Łysy i trzy gołębie (bajka luryjska)

Dawno temu w pewnym mieście żył łysy chłopiec z matką staruszką. Codziennie rano chodził na step, rozstawiał sidła, a ptaki, które się w nie łapały, sprzedawał w mieście. Ilekroć wychodził, matka mówiła: "Wracaj synku zanim się ściemni, aby nie pożarła cię parirah*." On obiecywał wracać przed zmrokiem, po czym wychodził.

Pewnego dnia rozstawił sidła, a sam ukrył się nieopodal i czekał. Minęło południe, lecz żaden ptak się nie zjawił. Gdy noc była blisko, ze strachu przed parirah, zwinął sidła i ruszył do domu. Nie uszedł jednak wiele, gdy zrobiło się ciemno. Szedł przed siebie mocno ściskając w ręku kij, gdy nagle zaatakował go wielki, biały ptak. Łysy uderzył go kijem po nogach. Ptak krzyknął i odleciał, a coś spadło na ziemię. Był to złoty but.

Łysy zaniósł go do miasta i sprzedał złotnikowi, a ten powiesił go nad drzwiami swojego sklepu, ponieważ bardzo mu się spodobał.

Następnego dnia królewna wracała z łaźni i przechodząc koło sklepu złotnika zobaczyła złoty but. Pobiegła do pałacu i rzekła: "Ojcze, w sklepie złotnika widziałam złoty but. Kup mi go, proszę."

Król wezwał złotnika, a gdy ten stanął przed nim ze złotym butem, spytał: "Gdzie masz drugi but?"

Złotnik odparł: "Mam tylko ten jeden, królu. Kupiłem go od łysego chłopca."

Król zapłacił mu za but, po czym posłał po łysego. Ten zaś, ponieważ dostał dobrą zapłatę za but nie poszedł tego dnia na polowanie. Siedział w domu, gdy nagle usłyszał: "Czemu tak siedzisz? Król cię wzywa!"

Łysy poszedł do pałacu. Gdy stanął przed królem, ten rzekł: "Mojej córce spodobał się but, który sprzedałeś złotnikowi. Musisz mi przynieść drugi do pary. Jak nie przyniesiesz, każę cię zabić!"

Młodzieniec odparł: "Przyniosę, ale pod warunkiem, że zaopiekujesz się moją matką póki nie wrócę."

Król rzekł: "Jeśli w ciągu czterdziestu dni nie wrócisz z butem, każę ją powiesić."

Łysy przygotował się do podróży, pożegnał matkę i poszedł na pustynię. Szedł, szedł i szedł, aż pewnego dnia pod wieczór znalazł się w pobliżu miasta. Niedaleko był cmentarz, na którym właśnie kogoś chowali. Spytał: "Kto umarł?" Usłyszał: "Córka króla!" Stanął z boku i patrzył. W końcu pogrzeb się skończył i ludzie wrócili do miasta.

Łysy zobaczył, że na grobie królewny leży piękny dywanik, a na nim słodycze, chleb, chałwa, sok, woda różana i kwiaty. Pomyślał: "Noc już, a dla mnie, przybysza, nie ma lepszego miejsca niż cmentarz. Przenocuję tu. Mam, co jeść i pić, jutro zobaczę, co będzie." Po czym wszedł do jamy, która była niedaleko grobu królewny. Cisza, jaka panowała na cmentarzu, samotność i to, że był na obczyźnie nie dawały mu zasnąć. Był zmęczony, oczy sen mu kleił, lecz jego serce czuwało.

O północy biały gołąb sfrunął z nieba i usiadł na grobie królewny. Z piór gołębich wyszła pari, po czym rozkopała grób i wyjęła dziewczynę. Młodzieniec wstrzymał oddech i patrzył. Gdy pari uderzyła królewnę gałązką, ta kichnęła i ożyła. Następnie rozejrzała się wokół i rzekła: "Tu też nie dajesz mi spokoju?"

Pari rzekła: "Nie upieraj się i chodź ze mną. Nasz świat jest piękny, a dom zielony i wspaniały, inne pari czekają tam na ciebie."

Odparła: "Nawet jeśli miałabym umrzeć tysiąc razy, nie pójdę z tobą."

Na wszystkie sposoby pari starała się przekonać królewnę, lecz na próżno. W końcu, nie widząc innego wyjścia, uderzyła ją gałązką i dziewczynie odpadła głowa. Po czym złożyła ją do grobu, przysypała ziemią, a sama ubrała gołębie pióra i już chciała odfrunąć, gdy łysy wyskoczył z ukrycia i kijem uderzył gołębia po nogach.

