O tym jak syn wezyra zakochał się w portrecie pięknej dziewczyny

Dawno, dawno temu żył sobie padyszach, który miał syna jedynaka. Jego wezyrem był człowiek bardzo sumienny i zdolny. Ów wezyr również miał syna, który był bardzo zaprzyjaźniony z królewiczem. Pewnego dnia syn wezyra poszedł z przyjaciółmi na spacer. Minęło kilka dni, a młodzieniec nie wracał i jego ojciec bardzo się niepokoił. W końcu królewicz postanowił pojechać i odnaleźć przyjaciela. Po kilku dniach dotarł do ogrodu i zatrzymał się tam, aby przespać się trochę i odpocząć. Kiedy spał, usłyszał słowa: "Daj mi różę....Daj mi różę." Zbudził się i poszedł w kierunku, z którego rozlegał się głos. Na krańcach ogrodu zobaczył piękną budowlę, a obok niej swojego przyjaciela. Leżał na ziemi i co chwila tracił przytomność, a kiedy ją odzyskiwał, prosił słabym głosem: "Daj mi różę....Daj mi różę". Przy jego głowie siedział ogrodnik i podawał mu wodę do picia. Królewicz wiele godzin spędził przy przyjacielu próbując go obudzić, lecz na próżno. W końcu poprosił ogrodnika, aby powiedział, co się stało. Ogrodnik opowiedział od początku do końca zdarzenia, których był świadkiem. Potem wskazał na drzwi pobliskiej budowli, gdzie wisiał portret dziewczyny, która była niczym bukiet czerwonych róż, i rzekł: "Ów młodzieniec, kiedy zobaczył portret tej dziewczyny, chciał, aby dała mu różę, po czym stracił przytomność. Mimo że bardzo się starałem, nie mogłem go ocucić. Już piąty dzień, jak przy nim siedzę."

Usłyszawszy to, królewicz zerwał kilka róż i kiedy jego przyjaciel wyszeptał: "Daj mi różę....Daj mi różę", szybko podał mu kwiat i powiedział: "Oto róża!"

Syn wezyra odzyskał przytomność i, widząc przyjaciela, zapytał: "Co to za miejsce i co ty tu robisz?"

Królewicz roześmiał się i odparł: "Przyszedłem uwolnić cię z sideł miłości."

Ów zawstydził się. "Co mają znaczyć te słowa - rzekł - i o jakiej miłości mówisz?" Po czym stracił przytomność. Królewicz próbował go ocucić, lecz tym razem bez skutku.

"Czyj to portret? - zapytał starego ogrodnika. - Muszę to wiedzieć, aby uzdrowić przyjaciela."

Staruszek roześmiał się i odparł: "Drogi chłopcze! Nie łatwo zdobyć tę dziewczynę. Straszny smok więzi ją w wodach głębokiej rzeki. Potwór ma perłę, która świeci w ciemnościach i kiedy wraca do swojej kryjówki, dzięki jej światłu odnajduje w wodzie drogę."

Usłyszawszy to, królewicz westchnął i rzekł: "Za wszelką cenę muszę pomóc przyjacielowi."

Wsiadł na konia, pojechał do kuźni i polecił kowalowi sporządzić skrzynię szeroką na pięć i długą na pięćdziesiąt metrów. Kiedy wrócił do domu, opowiedział o wszystkim ojcu i wezyrowi. Potem powiadomił ich, że pojedzie odnaleźć dziewczynę, cokolwiek miałoby się stać.

"Synu mój! - rzekł władca. - Jesteś bardzo naiwny. Zadanie, jakie stoi przed tobą, nie jest łatwe, a ty w dodatku chcesz jechać sam."

Królewicz jednak upierał się przy swoim i na nic się zdały ojcowskie przestrogi. Po kilku dniach pojechał do kuźni i zobaczył, że skrzynia jest już gotowa. Pożegnał rodziców i ruszył w drogę wraz z wojskiem, które dał mu ojciec. Kiedy przyjechał do kuźni, polecił kowalowi przynieść skrzynię. Nikt jednak nie mógł jej poruszyć, taka była wielka i ciężka. Królewicz podszedł wtedy do skrzyni i bez żadnego wysiłku załadował ją na konia i odjechał, a ludzie, którzy powychodzili ze sklepów i warsztatów, patrzyli za nim w osłupieniu.

