Kostur biedaka

Dawno, dawno temu żył sobie król, który nie miał dzieci. Pewnego dnia spojrzał w lustro i rzekł: "Boże! Już włosy mi posiwiały, a jeszcze nie doczekałem się potomka."

W tym momencie jakiś derwisz z kosturem w ręku stanął przed bramą zamku i krzyknął: "Allahu! Allahu! Na miłość Twoją!"

Odźwierni dali mu jałmużnę, ale żebrak jej nie przyjął.

"Mam sprawę do króla" - rzekł.

Służący powiadomili o tym władcę, a ten kazał go przyprowadzić. Kiedy derwisz stanął przed królem, dał mu swój kostur i powiedział: "Idź do ogrodu i odszukaj uschnięte drzewo. Uderz w nie raz, a odżyje. Uderz po raz drugi, a wypuści liście. Za trzecim razem obsypie się kwieciem, a za czwartym, pojawią się na nim trzy jabłka. Kiedy uderzysz na koniec trzy razy, owoce dojrzeją i spadną na ziemię. Weź je. Jedno daj swojej pierwszej żonie, drugie drugiej, a trzecie zjedz sam. Wtedy w twoim domu przyjdą na świat dwaj chłopcy. Jednego z nich oddasz mi."

Król bardzo się ucieszył, wziął kostur, poszedł do ogrodu i zrobił dokładnie tak, jak żebrak mówił. Wszystko okazało się prawdą i po roku został ojcem dwóch chłopców, z których jeden miał złote loczki, a drugi buzię jak księżyc. Przygotował dla nich podziemną izbę, w której dorastali pod opieką służących i miał nadzieję, że derwisz nie przyjdzie upomnieć się o swoje.

Ten jednak nie zapomniał o obietnicy, jaką dał mu władca i gdy nadszedł odpowiedni czas, wziął kostur i ruszył w drogę. Kiedy szedł, zobaczył mrówkę z ziarenkiem ryżu w pyszczku. Zamierzył się na nią i krzyknął: "Mrówko, oddaj mi ryż, bo jestem głodny!"

"Ej biedaku! - odparła. - Na co ci jedno ziarenko? Idź lepiej do zamku króla, który gotuje mnóstwo ryżu, bowiem wreszcie doczekał się synów, którzy są niczym słońce i księżyc. Idź tam, a najesz się do syta."

Usłyszawszy to derwisz ucieszył się i szedł dalej, aż stanął pod bramą królewskiego zamku.

"Allahu! Allahu! Na miłość Twoją!" - krzyknął.

Odźwierni przynosili mu pieniądze i różne podarki, ale on niczego nie chciał.

"Zapytajcie króla, dlaczego nie dotrzymuje umowy - powtarzał. - Powiedzcie mu, aby oddał mi chłopca."

Władca nie miał wyjścia. Poszedł do podziemnej izby, w której wychowywali się jego synowie i długo na nich patrzył, nie mogąc się zdecydować, którego oddać. Bracia wcześniej uzgodnili ze sobą: "Zasadźmy dwa drzewa. Kiedy derwisz zabierze jednego z nas i coś mu się stanie, liście na jego drzewie pożółkną i drugi pójdzie mu z pomocą." W końcu król oddał jednego z chłopców żebrakowi. Ten wziął go na ręce i odszedł. Władca patrzył za synem przez lunetę, aż oślepł ze smutku na jedno oko. Gdy derwisz był już blisko swego domu, postawił królewicza na ziemi i rzekł: "Nazbieraj drewna na opał, a ugotujemy coś do jedzenia."

"Dorastałem pod ziemią i nie potrafię. Sam to zrób!" - odparł chłopiec.

Żebrak nazbierał chrustu i poszedł do domu. Królewicz poszedł za nim. W środku zobaczył wiele zasuszonych ludzkich głów. Nagle jedna z nich obróciła się ku niemu, a jej usta wykrzywił uśmiech.

"Ty zasuszona głowo, czemu się do mnie uśmiechasz?" - zapytał chłopak.

Bóg swoją mocą sprawił, że ta przemówiła: "Niegdyś byliśmy, jak ty, królewskimi synami, ale ten derwisz zabrał nas tu, usmażył i zjadł. To nie człowiek, tylko dew."

"Jak to się stało?" - chciał wiedzieć królewicz.

"Powiem ci - odparła głowa, - a może, jeśli Bóg zechce, zdołasz wyrwać się z jego sideł. Otóż zaprowadzi cię do pewnej izby. Tam przygotuje wielki garnek i wleje do niego olej, a pod nim rozpali ogień. Da ci do ręki bęben, po czym każe ci w niego uderzać i tańczyć wokół garnka. Kiedy będziesz to robić, chwyci cię za nogi, wrzuci do garnka, usmaży i zje."