Pari krzyknęła i odleciała, gałązka wypadła jej z rąk. Młodzieniec odkopał królewnę, przyłożył jej głowę do szyi i uderzył gałązką. Dziewczyna kichnęła i ożyła. Rozejrzała się i widząc przy sobie łysego spytała: "Kim jesteś?"

O wszystkim jej opowiedział rzekł: "Rankiem pójdziemy do twojego ojca." Po czym owinął ją w całun, aby nie zmarzła.

Gdy nastał ranek na cmentarzu pojawił się pasterz, który szedł wypasać owce. Łysy zawołał go, pokazał królewnę i rzekł: "Ożywiłem ją. Idź do króla i zanieś mu tę radosną wieść, niech cię za nią nagrodzi."

Pasterz szczęśliwy poszedł do miasta, stanął przed bramą pałacu rzekł do strażników: "Mam dla króla radosną nowinę. Pozwólcie mi wejść."

Gdy stanął przed władcą, ukłonił się i powiedział: "Żyj długo królu. Właśnie wracam z cmentarza. Jakiś młodzieniec ożywił twoją córkę i prosi o rumaka i szaty, aby mogli przybyć do pałacu. Racz mnie teraz nagrodzić za tę wspaniałą nowinę."

Król myślał, że pasterz zwariował i kazał go ściąć, lecz odezwał się wezyr: "Cmentarz nie jest daleko. Może pasterz mówi prawdę? Każ to sprawdzić. Jeśli okaże się kłamcą, wtedy go ukarzesz."

Władca posłuchał wezyra, a gdy okazało się, że to wszystko prawda ucieszył się i posłał na cmentarz rumaka, szaty oraz klejnoty. Łysy i dziewczyna pięknie się ubrali, wsiedli na konia, a ludzie okazując im szacunek powiedli ich do miasta.

Król nakazał święto, po czym rzekł do łysego: "Chciałbym mieć takiego zięcia, jak ty." Młodzieniec opowiedział władcy o sobie i dodał: "Podróż mnie czeka, lecz, jeśli nie masz nic przeciw temu, chętnie poślubię twoją córkę"

Wyprawiono wesele, po którym łysy i królewna udali się do swojej komnaty.

Rankiem łysy pożegnał się i ruszył w drogę. Szedł, szedł i szedł, aż dotarł do rzeki. Na jej brzegu zobaczył karawanę. Przywitał się z kupcami, a jeden z nich rzekł: "Tkwimy tu od wielu dni. Ilekroć ktoś próbuje przedostać się na drugi brzeg, tonie."

Łysy rzekł: "Jutro popłynę i zobaczę, czy mam szczęście."

Gdy nastał ranek, wsiadł do łodzi i popłynął. Na środku rzeki ścisnął w ręku kij i uważnie rozglądał się na boki. Nagle z wody wyłoniła się jakaś biała, piękna ręka i chciała zatopić łódź, lecz łysy chwycił ją i mocno uderzył ja kijem. Ręka znikła pod wodą, a w dłoni młodzieńca została złota bransoletka.

Szczęśliwie przepłynął rzekę, a kupcy krzyczeli z radości. Chcieli go wynagrodzić, lecz on się spieszył i tylko pomachał im ręką na pożegnanie.

Szedł, szedł i szedł. Przemierzał gęste lasy, wysokie góry i pustynne bezdroża, aż pewnego dnia zobaczył w oddali twierdzę. W duszy zaświtała mu nadzieja. Nie minęła godzina, jak stanął pod murem.

Twierdza była wysoka i potężna, jej mury i wieże były z kamienia i żaden ptak nie miał odwagi nad nią przelecieć. Łysy szukał bramy, lecz nie mógł jej znaleźć. Tracił już nadzieję, gdy spomiędzy traw, jakie porastały mur, usłyszał szmer wody. Podszedł tam i zobaczył pod murem otwór, przez który wypływała woda. Nie było innej drogi, aby dostać się do środka. Otwór był ciasny i trudno było przez niego przejść.

Udało mu się jednak i znalazł się w twierdzy. Po czym stanął na nogi i rozejrzał się wokół. Twierdza była piękna. Różne pytania cisnęły mu się na usta. Cisza, jaka w niej panowała budziła jego ciekawość i strach. Postanowił się rozejrzeć. Zaglądał do komnat pełnych przedziwnych i drogich sprzętów, na ścianach wisiały obrazy, jakich jeszcze nie widział. Nie mógł nasycić oczu widokiem tego wszystkiego. Poszedł nad źródło, które biło na dziedzińcu, umył ręce, twarz i napił się wody. Dziedziniec był zielony i pełen kwiatów, a wysokie drzewa, które na nim rosły, kwitły i pachniały.