Jechał i jechał, aż dotarł nad rzekę. Tam pożegnał towarzyszących mu rycerzy i rzucił się wraz ze skrzynią w wodę. Ci zabrali jego konia i płacząc wrócili do miasta. Kiedy przepłynął rzekę i odpoczywał na jej brzegu, spostrzegł w oddali smoka, który wracał do swojej kryjówki, a przed jego siłą i ogromem drżała ziemia i czas. Królewicz schował się szybko za kamieniem i patrzył. Potwór trzymał w paszczy coś, co bardzo świeciło. Kiedy dotarł nad rzekę, położył to na kamieniu, a sam wszedł do wody. Królewicz domyślił się, że tym przedmiotem musi być świecąca perła. Wkrótce smok wyszedł z rzeki, wziął klejnot i ponownie zniknął w głębinach. Młodzieniec zdumiał się i rzekł: "Boże! Miej mnie w opiece i powiedz, co mam robić, gdyż zupełnie nie wiem, co tu się dzieje." Po czym zamyślił się. Minęło kilka godzin i w rzece znowu pojawiło się światło. Po chwili wody rozstąpiły się i smok wyszedł na ląd. Tym razem spostrzegł intruza i rzucił się na niego, aby go pożreć. Królewicz szybko postawił przed sobą skrzynię, a gad myśląc, że chłopak schował się w niej, wlazł do środka. Wtedy młodzieniec wyjął zza pasa miecz i rozciął nim smoka na pół, wyciął sobie z jego skóry pas, wziął klejnot i wszedł do rzeki. Blask perły rozświetlał głębiny i dzięki niemu odnalazł na samym dnie bramę. Wyszeptał imię Boga i wszedł przez nią do środka. Znalazł się w pięknej komnacie, a w niej ujrzał tę samą dziewczynę, której portret wisiał w ogrodzie. Pozdrowił ją i podszedł bliżej. Dziewczyna przywitała nieznajomego i zapytała zdziwiona: "Jak zdołałeś tu przyjść? Czyżby smok cię nie zauważył?"

Młodzieniec opowiedział o wszystkim i sam chciał usłyszeć jej historię. Dziewczyna westchnęła i rzekła: "Byłam córką wezyra w pewnym kraju, a smok, którego zabiłeś był niegdyś walecznym i pięknym mężczyzną. Bardzo chciał mnie poślubić, lecz odmówiłam. Pewnego dnia spacerowałam w ogrodzie razem z przyjaciółkami, kiedy nagle pojawił się olbrzymi smok. Rzuciłyśmy się do ucieczki, a smok spośród nas wszystkich porwał mnie jedną. Straciłam przytomność. Obudziłam się tutaj i od tamtej pory nie miałam żadnych wieści ani o moim kraju, ani o moich bliskich." Tu przerwała i spuściła wzrok, a łzy popłynęły jej z oczu.

"Czemu płaczesz? - zapytał królewicz. - Zabiłem przecież smoka i w Bogu pokładam nadzieję, że i ciebie uwolnię. Co było dalej? Mów, proszę."

"Najpierw przysięgnij przed Bogiem - odparła, - że nie pomyślisz o mnie źle."

"Jesteś dla mnie jak siostra - rzekł młodzieniec. - Aby cię uwolnić, rzuciłem się w wody tej rzeki. Pospiesz się więc i opowiedz mi o sobie, bo jeszcze trochę, a serce mi pęknie."

"Pewnego dnia poszłam z przyjaciółkami na spacer za miasto. Tam zobaczyłam portret syna wielkiego wezyra i zakochałam się w nim, mimo że on nic nie wiedział o moim istnieniu. Przyrzekłam mu siebie i czekałam na niego, a każdemu, kto chciał mnie poślubić, odpowiadałam, że jestem przy nadziei. Smoka zaś, który mnie porwał, poprosiłam o dziewięć miesięcy zwłoki. Teraz poślubię ciebie, ponieważ przybyłeś do mnie na czas."