"Jak mogę ocalić życie?" - zapytał chłopiec i po chwili usłyszał: "Kiedy dew każe ci tańczyć i bić w bęben, powiedz tak: wyrosłem pod ziemią i nie potrafię. Pokaż mi, jak to się robi."

Chłopak zapamiętał radę. Wszedł do izby i zobaczył, że derwisz napełnił wielki garnek olejem, a pod nim rozpalił ogień.

"Co robisz ojczulku?" - zapytał.

"Przygotowuję jedzenie" - odparł biedak i po chwili dodał: "Weź bęben, uderzaj w niego i tańcz, aby się zagotowało."

"Dorastałem pod ziemią i tego nie umiem - powiedział królewicz. - Pokaż mi jak to się robi."

Derwisz wziął bęben i bijąc w niego, zaczął tańczyć i uderzać się rękami po twarzy, aż wpadł w trans i całkiem stracił kontakt ze światem. Wtedy chłopak chwycił go za nogi i wrzucił do garnka.

"Natychmiast mnie stąd wyciągnij!" - krzyczał dew.

Młodzieniec jednak nie słuchał. Siedem razy okrążył garnek, po czym poszedł rozejrzeć się po domu. W jednej izbie przed psem leżało siano, a przed koniem kości. Położył siano przed koniem, a kości dał psu. Nagle z tyłu rozległ się głos: "Psie, koniu! Łapcie go!"

"Dlaczego mam cię słuchać? - odparł pies. - Od lat jem siano, teraz wreszcie pojem sobie kości."

"Czemu mam go łapać? - rzekł koń. - Od lat jem kości, teraz wreszcie pojem sobie siana."

W innym pomieszczeniu demon zamknął wielu ludzi, którzy mieli mu służyć za pożywienie na zimę. Zobaczywszy młodzieńca, uwięzieni zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego: "Jego zjedz! Tego zjedz!..."

"Nie jem ludzi. Jesteście wolni" - powiedział królewicz. Potem wyznaczył jednego z nich i rzekł: "Ty będziesz ich przywódcą, a oni mają robić, co im karzesz."

Ludzie płakali i prosili, aby nie odchodził, ale on ich nie słuchał.

"Za kilka dni wrócę" - powiedział. Po czym wsiadł na konia i odjechał.

Jechał i jechał, aż zmęczył się i usnął pod drzewem. Na drzewie tym było gniazdo Simorga.* Gdy zjawił się ptak i gdy zobaczył śpiącego, chwycił wielki kamień, aby rozłupać mu głowę. Każdego roku bowiem jego dzieci ginęły, a on myślał, że giną z rąk ludzi. Już miał zrzucić głaz na młodzieńca, kiedy pisklęta zaszczebiotały: "To dobry człowiek! Dobry człowiek!"

"A cóż on takiego dobrego wam zrobił?" - zapytał Simorg.

"Najpierw wyrzuć kamień, bo niechcący możesz go upuścić i zrobić mu krzywdę" - zaćwierkały ptaszki, a gdy już nic nie zagrażało śpiącemu, powiedziały: "Co roku twoje dzieci zjadał wielki wąż. My przeżyłyśmy, gdyż ten młodzieniec go zabił."

Królewicz obudził się i widząc Simorga bardzo się przestraszył.

"Nie bój się chłopcze! - rzekł ptak. - Pomogę ci, gdyż uratowałeś moje dzieci."

Powiedziawszy to, chwycił jedno ze swoich piskląt, postawił przed młodzieńcem i przykazał: "Dopóki ten człowiek będzie żył, masz mu służyć!" Po czym wyrwał jedno ze swoich piór i dodał: "Ilekroć znajdziesz się w niebezpieczeństwie, spal je, a pojawię się wraz z moimi dziećmi."

Nalegał też, aby królewicz został u nich na noc. On jednak nie zgodził się i ruszył w drogę. Kiedy tak jechał, spotkał lwicę, którą ssały trzy małe lwiątka.

"Podejdź tu i posil się moim mlekiem - powiedziała. - Gdy to zrobisz, zostaniesz moim czwartym synem. Jeśli odmówisz, rozszarpię cię."

Lwica bardzo cierpiała, gdyż w nodze tkwił jej ostry kolec. Zobaczył to królewicz i zapytał: "Matko, wyciągnąć ci go?"

