O szachu Abbasie i trzech derwiszach

Derwisze, Luigi Brocktorff, poł. XIX wiekuPewnej nocy, kiedy szach Abbas wędrował zaułkami na obrzeżach miasta w przebraniu derwisza, zobaczył trzech mężczyzn rozmawiających w zniszczonym budynku.

- Bismillah!* - powiedział szach i zapukał do drzwi rudery. Jeden z mężczyzn, którzy byli derwiszami, przywitał gościa słowami:

- Witaj mistrzu!

Derwisz zaprosił szacha do środka, zapytał o zdrowie, a kiedy przysiedli się do jego towarzyszy, powiedział do nich:

- Gdy po południu przechodziłem koło królewskiej kuchni, kucharze napełnili mój kaszkul* pilawem. Zaraz zjemy go razem.

Szach Abbas spytał derwiszów, w jaki sposób zarabialiby na życie, gdyby któregoś dnia przestali żebrać. Pierwszy z nich rzekł:

- Ja znam zaklęcie, które otwiera bramy skarbca szacha Abbasa.

Drugi rzekł:

- Ja rozpoznam w dzień każdego, kogo widziałem w nocy.

Trzeci powiedział:

- Ja znam język psów.

Gdy o to samo spytali przebranego za derwisza szacha, ten odparł:

- Jeśli dotknę lewego wąsa, świat stanie się dla moich towarzyszy piękny jak ogród. Kiedy dotknę prawego, mogę obrócić ich świat w ruinę.

Derwisze powiedzieli:

- Chodźmy dziś w nocy do skarbca szacha Abbasa, by się trochę obłowić.

Wkrótce ruszyli w drogę. Przed pałacem, zobaczyli dwa psy, które strzegły dostępu do skarbów. Kiedy podeszli bliżej, jeden z psów zaczął szczekać. Po chwili zawtórował mu drugi, ale szybko ucichł. Spytali derwisza, który znał psi język, co powiedziały zwierzęta. Derwisz wytłumaczył im:

- Pierwszy pies krzyczał: Złodzieje, złodzieje! Drugi zaś rzekł: To nic, pan jest z nimi.

Gdy stanęli przed skarbcem, jeden z derwiszów wypowiedział zaklęcie i dotknął bramy, a ta otworzyła się. Derwisze nabrali tyle skarbów, ile chcieli i opuścili skarbiec. Po powrocie do rudery podzielili się łupem. Szach Abbas wziął swoją część, po czym pożegnał się i odszedł.

O świcie władca wrócił do pałacu. Jeszcze nie zdążył zasiąść na tronie, gdy dotarła do niego wieść o nocnej kradzieży. Kilku dworzan ruszyło na poszukiwanie złodziei. Zaglądali do każdego zakamarka, ale po rabusiach ślad zaginął. Szach Abbas, widząc nieporadność poddanych, rozgniewał się i rozkazał im szukać w ruinach na obrzeżach miasta.

Dworzanie ruszyli we wskazanym kierunku. W pewnej ruderze znaleźli trzech derwiszów, złapali ich i przyprowadzili do pałacu. Wkrótce derwisze stanęli przed obliczem władcy. Ten z nich, który chwalił się, że nie zapomina żadnego widzianego wcześniej człowieka, rozpoznał szacha. Podszedł do niego i powiedział:

- Mistrzu, dotknij lewego wąsa, aby świat stał się dla nas tak piękny jak ogród.

Słysząc to, szach roześmiał się i rzekł, że wybaczy derwiszom ich postępek i pozwoli zatrzymać wszystkie kosztowności, które wynieśli ze skarbca pod warunkiem, że nigdy więcej nie będą kraść ani żebrać. Derwisze przystali na to. Przed odejściem ucałowali ziemię i odtąd nigdy więcej nie kradli już ani nie żebrali.

tłum. Joanna Hrehoruk

Bismillah - dosł. "W imię Boga". Początek inwokacji otwierającej każdą (prócz pierwszej) surę Koranu. Zwrotem tym pobożny muzułmanin rozpoczyna każdą czynność.
kaszkul - jałmużniczka derwiszów.

źródło: Sajjed Ahmad Wakilijan, Ghesseha-je mardom (Bajki ludowe), Naszr, Teheran 2001.