdzie wypili duq* i zjedli chleb z serem. Ojciec położył się, a matka i Golbadżi usiadły w cieniu na tarasie - zaczęły płukać ryż i koper na kolacje.*

Niebieskooki wstał, aby pospacerować po uliczkach wioski.

- Nie odchodź daleko. Gdy ojciec się obudzi, pójdziemy do Baba Zakarji. - przypomniała matka.

- Nie chcę do niego iść - odparł chłopiec. Po czym otworzył drzwi i wyszedł. Szedł piaszczystymi, pustymi uliczkami, aż dotarł na skraj wioski. Płynęła tam rzeka, którą widział z góry.

Rzeka była szeroka, rwąca i głośna. Jej fale przeskakiwały nad wielkimi kamieniami i ginęły w dali. Chłopiec pragnął ruszyć w podróż razem z nimi. Wstał i pobiegł kilka kroków brzegiem rzeki. Czy potrafiłby płynąć w takiej rzece? Jej nurt był wzburzony i na pewno porwałby go ze sobą. Wziął kamień i rzucił. Chciał trafić w drugi brzeg, lecz kamień spadł na środek rzeki. Rzucił drugi, a po nim następne, lecz żaden nie doleciał na przeciwległy brzeg. Chłopiec zmęczył się i przystanął.

Wśród szumu wody usłyszał, jak go wołają. Zobaczył rodziców, którzy razem z Golbadżi szli w jego stronę. Wiedział, że chcą go zabrać do Baba Zakarji. Zaczął uciekać brzegiem rzeki. Jego ojciec i kobiety gonili go. Słyszał coraz bliżej ich kroki. Gdy w końcu go otoczyli i chcieli złapać, wskoczył do wody. Rzeka porwała mu sandały. Mokry i bosy uciekał dalej, lecz jego rodzice siłą wyciągnęli go z wody. Gorący piach parzył mu stopy, a ciernie je kłuły.

- Co to miało znaczyć? - spytał ojciec - O mały włos, a rzeka by cię porwała.

- Nie chcę iść do Baba Zakariji - odparł chłopiec.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajki- Nie będzie bolało synku. Zapuści ci lekarstwo i będziesz już widział świat takim, jaki jest, jakim my go widzimy.

Strach ścisnął chłopcu gardło. Słyszał, jak ojciec mówi:

- Nie stanie ci się żadna krzywda. Zadajemy sobie ten cały trud dla twojego dobra.

Dotarli na główny plac wioski, gdzie było już pełno ludzi, którzy czekali, aby z bliska zobaczyć Niebieskookiego. Ten coś powiedział, tamten coś dodał, inny o coś zapytał, lecz chłopiec niczego nie widział i niczego nie słyszał. Oczy miał pełne łez, a w uszach słyszał wciąż szum rzeki. Weszli w ciemną uliczkę.

- Jesteśmy na miejscu - rzekła Golbadżi.

Chłopiec wyrywał się i nie chciał iść dalej.

- Nie ma się czego bać, synku - powiedział ojciec, po czym puścił jego rękę.

Niebieskooki płacząc, widział ludzi, którzy stali wokół niego. Chciał uciekać, lecz nie wiedział dokąd. Ojciec wziął go w ramiona, wielkimi dłońmi wytarł mu łzy i przeszli przez korytarz domu Baba Zakariji. Chłopiec zatrzymał się przed drzwiami. Pokój przesłoniła mu niebieska mgła.

Jakiś mężczyzna o niebieskiej twarzy, na której rosła niebieska broda podniósł głowę i rzekł:

- Bóg da, że wszystko będzie dobrze.

- Maszhadi* Baba - rzekł ojciec. - Przyprowadziłem syna. Ma chore oczy.

- Wola Boga. Zabierzcie go na taras, na słońce - polecił mężczyzna.

Serce chłopca przepełniał smutek. Baba Zakarija pytał go o coś, lecz on niczego nie słyszał. Jego słów też nikt nie słyszał.

- Zapuszczę mu krople - oznajmił mężczyzna - ale wpierw go połóżcie.

Zrobili tak, jak kazał. Pod głowę podłożyli chłopcu zwinięty filcowy dywanik. Baba Zakarija krzyknął:

- Dżafar! Przynieś czerwone lekarstwo.

Ojciec i Golbadżi przytrzymywali chłopca za ręce. Gdy Dżafar przyniósł lekarstwo, Baba Zakarija rzekł:

- Jeśli ono nie pomoże, będę musiał posmarować mu oczy sormą.*

Matka siłą rozchyliła chłopcu powieki i trzymała je, by ich nie zamknął, a Baba Zakarija wpuścił mu do oczu kilka czerwonych kropli. Szczypały tak, że chłopiec zacisnął mocno powieki.

Wszystko pociemniało mu i zawirowało w oczach. Czuł, że lekarstwo zmywa cały ich błękit.

- Już dobrze. Otwórz oczy - rzekł Baba Zakarija.

Farszid Mesqali, ilustracja do bajkiChłopiec otworzył oczy. Wokół niego stały bezbarwne cienie. W górze wisiało czarne słońce, a czarne drzewa zginał wiatr. Baba Zakarija wyglądał jak stary cień, czarny od stóp do głów.

- No i jak teraz widzisz? - zapytał.

Chłopiec nic nie odrzekł. Myślał o kogucie z niebieskim ogonem. Jeśli Niebieski Ogon by się o tym dowiedział...

- Jak mnie widzisz? - ponownie spytał Baba Zakarija.

Chłopiec nie patrząc na niego, odparł ze łzami w oczach:

- Czy tego chcieliście?

- Gdybym wiedział, że to są te cuda - rzekł ojciec - nie przyprowadzałbym cię tu. Przemyj oczy, synu. Może kiedyś znajdzie się lekarstwo, abyś widział kolory, wszystkie kolory.

Chłopiec nic nie odrzekł i posłusznie poszedł w kierunku strumienia.

tłum. albert kwiatkowski

strumyk, który przepływał przez dziedziniec domu - w Iranie, a także w innych krajach muzułmańskich, domy ogrodzone są ze wszystkich stron wysokim murem. Przed domem znajduje się dziedziniec, gdzie często rosną drzewa i krzewy, przez który czasem przepływa strumyk.

Hasan, Banafsze, Pupak i Rejhan - imiona dzieci. Banafsze znaczy "fiołek", a rejhan to "bazylia".

w oryginale szujad polou - danie, które przygotowuje się z ryżu, oleju i kopru.

duq - chłodny napój przygotowywany z naturalnego jogurtu, wody, soli i suszonej mięty.

Maszhadi Baba - Maszhad to jedno ze świętych miast Iranu. Znajduje się tam mauzoleum imama Rezy, które jest celem pielgrzymek. Tego, kto odbył taką pielgrzymkę można tytułować "maszhadi".

sorma - środek używany do czernienia powiek i brwi.

źródło: Dżawad Modżabi, Pesarak-e czeszmabi, ilustrował Farszid Mesqali, Enteszarate Kanun, Teheran.