Drewniany koń

Dawno, dawno temu żył sobie padyszach, który miał jedną córkę. Pewnego dnia rzekł do niej: "Podejdź tu i wyczyść mi brodę!"

Po czym położył głowę na jej kolanach. Dziewczyna zabrała się do pracy i tak się złożyło, że znalazła wesz. Padyszach rozkazał, aby zabrano robaka i powieszono na bramie miasta. Powiedział też, że jeśli ktoś na jego widok zapłacze, temu odda swoją córkę za żonę. Codziennie o to pytał, lecz nikt taki się nie pojawiał. Minął tydzień i słudzy przynieśli mu wieść: "Jakiś bosonogi derwisz, panie, stoi już dwie godziny przed bramą miasta i lamentuje."

"Natychmiast mi go przyprowadźcie!" - rozkazał padyszach, a kiedy biedak stanął przed jego obliczem, zapytał: "Derwiszu! Dlaczego płakałeś na widok wszy?"

"Ja wasz sługa uniżony, panie - odparł bosonogi. - Nasz władca cierpiał z jej powodu, więc jak mógłbym nie płakać. Jakżebym mógł nie lamentować, kiedy wesz męczyła naszego pana?"

Królowi spodobała się ta odpowiedź i kazał przyprowadzić swoją córkę.

"Oddaje cię temu derwiszowi" - rzekł.

"Co tylko rozkażesz, komukolwiek mnie oddasz, nie mam nic przeciw temu" - odparła dziewczyna.

Padyszach napełnił skrzynie rubinami i innymi kosztownościami i załadował na konia. Po czym uściskał córkę, a lejce oddał derwiszowi. Nie był to jednak zwykły derwisz, tylko przebrany za niego czarownik, który jak tylko znalazł się za bramą miasta, podniósł konia wraz z siedzącą na nim dziewczyną i wzbił się wysoko w powietrze. Kiedy leciał już jakiś czas, zapytał: "Co widzisz w dole królewno?"

"Jesteśmy nad wąwozem" - odparła.

Po pewnym czasie czarownik zapytał ponownie: "A teraz co widzisz?"

"Jesteśmy nad rzeką" - odparła dziewczyna.

Lecieli dalej, coraz wyżej i wyżej i znów zapytał: "A tym razem co widzisz?"

"Nic nie widzę" - odparła królewna.

Po chwili usłyszała kolejne pytanie: "Teraz mi powiedz, czy zrzucić cię w góry, czy w wodę?"

Dziewczyna odkryła jego zamiary.

"Zrzuć mnie w góry" - powiedziała.

Usłyszawszy to, czarownik zrzucił ją w wody rzeki. Jej koń jednak był z rodu peri i bezpiecznie poniósł królewnę na suchy ląd. Dziewczyna miała za złe ojcu, że oddał ją czarownikowi i przyrzekła sobie już nigdy go nie wspominać.

"Mój drogi koniku! - poprosiła. - Zabierz mnie jak najdalej od królestwa mojego ojca."

Koń zgodził się, zawiózł ją do pewnego miasta i rzekł: "Nie możesz tu nosić kobiecego stroju. Ubieraj się jak mężczyzna."

Dziewczyna kupiła na bazarze wspaniałe męskie szaty, przyprawiła sobie zarost i poszła rozejrzeć się za mieszkaniem. Kiedy wynajęła już dom, przywiązała konia, ukryła skrzynie ze złotem i kosztownościami i poszła się przespać. Rankiem wzięła kilka klejnotów i pojechała na bazar. Tam odnalazła jubilera i chciała mu sprzedać klejnoty. Ten zobaczył kamienie i poznał, że mają dużą wartość.

"Nie mogę tego kupić - powiedział. - Idź do karawanseraju. Tam znajdziesz handlarza, który prowadzi interesy w wielu krajach. On ma dużo pieniędzy i z pewnością kupi od ciebie klejnoty."