Królewicz roześmiał się i rzekł: "Droga siostro! Prawdą jest, że zakochani zawsze do siebie znajdą drogę. Tak się składa, że ów syn wezyra to mój przyjaciel. Pewnego dnia pojechał na przejażdżkę i trafił do ogrodu, gdzie wisiał twój portret. Gdy go zobaczył, zakochał się w tobie i stracił przytomność. Kiedy wyruszałem, aby cię odnaleźć, już od kilku dni był w takim stanie i nie wiem, co się teraz z nim dzieje. Dziękuję Bogu, że pomógł mi osiągnąć cel i mam nadzieję, że do czasu mojego odjazdu, nie będziesz miała nic przeciwko naszym rozmowom."

Płynął czas. Dnie królewicz spędzał na polowaniu, a nocami razem ze swoją przybraną siostrą opowiadali sobie bajki. Pewnego dnia dziewczynie było bardzo smutno. Poszła nad rzekę i kiedy siedziała na jej brzegu i patrzyła w dal, zobaczyła jakąś kobietę w zielonych szatach i z zielonym różańcem w ręku, która modliła się i płakała. Podeszła do niej i zapytała: "Skąd przyszłaś babciu i co tu robisz?"

"Dziecko moje - drżącym głosem odparła staruszka, - siedem lat byłam w Mekce i dopiero co wróciłam. Sama jestem na świecie i nikogo nie znam w tych stronach."

Dziewczyna pożałowała kobieciny i obiecała jej pomóc. Kiedy wieczorem jej przybrany brat wrócił z polowania, opowiedziała mu o spotkaniu i prosiła, aby pozwolił staruszce z nimi zamieszkać. Młodzieniec nie chciał o tym słyszeć.

"Za tym przebraniem kryje się sprytny oszust, który przyniesie nam tylko nieszczęście" - przekonywał.

W końcu jednak uległ płaczom i namowom swojej przybranej siostry i wziął kobietę do domu. I stało się niestety tak, jak przeczuwał. Dlaczego ta niemądra dziewczyna nie chciała go słuchać! Opowiedzmy teraz o czym innym, aby poznać powód pojawienia się staruszki.

Otóż razu jednego, kiedy córka wezyra siedziała nad brzegiem rzeki, spadł jej z nogi złoty but, a prąd poniósł go do innego królestwa, do stawu, który znajdował się niedaleko zamku padyszacha. Miał on syna jedynaka i pewnego dnia służący przyprowadzili do stawu jego konie, aby je napoić. Zwierzęta jednak zamiast pić, odwracały się od wody. Gdy królewicz się o tym dowiedział, rozkazał nie poić koni przez jakiś czas. Po kilku dniach zwierzęta były tak spragnione, że wypiły wszystko wodę ze stawu. Tym sposobem znaleziono złoty but. Królewicz wziął go i poszedł do ojca.

"Kochany ojcze! - rzekł. - Dowiedziałem się, że w jednym miejscu, na dnie głębokiej rzeki, więziona była przez smoka dziewczyna, którą uwolnił pewien królewicz. Prawdopodobnie ten but należy do niej. Zakochałem się w niej i za wszelką cenę muszę ją zdobyć."

W tej chwili podeszła do niego jakaś staruszka i rzekła: "Drogi chłopcze! Daj mi zielone szaty, takiż różaniec, wędrowną laskę i karuzelę, a przyprowadzę ci ją."

Kiedy staruszka zadomowiła się u córki wezyra, rzekła: "Moje drogie dziecko, myślę, że twój brat wcale cię nie kocha."

"Dlaczego miałby mnie nie kochać? - zdumiała się dziewczyna. - Mylisz się, on bardzo mnie kocha."

"Jeśli jest, jak mówisz, to dlaczego coś przed tobą ukrywa?" - zapytała starucha i dodała po chwili: "Co, na przykład, może spowodować, że straci przytomność? Dowiedz się tego moje dziecko."

Gdy wieczorem młodzieniec wrócił z polowania, dziewczyna pozdrowiła go, po czym wybuchła płaczem.

