Królewicz

Dawno, dawno temu żył sobie potężny i bogaty król. Miał on tylko jednego syna i kochał go nad życie. Płynął czas, a chłopak dorastał. Pewnego dnia król poszedł do meczetu po radę: "Mój syn jest już duży i chcę, aby pracował - rzekł. - Powiedzcie, co ma robić?"

Mułła,* który właśnie nauczał, odparł: "Każ mu przynieść z bazaru coś, czego wam brakuje!"

Król rzekł do syna: "Idź i przynieś coś, czego nie mamy w domu!"

Królewicz udał się na bazar i kupił dużą skrzynię. Następnego dnia jego ojciec poszedł do meczetu i powiedział: "Mój syn przyniósł jakąś dużą skrzynię."

"Taka skrzynia jest przecież w każdym domu. Musisz wysłać go jeszcze raz" - odparł mułła.

Król ponownie posłał syna na bazar, a ten znów przyniósł do domu skrzynię. Kiedy powtórzyło się to trzeci raz, mułła rzekł do władcy: "Chłopak jest szalony. Musisz wygnać go z domu."

Król rozgniewał się i wyrzucił syna z domu wraz z trzema skrzyniami. Kiedy królewicz szedł już jakiś czas, otworzył skrzynie i zobaczył, że w jednej jest pies, w drugiej kot, a w trzeciej wąż. Wąż podziękował chłopcu i powiedział: "Uratowałeś mnie. Teraz idź do mojego ojca, a kiedy będzie chciał cię wynagrodzić, niczego od niego nie bierz i powtarzaj z uporem, że przyjmiesz tylko perłę, którą trzyma pod językiem. Dzięki niej zdobędziesz wszystko, czego zapragniesz."

Chłopiec poszedł za wężem. W końcu dotarli do jaskini, w której stał tron, a na nim siedział Król Węży.

"Drogi ojcze - powiedział mały wąż. - Ten chłopiec uratował mnie. Musisz go wynagrodzić."

Król Węży oferował młodzieńcowi przeróżne skarby, ale ten chciał tylko perłę. Gdy ją dostał, opuścił jaskinię i wrócił tam, gdzie czekały na niego jego zwierzęta: koń, pies i kot. Potem ukląkł i modląc się prosił Boga o wspaniały zamek i piękną żonę o włosach długich na czterdzieści metrów. Ledwo skończył wybijać pokłony, zobaczył przed sobą wspaniały zamek, a w nim kobietę o takich włosach, jakie sobie wymarzył.

Pewnego dnia, kiedy jego żona siedziała nad strumieniem i czesała włosy, jeden z nich wypadł i prąd poniósł go do innego królestwa. Tak się akurat złożyło, że w tym czasie władca tego królestwa obmywał się w wodach tej rzeki przed modlitwą i wyłowił ów włos. Zmierzył go i widząc, że ma czterdzieści metrów długości, postanowił odszukać kobietę, do której należał i ją poślubić. Zwołał kilka starszych bab i rzekł do nich: "Która z was odnajdzie właścicielkę tego włosa, tej dam wszystko, czego zapragnie."

Kobiety udały się na poszukiwania do miasta. Tylko jedna z nich poszła w inną stronę. Dotarła do jakiegoś zamku. Udając żebraczkę zastukała do bramy i zobaczyła dziewczynę, której szukała. Ucieszyła się, wzięła jałmużnę i szybko zaniosła wieść królowi. Ten rzekł: "Jeśli uda ci się przekonać tę kobietę, aby za mnie wyszła, dam ci tyle pieniędzy, ile tylko zechcesz."

Staruszka zgodziła się i ruszyła w drogę. Nie minęło wiele czasu i znów pukała do bram zamku, a kiedy otworzyła jej znajoma dziewczyna, tak do niej rzekła: "Wiem, że twój mąż codziennie jeździ na polowanie, a ty spędzasz dnie samotnie. Jeśli możesz, zatrudnij mnie tutaj."

"Przyjdź jutro - odparła dziewczyna. - Wtedy dam ci odpowiedź."

Gdy jej mąż wrócił do domu, zagadnęła go: "Całymi dniami polujesz, a ja siedzę tu sama. Musisz znaleźć mi kogoś do pomocy."