Królewna przyjechała do karawanseraju i odnalazła sklepik handlarza. Zobaczyła, że w środku siedzi na tachcie* jakiś piękny młodzieniec, w którym każda mogłaby się zakochać. Zsiadła z konia i podeszła bliżej. Gdy tylko handlarz zobaczył jeźdźca poznał, że to człek dobry i znakomitego rodu. Wyszedł mu na spotkanie, po czym zaprowadził go do sklepu, posadził na tachcie, polecił przynieść herbatę i zapytał: "Skąd jesteś panie i co cię tu sprowadza?"

"Mój ojciec - kłamała królewna - był również handlarzem. Kiedy umarł zostałem sam ze starą matką. Wyuczyłem się kupieckiego rzemiosła i przyjechałem do tego miasta, aby zająć się handlem i zarobić. Wynająłem dom, lecz jestem obcy i nikogo nie znam."

Handlarz od razu polubił przybysza: "Ja również nie mam na świecie nikogo prócz matki - rzekł. - Mój ojciec umarł i zostawił mi w spadku swoje interesy. Sam prowadzę ten sklep i jeśli traktowałbyś mnie jak brata, moglibyśmy razem pracować dopóki nie wyjedziesz."

Dziewczyna w głębi serca bała się, że pewnego dnia jej sekret się wyda, lecz zgodziła się i zaczęła współpracę z handlarzem. Mijały dni, a młodzieniec codziennie opowiadał matce o swoim nowym wspólniku. Pewnego wieczoru oznajmił: "Dzisiejszej nocy zaprosiłem w gości swojego przybranego brata. Musisz zrobić najlepsze jedzenie."

W tym czasie królewna prosiła swojego konia o radę: "Koniku! Handlarz zaprosił mnie w gości, co na to powiesz?"

"Nic. Idź. Zobaczymy co będzie" - odparł.

Dziewczyna wsiadła na konia i pojechała. Kiedy młodzieniec ją zobaczył, krzyknął: "Każdy przed moim domem jest moim gościem". Po czym wprowadził wspólnika do domu.

Matka handlarza nasłuchała się wiele o tym młodzieńcu i w końcu miała okazję, aby dobrze mu się przyjrzeć. Podeszła do drzwi komnaty i ukradkiem obserwowała go przez dziurkę od klucza. Zrozumiała, że to nie żaden młodzieniec, tylko dziewczyna przebrana w męskie szaty. Nic jednak na razie nie powiedziała. Po kolacji królewna poszła poradzić się swojego konia.

"Matka handlarza - rzekł - poznała twój sekret. Miej się na baczności!"

Królewna przelękła się i chciała wracać do domu. Młodzieniec nalegał, aby została: "Zostań bracie. Przenocujesz tutaj. Gdzie będziesz iść o tak późnej porze" - przekonywał, lecz na próżno.

Gdy handlarz pożegnał wspólnika, do komnaty weszła jego matka i rzekła: "Synu! Twój gość to nie żaden młodzieniec, tylko dziewczyna."

"Co mówisz matko? - odparł zdziwiony. - Chciałbym, aby tak było, gdyż cały drżę kiedy go widzę."

"Na Boga! - wykrzyknęła kobieta. - To jest dziewczyna! Następnym razem patrz jej na nogi, kiedy będzie wchodzić do domu, a sam się przekonasz. Kobiety przestępują próg lewą, a mężczyźni prawą nogą."

Młodzieniec przystał na to. Po kilku dniach znów zagadnął wspólnika: "Przyjdziesz do nas w gości?"

Dziewczyna zgodziła się. Jechała jednak pełna obaw. Z pomocą przyszedł jej koń: "Posłuchaj! - rzekł. - Matka chłopaka odkryła twój sekret i chce cię zdemaskować. Gdy będziesz wchodzić do ich domu, pamiętaj, aby przekroczyć próg prawą nogą."

Tak też zrobiła. Młodzieniec, który ją bacznie obserwował, poszedł do matki i rzekł: "Widziałaś? To chłopak, a nie dziewczyna!"

"Na Boga! - nie dawała za wygraną kobieta. - To jest dziewczyna. Dziś w nocy nie pozwól jej odjechać. Przed snem połóż pod jej łóżko bukiet kwiatów, drugi wsuń pod swoje. Rano zobaczysz, że jej bukiet zwiędnie, a twój pozostanie świeży. Stanie się tak, ponieważ tam, gdzie śpią kobiety, więdną kwiaty."