"Wyciągaj, a nie dumaj! - odparła. - Przedtem jednak włóż mi w paszczę siedem dużych kamieni, abym cię niechcący nie skrzywdziła."

Królewicz zrobił, jak kazała. Potem przygotował opatrunek, konia i pisklę Simorga ukrył w bezpiecznym miejscu i zabrał się do roboty. Gdy wyciągał kolec, lwica z bólu pokruszyła kamienie, które miała w pysku, ryknęła przeraźliwie głośno i straciła przytomność. Natychmiast przybiegły lwiątka i widząc co się stało bardzo się ucieszyły.

"Człowieku! - krzyknęły. - Pomogłeś naszej matce. Odtąd jesteś nam bratem."

Gdy lwica odzyskała przytomność, pociągnęła za ucho jedno ze swoich dzieci i rzekła: "Póki ten człowiek będzie żył, masz mu służyć." Po czym wyrwała sobie wąs i dała go młodzieńcowi, mówiąc: "Ilekroć będziesz w potrzebie, spal to, a pojawimy się."

Nalegała też, aby królewicz został na noc. On jednak odmówił i pojechał dalej. Jechał i jechał, aż przyjechał do jakiegoś miasta. Nie miał już pieniędzy, więc został czeladnikiem w rzeźni. Wynajął mieszkanie u pewnej staruszki i po pewnym czasie traktował ją jak matkę. Płynął czas. Królewicz za dnia pracował, a wieczorem wracał do domu, przynosząc swoim zwierzętom kości. W końcu był już tak brudny, że postanowił się umyć. Poszedł nad staw, który znajdował się w ogrodzie, za zamkiem padyszacha. A tak się złożyło, że najmłodsza królewna wyglądała wtedy przez okno i zobaczywszy w ogrodzie młodzieńca o złotych włosach, zakochała się w nim. Pobiegła do swoich sióstr i rzekła: "Już czas, aby ojciec znalazł nam mężów."

"Jak mu to powiedzieć, aby się nie zdenerwował?" - zapytały.

"Położymy na tacy - odparła - melona surowego i dojrzałego oraz arbuza surowego i dojrzałego. Potem każemy wezyrowi, aby zaniósł to naszemu ojcu."

Gdy padyszach zobaczył owoce, zdziwił się.

"Co to ma znaczyć?" - chciał wiedzieć.

"Twoje córki, panie, mówią, że są już pełnoletnie i musisz znaleźć im mężów" - wyjaśnił drżącym głosem wezyr.

Usłyszawszy to, władca zdenerwował się. Po chwili jednak rzekł: "Niech herold ogłosi, aby wszyscy mężczyźni, starzy i młodzi, przyszli jutro na plac przed zamek. Spośród nich moje córki wybiorą sobie mężów."

Wieść szybko rozniosła się po mieście i każdy miał nadzieję, że to on zostanie wybrany.

Rankiem plac wypełnił się ludźmi. Każda z dziewczyn upatrzyła sobie kogoś i rzuciła w niego jabłkiem. Tylko najmłodsza nikogo nie wybrała. Gdy padyszach się o tym dowiedział, kazał przeszukać całe królestwo i przyprowadzić każdego, kto się nie jeszcze stawił. Szukali tu, szukali tam i w końcu w rzeźni znaleźli jakiegoś młodzieńca i zaprowadzili na plac. Królewna poznała go i rzuciła w niego jabłkiem, a gdy ludzie myśleli, że się pomyliła, rzuciła jeszcze raz. Wtedy wszyscy dziwili się, że córka szacha wybrała czeladnika. Władca bardzo się zdenerwował.

"Jej niedoczekanie! - wykrzyknął. - Zwiążcie ją i zamknijcie w składzie węgla."

Rozzłościło to królewicza. Poszedł w góry i spalił pióro Simorga i wąs lwicy. Zwierzęta natychmiast się pojawiły.

"Przeszukajcie świat - rozkazał - i sprowadźcie tu wszystkie zwierzęta: te, które latają w powietrzu i te, które chodzą po ziemi! Dziś wybrańcy królewien idą na polowanie. Kiedy nie znajdą zwierzyny, przyjdą do mnie."

Simorgi i lwy spisały się i na świecie nie pozostał nawet jeden ptaszek. Młodzieńcy szukali i szukali, lecz w górach, w dolinach i na stepie nie było żadnych zwierząt. Szukali jednak dalej, gdyż nie mogli wrócić do zamku z pustymi rękami. W końcu spostrzegli jakiś dym unoszący się zza wzgórza i postanowili to sprawdzić. Jakże się zdumieli, gdy zobaczyli tam owego czeladnika, którego wybrała najmłodsza królewna, a obok mnóstwo dzikiej zwierzyny.

