Bajka o trzech braciach (1)

Dawno, dawno temu było sobie trzech braci. Ich ojciec pracował, a oni byli na jego utrzymaniu. Pewnego dnia pomyślał: "Moi synowie są już duzi. Powiem im, aby poszukali sobie pracy."

Rzekł do synów: "Od dziś musicie pracować i sami zarabiać na siebie."

Odparli: "Dobrze! Pójdziemy i znajdziemy sobie pracę."

Po czym pożegnali ojca i ruszyli w drogę. Gdy szli, zobaczyli gniazdo mrówek. Najstarszy rzekł: "Rozkopmy je i zobaczmy, dokąd prowadzi."

"Nie niszcz go! - zaprotestował najmłodszy. - Jeśli ktoś zniszczyłby nasz dom, dobrze by ci było?"

"Nie" - odparł najstarszy brat.

Ruszyli w dalszą drogę. Szli i szli, aż dotarli do gniazda pszczół. Najstarszy brat rzekł: "Zniszczmy je i pojedzmy sobie miodu."

"Jeśli ktoś zniszczyłby nasz dom, czy bylibyśmy szczęśliwi?" - spytał najmłodszy brat.

"Znów mi przeszkodziłeś" - odparł najstarszy.

"A czy ty pozwoliłbyś, aby ktoś zniszczył nasz dom?" - spytał najmłodszy.

"Nie" - rzekł najstarszy.

Bracia szli i szli, aż dotarli do wielkiej rzeki. "Umyjmy ręce, napijmy się wody i odpocznijmy, a potem ruszymy za pracą" - zaproponował jeden z nich.

Usiedli na brzegu, a najstarszy rzekł: "Popatrzcie, jaki piękny ptak pływa po wodzie. Upolujmy go, upieczmy na ogniu i zjedzmy."

"Nie rób tego!" - zaprotestował najmłodszy.

"Jesteśmy głodni, co mamy robić?" - spytał najstarszy.

"Idźmy swoją drogą. Bóg jest łaskawy" - odparł najmłodszy.

Bracia ruszyli w drogę. Szli i szli, aż ze szczytu góry zobaczyli miasto. Gdy zeszli na dół najstarszy rzekł: "Dlaczego w tym mieście nikt się nie ruszał?"

"Chodźmy tam i sprawdźmy to" - zaproponowali młodsi.

Weszli do miasta i zobaczyli, że wszyscy jego mieszkańcy, tak ludzie jak i zwierzęta, byli z kamienia. Tylko jeden starzec od pasa w górę był żywy. Spytali go: "Co tu się stało?"

Odparł: "Nie wiem. Bóg pogniewał się na nas."

Bracia rzekli: "Już późno, nie znasz domu, w którym moglibyśmy przenocować?"

Odparł: "Jest jeden dom." Po czym wskazał im drogę. Bracia znaleźli dom, lecz był on zamknięty. Wrócili do starca i rzekli: "Dom jest zamknięty. Gdzie mamy iść?"

Odparł: "W tym domu mieszkają trzy siostry, które zmieniły się w kamień. Nie wiem, kto mógł zamknąć drzwi."

Najstarszy brat rzekł: "Poczekajcie, pójdę na wzgórze. Może stamtąd coś zobaczę."

Wszedł na wzgórze, a tam było pełno pereł. Zaczął je zbierać i upychać po kieszeniach. W końcu kieszenie miał pełne, lecz sam zmienił się w kamień. Gdy nie wracał, średni brat rzekł do najmłodszego: "Zostań tu. Pójdę zobaczyć, co się stało."

Poszedł na wzgórze i zobaczył, że wszędzie leżą perły, a pośród nich stoi jego skamieniały brat. Zaczął zbierać perły i też skamieniał.

Gdy bracia nie wracali, najmłodszy poszedł na wzgórze. Zobaczył ich tam, jak stoją skamienieli z kieszeniami wypchanymi perłami. Poszedł do starca i rzekł: "Moi bracia zmienili się w kamień, a w kieszeniach mają pełno pereł. Co to ma znaczyć?"