Pod wieczór zaczął szukać miejsca, gdzie mógłby bezpiecznie spędzić noc. Podszedł do najwyższego z drzew, jakie rosły na dziedzińcu. Pod drzewem stała wielka, nakryta tachta.* Pomyślał, że prześpi się na gałęzi, gdyż tam będzie bezpieczny i wszystko będzie mieć na widoku. Wszedł na drzewo i ukrył się wśród liści.

Gdy zapadła noc zleciały z nieba trzy gołębie i usiadły na dziedzińcu, na trawie. Po czym zrzuciły pióra i łysy zobaczył trzy pari, których uroda nie miała sobie równych. Nie mógł oderwać od nich oczu.

Pari spacerowały przez jakiś czas po twierdzy, patrzyły na kwiaty, rośliny i obrazy wiszące na ścianach, przyglądały się wróblom, podchodziły do wież i murów, gdzie wiał chłodny wiatr. W końcu poczuły głód i zachciało im się wina.

Przyniosły pod drzewo garnek z pilawem, tacę z kebabem i dzban wina i usiadły na tachcie. Zapach pilawu i wina przeniósł łysego w inny świat.

Pari rozmawiały o różnych rzeczach. W końcu postanowiły, że opowiedzą sobie najdziwniejsze historie, jakie przydarzyły im się w życiu. Pierwsza odezwała się najstarsza: "Jak wiecie, siostry, od wielu lat czaiłam się niedaleko pewnej przełęczy i nikomu nie pozwalałam przejść tamtędy w nocy, a gdy ktoś próbował, zabijałam go. Pewnego razu zobaczyłam tam jakiegoś łysego chłopaka. Zaatakowałam go, lecz on zauważył mnie i uderzył kijem po nogach. Krzyknęłam i odleciałam, a z nogi zsunął mi sie but. Łysy był jedynym człowiekiem, któremu udało się przeżyć spotkanie ze mną."

Młodzieniec spojrzał spomiędzy gałęzi na pari i pomyślał: "Przyjdzie mi teraz zapłacić za moją lekkomyślność."

Druga siostra rzekła: "Jak pamiętacie, od lat chciałyśmy namówić córkę pewnego króla, aby zamieszkała z nami, lecz odmawiała i w końcu odebrałam jej życie. Gdy król, jego żona i świta zobaczyli, że królewna nie żyje wpadli w rozpacz, lecz płacz na nic się zdał. Umyli ją więc, zawinęli w całun i złożyli do grobu. Gdy opuścili cmentarz, przyleciałam, wykopałam ją z grobu, po czym uderzyłam gałązką i ożyła. Długo ją namawiałam, aby zamieszkała z nami, lecz na próżno. Powiedziałam jej nawet: 'Przecież już nie żyjesz i nie ma dla ciebie powrotu. Pomyśl o swojej młodości. Jeśli nie zamieszkasz z nami w naszym świecie, wrócisz do grobu!' Ona jednak za nic nie chciała się zgodzić. Chcąc nie chcąc uderzyłam ją gałązką, a gdy umarła, zakopałam z powrotem w grobie. Gdy chciałam odfrunąć, ów łysy, o którym przed chwila opowiadałaś, wyskoczył z kryjówki i uderzył mnie kijem po nogach. Krzyknęłam, a gałązka wypadła mi z rąk."

Słysząc to łysy przeląkł się jeszcze bardziej i uważał, aby nie zdradzić się nawet najmniejszym szelestem.

Siostry przeklinały łysego i strasznie mu złorzeczyły. W końcu zaczęła opowiadać najmłodsza: "Od lat, jak wiecie, przebywałam w pewnej rzece i topiłam każdego, kto chciał ją przepłynąć. Pewnego dnia pojawił się tam ten sam łysy, o którym opowiadałyście i wsiadł do łódki. Gdy znalazł się na środku rzeki, chciałam go utopić, lecz on złapał mnie za rękę i uderzył kijem. W ręce została mu moja bransoletka, a ja ukryłam się w wodzie."

Łysy słysząc to zrozumiał, w jakie wpadł tarapaty.

Pari przeklinały go w najlepsze i mówiły, co mu zrobią, jeśli jeszcze raz wejdzie im w drogę. W końcu odezwała się najmłodsza: "A jeśli los się do nas uśmiechnie i tu go zobaczymy, co mu wtedy zrobimy?"

Najstarsza odparła: "Zrzucimy go z murów twierdzy. To będzie dla niego najlepszą karą."

Średnia rzekła: "Zwiążemy mu ręce i nogi, wytniemy kawał mięsa z ciała, upieczemy i każemy zjeść."

Najmłodsza rzekła: "Powiesimy na tym drzewie i będziemy bić kijami póki nie spuchnie jak zdechły pies."

Łysy słysząc to pomyślał: "Sam sobie taki los zgotowałem."