"Bracie, czy nie sprzedałbyś nam trochę?" - spytali.

"Tylko pod jednym warunkiem - odparł królewicz. - Jeśli pozwolicie zrobić sobie znamię na plecach."

Spojrzeli na siebie, nie wiedząc, czy aby nie spotka ich przez to jakieś nieszczęście. W końcu jeden z nich rzekł: "Noc już blisko i trzeba nam wracać. Wkoło żywego ducha, a tu tyle zwierzyny. Zgódźmy się na te znamię i bierzmy, co daje. Bóg jeden wie, przecież wkrótce mogą się wilki pojawić."

To ich przekonało i odsłonili plecy. Królewicz zrobił im znamię, po czym dał każdemu worek zwierzyny i rzekł: "Idźcie z Bogiem!"

Potem sam wziął trochę i zaniósł najmłodszej królewnie.

"Przygotuj dziś potrawę z wróbla i poślemy ją twojemu ojcu" - powiedział.

Dziewczyna zrobiła, jak mówił. Obok położyła bryłkę węgla. Nastał wieczór. Jej siostry także wysłały ojcu potrawy. Władca każdej spróbował i najbardziej smakowała mu ta, którą przygotowała jego najmłodsza córka. Obok niej leżał jednak węgiel.

"Rano zaprowadź moją córkę do stajni!" - rozkazał wezyrowi.

Następnego dnia królewny znów przygotowały różne potrawy z mięsa zwierząt, które przynieśli im ich mężowie. Najmłodsza zrobiła potrawę z wróbla i znów to ona smakowała władcy najbardziej. Obok niej leżało jednak siano.

"Zabierz moją córkę w komnaty!" - rozkazał wezyrowi.

Zanim jednak to się stało, królewicz ostrzegł ją: "Dziś dziać się będą dziwne rzeczy, lecz niczego się nie bój!"

Po czym poszedł w góry i spalił wąs i pióro. Natychmiast pojawiły się lwy i Simorgi i ruszyły do miasta. Gdy padyszach je zobaczył, przestraszył się i kazał pozamykać bramy.

"Nie chcemy nikogo skrzywdzić - powiedziały zwierzęta. - Przybyłyśmy po naszych najemnych robotników. Jest ich sześciu i mają znaki na plecach."

Mężowie królewien pojęli, że to o nich chodzi i pochowali się. Władca kazał mieszkańcom miasta zebrać się na placu. Wśród nich nie było jednak tych, których szukały zwierzęta.

"Są jeszcze moi zięciowie" - powiedział padyszach, po czym kazał ich przyprowadzić. Gdy zobaczył na ich plecach znaki, przybiegł wybranek jego najmłodszej córki, upadł mu do nóg i rzekł: "Czy nie przekonałeś się jeszcze, że zasługuję na to, aby być twoim zięciem?"

Wtedy szach uściskał go, ucałował i dał mu mieszkanie w pięknym domu. Młodzieńcy znienawidzili go i poprzysięgli mu zemstę. Pewnego dnia uradzili: "Zabierzmy go na polowanie i tam z nim skończmy."

Królewicz nie był tchórzem, więc zgodził się i poszli. Nagle zobaczyli przed sobą antylopę.

"Otoczmy ją - zaproponowali. - Od kogo się odwróci, ten za nią pobiegnie."

Wypadło na królewicza. Gonił ją i gonił, aż w końcu wbiegł do jakiegoś ogrodu. Tam zobaczył kobietę, przy której siedział, z lampą w pyszczku, kot. To ona, za sprawą czarów, zmieniła się w antylopę, aby zwabić tu młodzieńca.

"Chodź, zagramy w nard!"* - zagadnęła, a gdy grali, uśpiła go i wrzuciła do studni.

Wtedy też pożółkły liście na drzewie, które niegdyś zasadził. Gdy zobaczył to jego brat, zmartwił się i ruszył mu na pomoc. Stary król zaś oślepł ze smutku na drugie oko. Królewicz jechał i jechał, aż dotarł do miejsca, gdzie niegdyś żył ów derwisz, który zabrał jego brata.

"Przyjechał padyszach, nasz wybawiciel" - cieszyli się ludzie, którzy teraz tam mieszkali, myląc go z jego bratem, gdyż obaj byli do siebie podobni, jak dwie krople wody.

Królewicz przenocował u nich, a rano pojechał dalej. Dotarł do drzewa, na którym było gniazdo Simorga.

"Ej chłopcze! Co zrobiłeś z moim dzieckiem?" - zapytał ptak.

