Padyszach i jego wezyr

Dawno, dawno temu żył sobie padyszach, który nie miał dzieci. Jego wezyr również był bezdzietny.

Pewnego dnia do bramy zamku zastukał malang*. Odźwierny spytał: "Co cię tu sprowadza"

"Powiedz swojemu panu, że przyszedł malang!" - usłyszał.

Kiedy władca przyszedł, żebrak dał mu swoją laskę i wyjaśnił: "Uderz nią w swój zamek, a wyrośnie młode drzewko. Po czym uderz nią w ziemię, a drzewko urośnie. Gdy uderzysz trzeci raz, wypuści liście, a za czwartym obsypie się kwieciem. Za piątym razem pojawią się na nim jabłka. Kiedy uderzysz szósty raz, owoce dojrzeją."

Padyszach posłuchał tych rad i wszystko stało się tak, jak powiedział nieznajomy. Kiedy na drzewie pojawiły się dwa jabłka, słudzy zerwali je i zanieśli malangowi. Ten rozkazał: "Przepołówcie te jabłka! Połówki jednego dajcie wezyrowi i jego żonie, a połówki drugiego parze królewskiej. Niech każde z nich zje po jednej cząstce."

Gdy obie pary zrobiły tak, jak kazał malang, kobiety zaszły w ciążę i po pewnym czasie przyszło na świat dwóch chłopców. Dorastali oni razem w jednej izbie, która znajdowała się w piwnicach zamku. Tam się uczyli. Pewnego razu przez dziurę w ścianie weszło do ich izby słońce. Chłopcy wykrzyknęli: "Gość przyszedł do naszego domu! Gość przyszedł do nas!"

Po tym wydarzeniu, niania wyprowadziła ich z podziemi i pokazała im wszystkie pomieszczenia w zamku. Po czym wskazała na niebo i powiedziała: "To jest słońce! To jest księżyc!" Krótko mówiąc pokazała im wszystko, co jest na świecie.

Gdy chłopcy podrośli, wzięli prowiant, wsiedli na piękne i szybkie konie, które padyszach rozkazał dla nich przygotować, i pojechali na polowanie. Mijały dni, a oni nie wracali.

Pewien stary malang wyszedł jednej nocy z domu i widząc trzynocny księżyc, rzekł do siebie: "Teraz już nie mogę opuszczać domu."

Napełnił wodą dzbany, kupił chleba, dwa duże melony i udał się do jaskini w górach, gdzie miał pozostać do końca miesiąca.

Minęło kilka dni. Padyszach wysłał służących, aby odnaleźli chłopców. W tym czasie malang mieszkał w jaskini, z której wychodził tylko za potrzebą. Ilekroć kończył jeść arbuza, wbijał w niego nóż i przykrywał chustką.

Służący padyszacha przeszukiwali całe królestwo i zobaczyli w górach jakąś szczelinę. Kiedy podjechali bliżej okazało się, że jest to jaskinia. Weszli do niej i widząc malanga, zapytali: "Nie widziałeś dwóch chłopców?"

"Nie!" - odparł.

Służący padyszacha zobaczyli w kącie jaskini przykrytego chustką arbuza.

"Co to jest?" - zapytali.

"Arbuz!" - odparł malang.

Nie uwierzyli mu jednak i zabrali go razem z arbuzem do zamku padyszacha.

"To nie arbuz tylko głowa jednego zaginionych dzieci! Co zrobiłeś z ich ciałami?" - chcieli wiedzieć.

Malang powtarzał, że to arbuz, ale nikt nie wierzył jego słowom. Wzięli go na tortury, aby przyznał się, że zabił chłopców i powiedział, co zrobił z ich ciałami. W końcu wtrącili go do lochu. Po długim czasie chłopcy wrócili. Malang, który widział trzynocny księżyc, widział to, co widział i mówił prawdę. Zdjęto więc z niego więzy i puszczono wolno.

Bóg spełnił ich pragnienia, spełni też nasze i wasze.

tłum. albert kwiatkowski

malang - malangowie to wędrowni, święci ekstatycy, którzy nie są (w przeciwieństwie do sufich, derwiszów) związani z żadnym bractwem. Wyróżniają się swym strojem i zachowaniem. Wędrują lecząc chorych oraz świadcząc ludziom inne przysługi. Wykorzystują do tego swoje niezwykłe umiejętności.

źródło: Rouszan Rahmani, Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 147-149.