Młodzieniec przystał na to. Po kolacji przyniósł szachy i zagrali partię. Gdy skończyli i dziewczyna chciała wracać do domu, rzekł: "Dokąd sam pójdziesz, bracie, w taką noc? Prześpij się tutaj!"

Królewna odparła, że się zastanowi, a gdy młodzieniec wyszedł, pobiegła do stajni, zapytać konia o radę.

"Dziewczyno! - rzekł koń. - Poznali cię. Dzisiejszej nocy położą pod twoje łóżko bukiet kwiatów. Jutro musisz wcześnie się obudzić, a kiedy chłopak pójdzie się modlić, weź spod jego łóżka kwiaty, a na ich miejsce połóż swoje."

Królewna zgodziła się zostać na noc. Nastał ranek i gdy handlarz udał się na modlitwę, zamieniła ze sobą miejscami oba bukiety, potem sama poszła się modlić. Kiedy matka handlarza przyszła sprzątać posłania zobaczyła, że kwiaty, które leżały pod łóżkiem jej syna, zwiędły, a bukiet dziewczyny pozostał świeży. Zrozumiała, że ktoś musi jej pomagać.

"Ta dziewczyna na pewno ma pomocnika!" - rzekła do syna.

"Poza swoim koniem, którego bardzo kocha, nikogo tu nie zna" - odparł.

"Ten koń na pewno jest z rodu peri - rzekła kobieta. - Pożycz go i trzymaj od niej z daleka, a ja już znajdę sposób."

Tegoż dnia, kiedy handlarz przyszedł do sklepu, zagadnął królewnę: "Bracie! Bardzo podoba mi się twój koń. Pożycz mi go, jutro ci go oddam."

Dziewczyna za żadne skarby nie oddałaby wierzchowca, lecz młodzieńcowi tak bardzo się spodobał, że zgodziła się. Kiedy przyszła do konia i powiedziała mu o tym, ten rzekł: "Bądź ostrożna, gdyż nie będę mógł ci pomóc!"

Po czym dała konia handlarzowi. Tego dnia jego matka powiedziała: "Przyprowadź tę dziewczynę do domu! Postawię garnek z mlekiem na ogniu. Kiedy mleko zacznie się gotować i wykipi, będzie oznaczać, że twój wspólnik to chłopak. Jeśli to dziewczyna, nie da mleku wykipieć."

Handlarz ponownie zaprosił wspólnika do siebie. Pili herbatę, gdy mleko zaczęło kipieć. Królewna zerwała się z miejsca i zestawiła garnek z ognia. Młodzieniec chwycił ją za ręce i krzyknął: "Mów prawdę kim jesteś! Moja matka od samego początku była przekonana że jesteś dziewczyną, ale nie wierzyłem jej."

Zdjął jej z głowy czapkę i wysypały się spod niej jej długie włosy. Królewna poczerwieniała ze wstydu i słowa uwięzły jej w gardle. Handlarz zawołał matkę i razem wypytywali dziewczynę, aby poznać prawdę. Kiedy już wszystkiego się dowiedzieli, rzekł: "Od dnia kiedy cię ujrzałem, oszalałem z miłości. Teraz nie masz innego wyjścia, jak zostać moją żoną."

"Dajcie mi czas do rana, abym mogła się zastanowić" - poprosiła królewna. Po czym wróciła do domu i poszła poradzić się konia. Ten usłyszawszy o wszystkim, powiedział: "Przeznaczeniem każdej kobiety jest wyjść za mąż, a gdzie znajdziesz lepszego męża niż ten handlarz?"

Królewna zgodziła się poślubić młodzieńca, ponieważ poznała się na jego dobroci i zaletach i w głębi serca kochała się w nim. Siedem dni i nocy trwało wesele, po czym żyli razem w szczęściu.