"Nie mogłem za nim nadążyć i uciekło mi" - odparł.

Wtedy Simorq przyprowadził drugie pisklę i rzekł: "Twój brat źle postąpił, ty bądź mądrzejszy."

Młodzieniec wziął ptaszka i pojechał dalej. Dotarł do miejsca, gdzie mieszkała lwica.

"Ej chłopcze! Co zrobiłeś z moim synkiem?" - zapytała.

"Nie mogłem za nim nadążyć i uciekł mi" - odparł.

Wtedy lwica przyprowadziła swoje drugie dziecko.

"Twój brat źle postąpił, ty tak nie rób! - przykazała. - Póki ten człowiek żyje masz mu służyć tak, jak mi służyłeś."

Królewicz wziął lwiątko i pojechał dalej. Po pewnym czasie dotarł do miasta. Gdy wjechał, podniosła się wrzawa: "Przyjechał zięć padyszacha! Wrócił zięć padyszacha!" - krzyczeli ludzie. Po czym zaprowadzili go do domu, do żony.

"Gdzie jeździłeś, że tak długo cię nie było?" - zapytała dziewczyna myśląc, że to jej mąż.

Młodzieniec jednak milczał, a gdy żona jego brata przyniosła mu herbatę, wyciągnął szablę i zagroził: "Spróbuj mnie dotknąć, a utnę ci rękę!"

Usłyszawszy to, dziewczyna zdziwiła się.

"Nie byłeś taki - rzekła. - Czemu się tak zmieniłeś?"

Kiedy zięciowie padyszacha dowiedzieli się, że mąż najmłodszej królewny żyje, postanowili pozbyć się go raz na zawsze. I znów poszli wzięli go na polowanie, i znów pojawiła się przed nimi antylopa, a na królewicza wypadło, że pobiegł za nią. Biegł i biegł, aż w końcu trafił do jakiegoś ogrodu. Przed jego bramą zobaczył konia swojego brata, lwiątko i małego Simorga, które ledwo żyły z głodu i pragnienia. W środku jednak, zamiast antylopy, znalazł kobietę o czterdziestometrowych włosach.

"Ona musi mieć coś wspólnego z tym, co przytrafiło się mojemu bratu" - pomyślał.

"Chodź, zagramy w nard" - zagadnęła nieznajoma.

"Dobrze, ale wpierw pójdę za potrzebą" - odparł młodzieniec.

Poszedł, złapał dwie myszy i schował je w rękawie. Czarodziejska moc kobiety kryła się bowiem w lampie, którą w pyszczku trzymał jej kot. Podczas gry wypuścił po cichu jedną mysz i kot o mało nie upuścił lampy. Uspokoił się jednak, gdy kobieta na niego krzyknęła. Po pewnym czasie uwolnił drugą mysz. Tym razem kot nie wytrzymał i pobiegł za nią, a lampa wypadła mu z pyszczka. Wtedy królewicz chwycił kobietę za włosy i zmusił ją do mówienia. Potem spuścił do studni jej czterdziestometrowe włosy i tym sposobem wyciągnął z niej brata. Ten jednak zabił w drodze swojego wybawcę.

"Tylko krew twojego syna przywróci mi życie" - usłyszał z ust umierającego.

Gdy wrócił do domu i zobaczył żonę, bardzo się ucieszył. Dziewczyna rzekła: "Pewnego dnia podawałam ci herbatę, a ty chwyciłeś za szablę i powiedziałeś: Pilnuj się! Nie jestem tym, za kogo mnie bierzesz."

Królewicz zrozumiał, że źle postąpił zabijając brata. Gdy urodził mu się syn, zabrał go w miejsce, gdzie to się stało i wylał na kości krew z jego ręki. Zmarły ożył i brat wziął go ze sobą do domu. Potem pojechali do zamku ich ojca. Ten odzyskał wzrok, a Bóg spełnił pragnienia jego synów.

tłum. albert kwiatkowski

Simorg - mityczny ptak, który występuje już w Aweście, gdzie ma gniazdo na leczącym wszystkie choroby drzewie, które rośnie pośrodku wielkiego oceanu. Według tradycji zawartej w Szahname, zaopiekował się porzuconym w górach małym Zalem. Karmił go i wychowywał, póki nie wyrósł na mężczyznę. Gdy odchodził, dał mu swoje pióro. Zal miał je spalić, gdy znajdzie się w niebezpieczeństwie.
nard - popularna na wschodzie gra, odpowiednik naszego trik traka.

źródło: Rouszan Rahmani,Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 163-178.