"Drogi bracie! Jest mi tak smutno, ponieważ nie wiem czemu mnie nie kochasz."

"Moja droga siostrzyczko! - zdumiał się królewicz. - Nikt nie jest mi droższy niż ty. Skąd te myśli?"

"Jeśli mnie kochasz, dlaczego mi nie powiedziałeś, co może spowodować, że stracisz przytomność?" - upierała się dziewczyna.

"Boże! - westchnął młodzieniec. - Co mają znaczyć te słowa? Nigdy przecież się o to nie pytałaś. Ktoś musiał ci podsunąć ten pomysł."

"Nie, nie. Już dawno chciałam cię o to zapytać" - mówiła.

Królewicz wiedział, że za wszystkim stoi starucha. Kłamał więc, lecz dziewczyna mu nie wierzyła i w końcu zmuszony był wyjawić prawdę.

"Siostrzyczko! - rzekł. - Powiem ci, lecz nikomu tego nie powtarzaj, aby nie spadło na nas nieszczęście. Mam szablę, którą jeśli okadzi się dymem z palącego się siana i przystawi mi do nosa, stracę na kilka miesięcy przytomność."

Dziewczyna ucieszyła się i następnego dnia opowiedziała o wszystkim staruszce. Ta, pod nieobecność królewicza, podpaliła siano i jego dymem okadziła szablę. Wieczorem młodzieniec wrócił z polowania i poszedł spać. Wtedy kobieta przystawiła mu do nosa okadzoną szablę, po czym poszła do dziewczyny i powiedziała: "Moje dziecko. Przejdźmy się trochę."

"Jeśli mój brat się obudzi, a mnie nie będzie w domu, zabije mnie" - protestowała córka wezyra.

"On mocno śpi, a my zaraz wrócimy" - nie dawała za wygraną starucha i w końcu dziewczyna dała się przekonać.

Spacerując dotarły do piaszczystego pagórka. Wtedy kobieta wykopała spod piasku karuzelę, którą wcześniej tam ukryła. Następnie zaczęła się na niej kręcić, a dziewczyna stała obok i patrzyła, nie mogąc się nadziwić.

"Mateczko! Co to jest?" - spytała.

"Dziecko moje, usiądź koło mnie, a sama zobaczysz" - odparła starucha.

Posłuchała i zaczęły kręcić się razem, coraz szybciej i szybciej, aż w końcu karuzela poleciała ku niebu. Dziewczyna krzyczała, ale nic nie mogła zrobić. Leciały i leciały i wylądowały dopiero na dziedzińcu zamku, gdzie mieszkał królewicz, który znalazł w stawie złoty but. Gdy zobaczył, że kobiecie udało się sprowadzić dziewczynę, ucieszył się i zarządził wielkie święto, lecz zgodził się, na jej prośbę, przesunąć termin ślubu o czterdzieści dni. Staruszce z wdzięczności przydzielił w swoim zamku wspaniałą komnatę z miękkim łóżkiem i codziennie kazał przynosić dla niej wodę ze źródła Zamzam.*

Zostawmy jednak na razie to wszystko i posłuchajmy, co działo się z synem wezyra.

Dowiedział się on, że przyjaciel odnalazł i uwolnił ze smoczej niewoli jego ukochaną. Mijały jednak tygodnie i nie było od nich żadnych wieści. Młodzieniec bardzo się tym martwił i postanowi ich odnaleźć. Pożegnał rodziców i pojechał nad ową rzekę. Gdy tam dotarł, stanął na brzegu i, zawierzywszy swój los Bogu, rzucił się do wody z tego samego miejsca, z którego niegdyś skoczył królewicz. Prąd jednak był dla niego za silny i poniósł go do królestwa padyszacha, którego syn, dzięki podstępowi staruchy, zdobył jego ukochaną. A tak się złożyło, że wtedy pewien człowiek zarzucał w tej rzece sieci i wyciągnął z wody wielką rybę, w której płetwy zaplątał się syn wezyra.