Minął rok. Dziewczyna spodziewała się dziecka, a jej mąż wybierał się w interesach w dalekie strony. Przed wyjazdem powiedział żonie, że chce jechać na jej koniu. Koń ostrzegał swoją panią, aby go nie oddawała, gdyż będzie jej jeszcze potrzebny. Królewna próbowała przekonać męża, aby wziął innego wierzchowca, lecz na próżno. Wtedy koń rzekł: "Powiedz mu, aby nie przywiązywał mnie do drzewa. Jeśli jednak mnie przywiąże, niech zrobi to mocno."

Młodzieniec obiecał żonie, że będzie o tym pamiętał i poprosił: "Napisz do mnie, kiedy Bóg ześle ci dziecko." Po czym pożegnał się i wyruszył w drogę.

Minęło kilka miesięcy i na dziewczynę przyszła pora. Bóg zesłał jej dwóch synów: jednego ze złotym loczkiem nad czołem, a drugiego z zębami jak perełki. Matka handlarza była bardzo szczęśliwa i natychmiast napisała do syna list: "Drogi synu! Bóg zesłał ci dwójkę chłopców. Jeden ma złoty loczek nad czołem, a drugi zęby jak perły. Jakie mamy im dać imiona?". Po czym dała list posłańcowi.

Ale zostawmy to na razie i posłuchajmy o czarowniku, który porwał królewnę. Chodził on z miasta do miasta i szukał jej, aż w końcu dowiedział się, że wyszła za mąż za młodego handlarza. Chciał do niej iść, ale bał się jej konia. Usiadł więc na drodze i czekał. Pewnego dnia zobaczył posłańca od teściowej królewny i domyślił się, że niesie handlarzowi wieści. Kiedy posłaniec mijał czarownika, ten krzyknął: "Ej bracie! Nie odpocząłbyś? Posiedź tu trochę, zapalimy fajkę."

Gdy posłaniec usiadł, czarownik wypytał go o różne rzeczy i dowiedział się, co się wydarzyło. Po czym znanymi sobie sposobami uśpił go, wyjął z zawojów jego turbana list, a w jego miejsce napisał nowy: "Drogi synu! Twoja żona urodziła dwa pieski. Co z nimi mamy zrobić?"

Potem obudził posłańca, który ruszył w dalszą drogę. Wkrótce dotarł do miasta, gdzie odnalazł handlarza i przekazał mu list. Gdy młodzieniec go przeczytał, bardzo się zdziwił i napisał do matki: "Droga matko! Jeśli moja żona urodziła dwa pieski, to opiekuj się nimi, póki nie wrócę."

Potem dał list posłańcowi, który ruszył w drogę powrotną. Gdy mijał czarownika, ten znów go zagadnął, aby posiedział z nim chwilę, odpoczął i wypalił fajkę. Po czym znów go uśpił i przeczytał list, a kiedy zobaczył, że podstęp się nie udał, napisał w jego miejsce nowy: "Droga matko! Jeśli moja żona urodziła chłopca o złotym loczku oraz drugiego o zębach jak perły, to całą trójkę wygnaj z domu. Jeśli tego nie zrobisz, zabiję ich, gdy wrócę."

Potem zbudził posłańca. Ten ruszył w dalszą drogę i wkrótce przekazał list matce handlarza.

"Co napisał mój mąż? Co napisał?" - pytała królewna.

Kobieta jednak nie chciała powiedzieć, tylko całymi dniami i nocami płakała. Pewnego dnia dziewczyna znalazła list, przeczytała go i rozpłakała się. Rzekła teściowej: "Nie ma w tym twojej winy. Pójdę z domu, kiedy taka jest wola mojego męża. Jeśli jednak pewnego dnia przypomni sobie o mnie i zechce mnie odnaleźć, będzie musiał zużyć w drodze siedem żelaznych kosturów oraz schodzić siedem par żelaznych butów."

Kobieta prosiła ją, aby zaczekała, aż wróci jej mąż, który musiał rozum postradać. Ona jednak wzięła synów na ręce, pożegnała teściową i płacząc ruszyła w drogę. Szła i szła, aż nastała noc. Z zimna, głodu i pragnienia ledwo żyła, kiedy dotarła na skraj pustyni. Nagle zobaczyła swojego konia, który przybiegł do niej wlokąc za sobą drzewo. Oboje długo płakali.