Starzec odparł: "Nic nie da się zrobić, a ty wracaj tam, skąd przyszedłeś."

"Nie wrócę, póki moi bracia nie ożyją" - odparł młodzieniec, po czym usiadł w kącie.

Gdy tak siedział, podeszła do niego mrówka i spytała: "Czemu płaczesz? Co się stało?"

Odparł: "Nie dręcz mnie, nic tu nie poradzisz."

Mrówka rzekła: "Powiedz, co cię trapi, a może ci pomogę."

Odparł: "Moi bracia weszli na wzgórze i nie wrócili. Poszedłem za nimi i zobaczyłem, że skamienieli. Nie wiem, co mam robić."

Mrówka rzekła: "Nie smuć się i powiedz mi, czego chcesz."

Odparł: "Mam tylko jedną prośbę."

"Jaką?" - spytała.

Rzekł: "Przynieś mi z tego wzgórza tyle pereł, ile zdołasz."

Mrówka zawołała inne mrówki i razem poszły na wzgórze. Każda wzięła w pyszczek jedną perłę, po czym przyniosły je chłopakowi i napełniły nimi jego kieszenie. Ten ruszył w drogę. Dotarł do rzeki, usiadł na jej brzegu i zaczął płakać myśląc: "Na co mi te perły? Ani zjeść ich nie mogę, ani wypić. Co teraz ze mną będzie, skoro moi bracia zmienili się w kamień?" Nagle zobaczył ptaka, tego samego, którego chcieli zabić jego bracia, a on im przeszkodził.

Ptak podfrunął do niego i spytał: "Co się stało chłopcze? Czemu płaczesz?"

"Czyżbyś mógł mi pomóc?" - odparł młodzieniec.

Ptak rzekł: "Powiedz, co cię trapi."

Odparł: "Jest tu pewien dom. Jeśli mógłbym wejść do niego, wiedziałbym, co robić."

"Wiem, gdzie jest klucz do tego domu" - rzekł ptak.

"Skąd to wiesz?" - spytał.

"Poczekaj tu chwilę, a przyniosę ci klucz" - odparł ptak.

Powiedziawszy to zanurkował w rzece, po czym wypłynął z kluczem i dał go najmłodszemu z braci. Ten ucieszył się i pożegnał ptaka. Poszedł do zamkniętego domu, otworzył jego drzwi, wszedł do środka, rozejrzał się i rzekł: "Jest tak, jak mówił starzec. Trzy dziewczyny zmienione w kamień stoją obok siebie. I, co mam teraz robić?"

Przypomniał sobie, że starzec mówił, że jeśli położyć rękę na głowie tej dziewczyny, która jadła miód, ożyją wszyscy ludzie w tym mieście. Młodzieniec pomyślał: "Mam tyko jedną próbę. Co zrobię, jeśli się pomylę?"

Nagle zobaczył, że pszczoła, ta sama, którą chcieli zabić jego bracia, a on im przeszkodził, usiadła na głowie jednej z dziewczyn. Zrozumiał, że to właśnie ona jadła miód. Podszedł do niej, położył na jej głowie rękę i trzy dziewczyny ożyły.

Spytały: "Jak udało ci się przywrócić nas do życia?"

Odparł: "Skąd mam wiedzieć? Położyłem rękę na głowie jednej z was i ożyłyście."

Gdy wyszli z domu i zobaczyli, że ożyli też wszyscy mieszkańcy miasta. Młodzieniec poszedł do starca i o wszystkim mu opowiedział. Po czym zobaczył swoich braci, jak schodzą ze wzgórza.

Zebrała się starszyzna miasta i uradziła, aby oddać trzy siostry za żony trzem braciom, a ich samych sowicie wynagrodzić. Bracia stali się bogaci i wrócili do swojego miasta, do ojca.

tłum. albert kwiatkowski

źródło: Ali Aszraf Darwiszian, Raza Chandan Mehabadi, Farhang-e afsaneha-je mardom-e Iran, t. 7, Teheran 1380, s. 363-367.