"Czy ty aby nie jesteś tym młodzieńcem, który niegdyś zaginął? - zapytał rybak. - Twoja matka wciąż o tobie pamięta, a teraz wzięła sobie córkę..." Po czym wszystko mu opowiedział i wtedy syn wezyra zrozumiał, co się stało. Milczał jednak i nie protestował, kiedy z powodu wielkiego podobieństwa, wzięto go za owego zaginionego chłopaka. Rybak ucieszył się i poszedł z młodzieńcem do miasta niosąc staruszce radosną nowinę, że odnalazł się jej syn. Kobieta, zobaczywszy go, wprost nie posiadała się z radości, gdyż była pewna, że to jej dziecko. Po kilku dniach chłopak czuł się już dość pewnie i rzekł: "Matko! Ileż dobrego zrobiłaś. Powiedz mi, co tu się dzieje? I gdzie jest dziewczyna?"

Starucha opowiedziała mu o wszystkim, po czym przyprowadziła dziewczynę. Ta, gdy zobaczyła młodzieńca, nie mogła oczom uwierzyć.

"Przecież to jego portret widziałam. To na niego czekałam. Co on tu robi?" - zastanawiała się w myślach. Po pewnym czasie kobieta wyszła, zostawiając młodych samych. Wtedy syn wezyra rzekł: "Dziewczyno! Opowiadaj wszystko!"

Ta westchnęła i odparła: "Najpierw chcę usłyszeć, kim naprawdę jesteś" - rzekła, - a gdy dowiedziała się o wszystkim, rozpłakała się i opowiedziała o trudzie, jaki zadał sobie królewicz, aby ją odnaleźć i o tym, jak wielki błąd popełniła. Potem zaśpiewała:

Świat, kręcąc się, porwał ze sobą i mnie.
W rzece żyłam, do miasta zabrał mnie.
W rzece słodką wodę piłam.
Z tej wody w nieszczęścia zabrał mnie.*

"Już dobrze. Tak widać chciał los i nie było w tym twojej winy" - pocieszał młodzieniec. Po czym zapytał ją o świecącą w ciemnościach perłę, a gdy dowiedział się, że ma ją starucha, poszedł do niej i rzekł: "Matko! Czyżbyś mnie nie kochała? Jeśli mnie kochasz, powiedz, gdzie jest perła."

Kobieta dała mu klejnot, a on poprosił wtedy, aby nauczyła go kręcić się na karuzeli. Kiedy już to umiał, zabrał dziewczynę i polecieli ku rzece. Wylądowali na brzegu i weszli w wodę. Dzięki perle, która rozświetlała głębiny, odnaleźli wejście do podwodnej twierdzy. W środku spał królewicz. Gdy wyczyścili jego szablę, odzyskał przytomność.

"Dlaczego mnie budzisz?" - zapytał dziewczynę, lecz jakże wielkie było jego zdumienie, kiedy zobaczył koło niej swojego przyjaciela. Szczęśliwi, padli sobie w ramiona, a gdy królewicz o wszystkim się już dowiedział, rzekł: "Nie jest tu dla nas bezpiecznie. Musimy stąd jechać."

Rankiem wyruszyli w drogę do domu. Gdy przyjechali, król urządził wielkie święto, które zakończyło się hucznym weselem. I tak, z bożą pomocą, młodzieniec osiągnął swój cel.

tłum. albert kwiatkowski

Zamzam - święta studnia w Mekce, miejsce rytualnych ablucji muzułmanów. Zwana też studnią Hagar od imienia niewolnicy, która urodziła Ibrahimowi (Abrahamowi) Ismaila - legendarnego ojca Arabów. Według jednej z legend archanioł Gabriel objawił się prorokowi i kazał zaprowadzić dziecko i jego matkę do miejsca poświęconego Allahowi i tam zostawić. Była to szczera pustynia. Gdy Hagar poszła szukać wody, jej synek zaczął płakać. W miejscu, gdzie uderzył stopą o ziemię, wytrysnęło źródło Zamzam. Obok niego powstała Ka'aba.
* Wiersz ten jest ponoć bardzo popularny wśród mieszkańców Afganistanu i Tadżykistanu i ma liczne warianty.

źródło: Rouszan Rahmani, Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 197-207.