"Twój mąż przywiązał mnie do drzewa - powiedział koń. - Wyrwałem się jednak i przybiegłem do ciebie. Moje chwile są jednak policzone. Kiedy umrę, rozetnij mi brzuch, wyjmij wnętrzności, a potem ze swoimi dziećmi wejdź do środka. W nocy będziesz słyszała różne głosy, lecz nie wychodź aż do rana."

To powiedział i zdechł. Dziewczyna rozpłakała się, lecz zrobiła tak, jak jej przykazał. W nocy, siedząc w brzuchu konia, usłyszała głosy: "Podaj cegłę! Daj złoto! Zbudujemy piękny dom!" Kiedy nastał ranek i zrobiło się jasno, wyszła na zewnątrz i zobaczyła przed sobą piękny zamek o ścianach ze złota i srebra. Po chwili pojawiły się służące, wzięły jej dzieci i ułożyły w kołysce, a ją samą zaprowadziły do łaźni, umyły i podały jej najlepsze jedzenie. Dziesięć służek jej usługiwało, więcej niż w zamku jej ojca.

Zostawmy ją na razie w tym zamku i posłuchajmy o jej mężu. Otóż wizyta posłańca przygnębiła go, a gdy pewnego dnia uciekł mu koń, posmutniał jeszcze bardziej. Spakował się więc i ruszył w drogę powrotną. Kiedy przybył do domu, zastał tam tylko swoją matkę.

"Gdzie moja żona moja i dzieci?" - spytał.

Kobieta rozpłakała się, pokazała mu list i o wszystkim opowiedziała. Wtedy młodzieniec zapłakał.

"Kiedy moja żona odchodziła, czy coś powiedziała?" - zapytał.

"Nie! Tylko tyle, że jeśli przypomnisz sobie o niej i zechcesz ją odnaleźć, będziesz musiał zużyć w drodze do niej siedem żelaznych kosturów i schodzić siedem par żelaznych butów."

Młodzieniec poprosił o błogosławieństwo, wziął do reki żelazny kostur, na nogi włożył żelazne buty i ruszył w drogę. Minęło pięć lat. Handlarz szedł od miasta do miasta i od wioski do wioski, aż dotarł do miejsca, gdzie mieszkała jego żona. Zobaczył zamek o ścianach ze złota i srebra. Przed zamkiem staw, a obok niego dwoje pięcioletnich dzieci, które bawiły się drewnianymi konikami. Kiedy jeden z malców kazał swojemu konikowi pić wodę, handlarz, który odpoczywał pod drzewem, odezwał się: "Niemądre z ciebie dziecko! Czy drewniany konik może pić wodę?"

Chłopczyk rozpłakał się i pobiegł do mamy.

"Mamo jeden człowiek siedzi tam i mówi, że drewniany konik nie pije wody" - poskarżył się.

Kobieta podeszła do okna i zobaczyła swojego męża.

"Idź i daj konikowi wody - rzekła do synka, - a jeśli ten człowiek znów się odezwie, powiedz: Handlarzu, a czy twoja żona mogła urodzić dwa małe pieski?"

Dziecko przyszło nad staw, pochyliło głowę konika nad wodą i powiedziało: "Koniku drewniany pij wodę!"

"Niemądre dziecko! - odezwał się nieznajomy. - Czy drewniany konik może pić wodę?"

"Handlarzu! - odparł chłopczyk. - A czy twoja żona mogła urodzić dwa małe pieski?"

Nagle przybysz wszystko zrozumiał. Podbiegł do dzieci i uściskał je, po czym pobiegł do zamku. Tam rzucił się do nóg swojej żonie i płakał i wszystko jej opowiedział. Wtedy oboje się rozpłakali i żyli długo i szczęśliwie.

tłum. albert kwiatkowski

tachta - szeroka ława służąca do odpoczynku i spożywania na niej posiłków.

źródło: Rouszan Rahmani, Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 113-124.