Gdy jednak pari popiły wina i w głowach im już szumiało, najmłodsza rzekła: "A nie lepiej nagrodzić kogoś, kto tego wszystkiego dokonał?"

Najstarsza spytała: "A jak chcesz go nagrodzić?!"

Odparła: "Nie wiem. Tak, jakbyście pozwoliły."

Średnia rzekła: "Można by mu dać trochę klejnotów i puścić wolno."

Najstarsza zaprotestowała: "Nie, lepiej go ukarać."

Wtedy najmłodsza oznajmiła: "A ja, jeślibym go tu zobaczyła, zostałabym jego żoną. Powód jest bardzo prosty. Ktoś, kto poradził sobie z trzema pari i dotarł do tej twierdzy oraz zdołał do niej wejść, zasługuje na ciepłe i miękkie ramiona!" Po czym pokazała na siebie i na swoje siostry.

Słowa te dodały łysemu otuchy. Nastawił uszu i czekał, co będzie dalej.

Średnia siostra rzekła: "Przecież go tu nie ma! Gdyby jednak się zjawił i ja okazałabym mu względy."

Najmłodsza odparła: "Przecież tego nie wiemy, może jest gdzieś tutaj w pobliżu? Przysięgnijmy na trud, jaki zadali sobie nasi rodzice, że jeśli łysy się tu zjawi, wszystkie zostaniemy jego żonami i dopóki żyjemy będziemy mu wierne."

Pari złożyły przysięgę i poprosiły łysego, aby się pokazał, jeśli jest w tej twierdzy.

Młodzieniec upewniwszy się, że już nic mu nie grozi, odezwał się: "Tu jestem. Pozwólcie, że dołączę do was." Po czym zszedł z drzewa i ukłonił się siostrom.

Pari zaniemówiły, lecz nie miały wyjścia i dotrzymały obietnicy.

Łysy przysiadł się do dziewcząt i miło płynął im czas. Jedli, żartowali, pili wino, a kiedy nastała noc poszedł z najstarszą siostrą do komnaty małżeńskiej. Drugą noc spędził ze średnia siostrą, a trzecią z najmłodszą. Szczęścia, jakiego zaznawał, nie doświadczał żaden człowiek przed nim. Łysy jednak był tylko człowiekiem, a ponieważ od dawien dawna mówiono, że człowiek błądzi i sam nie wie, czego chce, zatęsknił w końcu za matką i żoną i tej nocy, którą miał spędzić z najmłodszą pari powiedział jej, że postanowił wrócić do swojego kraju.

Następnego dnia pari poszła smutna do swoich sióstr i powiedziała im o tym. Najstarsza rzekła: "Jeśli tak ma być, niech będzie, ale pamiętaj, że to wszystko twoja wina!"

Najmłodsza siostra opuściła ze wstydem głowę i nic nie rzekła.

Siostry dały łysemu drugi złoty but i skrzynię klejnotów. Postanowiły też, że najmłodsza zabierze go do miasta, gdzie mieszka jego żona. Po czym smutne i z tęsknotą w oczach pożegnały go. Najmłodsza posadziła go sobie na skrzydłach i poleciała.

Po godzinie byli na miejscu. Po raz ostatni padli sobie w ramiona i rozstali się w smutku i bólu.

Łysy poszedł do pałacu króla, spędził tam noc, a nazajutrz wraz z żoną i podarkami, jakie dał mu król, wyruszył do swojego kraju.

Dotarł tam po kilku dniach, dokładnie czterdziestego dnia od czasu, gdy wyruszył w drogę. Na głównym placu miasta zobaczył usypany stos, na którym chciano spalić jego matkę.

Nie stało się jednak tak, gdyż król dowiedział się, że łysy wrócił. Wydano na jego część przyjęcie, a on opowiedział wszystkim o tym, co go spotkało. Po czym dał królewnie złoty but, a ludziom rozdał złoto i klejnoty, które przywiózł ze sobą.

Król dał mu swoją córkę za żonę i świętowano siedem dni i nocy.

tłum. albert kwiatkowski

Parirah - słowo to można tłumaczyć, jako pari pojawiająca się na drodze. Pari to rodzaj ducha. W Aweście i literaturze średnioperskiej były to istoty złe i wrogie ludziom, utożsamiane często z dżinnami. W klasycznej poezji pari stała się synonimem pięknej kobiety. W literaturze ludowej pari to najczęściej istoty przyjazne ludziom.
tachta - szerkoka ława z niską balustradą, służącą do odpoczynku i spożywania posiłków.

źródło: Ali Aszraf Darwiszian, Raza Chandan Mehabadi, Farhang-e afsaneha-je mardom-e Iran, t. 11, Teheran 1381, s. 309-319.