Łysy i czary

Był sobie łysy pasterz, który miał stado owiec i codziennie wypasał je za miastem. Pewnego ranka, gdy wychodził z domu, usłyszał jakieś krzyki. Zagonił więc owce do owczarni, a sam poszedł zobaczyć, co się dzieje.

Heroldzi ogłaszali: "Ludzie, ludzie słuchajcie! Królewna szuka męża dla siebie i w tym celu przygotowała dwa zaklęcia i trzy zagadki. Każdy, kto chce się z nią ożenić, musi zniszczyć zaklęcia i rozwiązać zagadki. Kto temu nie podoła, pożegna się z życiem."

Łysy stał zamyślony, a heroldzi pobiegli, aby zanieść te wieści w każdy zakątek królestwa. W końcu wrócił do domu i poszedł z owcami na step.

Mijały dni. Codziennie łysy słyszał, jak ochotnicy, którym zamarzyła się ręka królewny, tracą życie. Pewnego razu wracał ze stepu, gdy zobaczył chorego starca, który szedł kulejąc. Wziął go pod rękę i odprowadził do domu.

Starzec rzekł: "Gdyby nie ty, młodzieńcze, z pewnością pożarłyby mnie wilki. Pomogłeś mi, więc teraz ja ci pomogę. Za miastem jest chatka, w której mieszka derwisz. To mój przyjaciel. Idź do niego i powiedz, że to ja cię przysyłam. On kiedyś uczył królewnę."

Młodzieniec pożegnał starca i wrócił do domu.

Następnego dnia poprosił matkę, aby zaopiekowała się owcami i rzekł, że idzie do derwisza. I poszedł. Derwisz mieszkał w miejscu odległym i odludnym. Zastukał w drzwi, wszedł i się przywitał. Stary derwisz siedział w kącie i palił fajkę.

Łysy rzekł: "Przyszedłem, aby z wami mieszkać i wam służyć."

"Nikogo nie potrzebuję" - odparł derwisz.

"Chciałbym, abyście przekazali mi nieco waszej wiedzy" - nie dawał za wygraną młodzieniec.

"Było od razu tak mówić. Zgadzam się" - rzekł derwisz.

Łysy mieszkał z derwiszem, gotował, sprzątał, przynosił wodę, jednym słowem pomagał mu, w czym tylko mógł. W zamian derwisz go uczył. Pewnego dnia młodzieniec pomyślał, że już czas, aby spytać derwisza o zaklęcia i zagadki królewny. Rzekł więc: "Wiecie, że królewna szuka męża i przygotowała dwa zaklęcia i trzy zagadki i że wielu straciło z tego powodu życie?"

Derwisz odparł: "Sam ją tego nauczyłem. A tym, którzy zginęli, należało się, bo wiele chcieli, a niewiele wiedzieli."

"Ja też chcę spróbować" - powiedział łysy.

"Dobrze - rzekł derwisz - nauczę cię, jak zniszczyć działanie czarów, lecz na zagadki sam musisz znaleźć odpowiedź, aby jasne było, czy czegoś się tu przez ten czas nauczyłeś. Jeśli ich nie rozwiążesz, lepiej, abyś zginął."

Łysy się zgodził, a derwisz rzekł: "Najpierw każą ci wejść po drabinie. Zacznij się wspinać od drugiego stopnia i stawiaj stopę na co drugim. Dotrzesz do wielkiego iwanu* i zobaczysz tam wysoką falę, która będzie płynąć w twoją stronę. Nie wolno ci uciekać, ponieważ spadniesz z iwanu i zginiesz. Nie ruszaj się z miejsca, a gdy fala dopłynie do ciebie, zniknie tak nagle, jak nagle się pojawiła. Teraz już idź stąd!"

Młodzieniec podziękował derwiszowi, pożegnał się, wrócił do domu i powiedział matce, że idzie starać się o rękę królewny. Kobieta nalegała, aby tego nie robił, lecz on nie słuchał.

Następnego dnia rano łysy poszedł do łaźni, włożył czyste ubranie i udał się do pałacu króla. Gdy tam przyszedł i powiedział, że chce starać się o rękę królewny, wyśmiano go. On jednak rzekł: "Powiedzcie królewnie, że jestem gotowy na sprawdzian."

Królewna zgodziła się i zaprowadzono go do drabiny. Gdyby wszedł na jej pierwszy stopnień, znalazłby się pod działaniem czaru i królewscy słudzy ścieliby go na miejscu. On jednak stanął najpierw na drugim stopniu i wchodził po drabinie stawiając stopę na co drugim. W końcu dotarł do wielkiego iwanu i zobaczył potężną falę, która płynęła w jego stronę. Przypomniał sobie słowa derwisza i nie ruszył się z miejsca. Kiedy fala do niego dotarła, zniknęła.

Królewna zaśmiała się i rzekła: "Zniszczyłeś działanie zaklęć, więc teraz czas na twój sprawdzian."

"Każ, pani, przygotować wszystko, co potrzeba" - poprosił młodzieniec.

"Wyśmienicie" - odparła królewna i poszła.

Zaprowadzono łysego do pokoju, po czym sługa przyniósł mu na srebrnej tacy rubin. Łysy pomyślał chwilę i rzekł: "Połóż na tacy dwa rubiny i zanieś królewnie." Sługa zrobił, jak mu kazał i poszedł. Po pewnym czasie zjawił sie ponownie. Tym razem przyniósł łysemu na tacy miseczkę miodu. Młodzieniec pomyślał chwilę i rzekł: "Postaw na tacy jeszcze jedną miseczkę miodu i zanieś królewnie." Sługa zrobił tak, jak powiedział. Gdy przyszedł trzeci raz, przyniósł mu na tacy czarkę z trucizną. Łysy pomyślał chwilę, po czym poprosił, aby przyniesiono mu mleko i cukier, postawił je na tacy i kazał odesłać królewnie.

Wkrótce królewna przyszła do niego i rzekła: "Wygrałeś i zostaniesz moim mężem. Powiedz mi teraz, co znaczyły twoje odpowiedzi."

Odparł: "Za pierwszym razem spytałaś mnie, czy warta jesteś jednego rubinu, a ja odparłem, że jesteś warta więcej."

Królewna zaśmiała się i rzekła: "Tak, to prawda!"

Łysy mówił dalej: "Drugim razem pytałaś, czy jesteś słodka, jak miód, a ja odparłem, że jesteś słodsza."

Królewna znów się zaśmiała i rzekła: "Tak właśnie było!"

Młodzieniec mówił dalej: "Za trzecim razem spytałaś, czy czasem jednak nie gorzkniejesz, niczym trucizna, a ja odparłem, że cukrem i mlekiem osłodzę twoje życie."

Słysząc to królewna krzyknęła: "Brawo! Jesteś mądrzejszy od wszystkich młodzieńców w tym królestwie i więcej od nich warty. Cieszę się, że będę twoją żoną."

Wyprawili wesele, które trwało czterdzieści dni i czterdzieści nocy, łysy ożenił się z królewną i żyli długo i szczęśliwie. Mam nadzieję, że i wy osiągniecie swój cel i będziecie żyć w szczęściu i radości.

tłum. albert kwiatkowski

iwan - otwierająca się na dziedziniec pałacu/świątyni/medresy sklepiona hala.

źródło: Ali Aszraf Darwiszian, Raza Chandan Mehabadi, Farhang-e afsaneha-je mardom-e Iran, t. 11, Teheran 1381, s. 261-264.