Radżmane Chaki

Dawno, dawno temu żył sobie pewien handlarz. Miał córkę jedynaczkę i wciąż gdzieś wyjeżdżał w interesach. Razu jednego, gdy jechał przez pustynię, zobaczył worek. Podjechał bliżej i usłyszał głos: "Jeśli mnie weźmiesz, zhańbisz się, jeśli mnie nie weźmiesz, zaczną tobą gardzić".

"Jeśli nie wezmę worka, będą mną gardzić, więc muszę go wziąć" - pomyślał handlarz i postanowił: "Ukryję worek w bezpiecznym miejscu. Co za hańba może mnie spotkać?"

Jak tylko wrócił do domu, schował znalezisko w pewnej izbie, po czym zamknął ją, a klucz stale miał przy sobie.

Zwróciło to uwagę jego bystrej córki. "Co jest w tej izbie, że ojciec tak pilnuje, aby nikt do niej nie wszedł?" - zastanawiała się i w końcu postanowiła tam wejść.

Pewnego dnia ukradła ojcu klucz i weszła do izby, lecz niczego niezwykłego tam nie było. Gdy wychodziła, zobaczyła, że pod sufitem wisi jakiś worek. Zniosła go na dół, otworzyła i pomyślała: "Mój ojciec musiał oszaleć, piach znosi do domu." Dotknęła go językiem: smakował jak zwykły piach.

Minęło kilka dni i handlarz znów udał się w podróż. Gdy po ośmiu miesiącach wracał, jego przyjaciele i bliscy wyszli mu na spotkanie. Wypytali go o zdrowie, wymienili grzeczności, potem rzekli: "Bądź błogosławiony, gdyż twoja córka jest w ciąży i wkrótce zostaniesz dziadkiem."

Handlarz wzdrygnął się i rozkazał: "Zabijcie ją, a jej krew zbierzcie do czary i przynieście mi do wypicia".

Ludzie jednak zabili gołębia i jego krew przynieśli handlarzowi. Dziewczyna poszła ukryć się u sąsiada, lecz po kilku dniach, gdy jej ojciec nieco ochłonął, wróciła do domu. Handlarz, zobaczywszy córkę, zaczął ją bić. Ona, która przecież nie zgrzeszyła i miała czyste sumienie, płakała i prosiła: "Ojcze nie bij mnie! Powiem ci, co się stało!"

Po czym opowiedziała mu o wszystkim i przysięgała, że nie zrobiła niczego, co by mogło okryć ich hańbą.

"Jeśli popełniłam bezbożny czyn, wyjdzie to na jaw" - mówiła i każdego dnia modliła się: "Boże! Uwolnij mnie od wstydu! Wiesz przecież, że nie zeszłam z prawej drogi. Boże pomóż mi!"

Kiedy zbliżał się moment rozwiązania, dziewczyna zachorowała. "Zwołaj ludzi, którzy oczerniali moje imię, a przekonają się, że nie popełniłam żadnego nieprawego czynu" - poprosiła ojca.

Gdy mężczyźni i kobiety zebrali się, dziewczyna przyszła i usiadła między nimi. Po kilku minutach odbiło się jej raz i drugi, a za trzecim razem wyskoczył z jej ust piękny chłopiec i od razu zaczął płakać.

"Patrzcie ludzie! - rzekła - Bóg mi dopomógł i nie muszę się wstydzić, ponieważ nigdy nie uczyniłam niczego zdrożnego."

Wszyscy obecni zrozumieli, jak bardzo się mylili. Handlarz także uwierzył córce i zrozumiał, że malec zrodził się z piachu.

Kiedy chłopiec podrósł, nazwali go Radżmane Chaki, ale wszystkie dzieci, czy to w mieście czy na bazarze, wołały na niego: "sierota". On jednak nie rozumiał tego przezwiska, gdyż matka i dziadek powtarzali mu, że jego ojciec wyjechał. Czasem pytał ich: "Dlaczego mój tata nie wraca?"

Minęły lata. Pewnego dnia kobieta upiekła chleb i kiedy podawała synowi, ten chwycił ją mocno za ręce i rzekł: "Mów zaraz, kto jest moim ojcem. Inaczej cię nie puszczę."

I w ten to sposób kobieta musiała opowiedzieć mu wszystko, od początku do końca.

tłum. albert kwiatkowski

źródło: Rouszan Rahmani, Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 155-157.