Z początku królewicz nie chciał o tym słyszeć, lecz w końcu dał się przekonać i gdy następnego dnia staruszka zjawiła się u bram zamku, przyjęto ja do pracy.

Natychmiast wzięła się za domowe prace wyręczając w nich dziewczynę, a Wieczorami, przed snem, opowiadała jej bajki. Tak minęło kilka dni, aż pewnego razu staruszka spytała: "Nie masz ani garnków, pani, ani talerzy, jak można w ten sposób jeść?"

Słowa te rozgniewały dziewczynę i wymierzyła staruszce policzek.

"Nie masz prawa mnie o to pytać" - rzekła.

Po kilku dniach kobieta jednak znów o to spytała. Dziewczyna uderzyła ją, jak poprzednio, lecz tym razem zrobiło się jej żal i powiedziała, że jej mąż trzyma pod językiem perłę, dzięki której dostaje wszystko, o co poprosi Boga. Staruszka ucieszyła się i przyszedł jej do głowy podstęp. "Kiedy twój mąż jeździ na polowanie - zagadnęła, - zostajesz tu sama i musisz być bardzo głodna. Dziś w nocy zabierz mu perłę."

Gdy wieczorem królewicz wrócił do domu, jego żona zaczęła płakać.

"Codziennie chodzisz na polowanie, a ja siedzę tu i jestem głodna i nie mam co pić. Musisz dać mi perłę" - rzekła.

Mężczyzna nie chciał o tym słyszeć, lecz w końcu uległ jej prośbom.

Nazajutrz staruszka poprosiła: "Chciałabym obejrzeć perłę. Pokaż mi ją."

Ale jak tylko zobaczyła klejnot, zabrała go i wybiegła z zamku. Dała perłę królowi i opowiedziała mu o jej czarodziejskiej mocy. Ten ukląkł i ledwie skończył wybijać pokłony, zjawiła się dziewczyna, której pragnął i zamieszkała wraz z nim.

Gdy królewicz wrócił z polowania, nie zastał w domu żony. Zawołał psa i kota i zapytał: "Gdzie jest moja żona?"

Zwierzęta nie wiedziały i ich pan rozgniewał się na nie, wygnał je z domu i zabronił wracać, póki nie przyprowadzą mu żony.

Zwierzęta opuściły zamek i poszły w kierunku miasta. W połowie drogi pies położył się za kamieniem i usnął. Kot szedł dalej, aż dotarł do zamku króla. Wszedł do środka i zobaczył żonę swojego pana. Ucieszył się, podbiegł do niej i zapytał: "Pani, dlaczego tu przyszłaś? Co tutaj robisz?"

Gdy dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim, zmartwił się: "Czy jest wyjście z tej sytuacji? Jak mogę ci pomóc?"

"Spróbuję znaleźć sposób - odparła. - Przyjdź jutro. Teraz już idź, bo zbliża się noc."

Skoro świt kot był z powrotem, a jego pani miała już plan.

"Ten król - rzekła - ma zwyczaj jeść na śniadanie jogurt. Przynieś jutro jaszczurkę i wrzuć ją do kubka, z którego będzie jadł. Kiedy zje, zemdli go i wypluje wszystko, co będzie miał w ustach. Wtedy złap perłę i uciekaj."

Kot znalazł jaszczurkę, wrzucił ją ukradkiem do jogurtu, po czym usiadł przy królu i się do niego łasił. Po chwili przyniesiono jogurt. Gdy król jadł, poczuł w ustach coś żywego. Zemdliło go i wszystko wypluł na ziemię. Wypadła również perła, którą miał pod językiem. Kot, który tylko na to czekał, złapał ją i uciekł, co sił w nogach. Dobiegł do miejsca, gdzie spał pies i dalej już szli razem. Dotarli nad rzekę. Pies rzekł: "Musisz dać mi perłę", a gdy kot nie chciał się zgodzić, zagroził: "Jeśli mi jej nie dasz, nie przeniosę cię przez rzekę."

Kot nie miał wyjścia, oddał klejnot i wskoczył psu na plecy. Ten jednak na środku rzeki otworzył pysk i perła wpadła do wody. Połknęła ją ryba, która przepływała obok i dzięki niej wypiękniała. wtedy wyłowił ją z rzeki rybak, ale nie cieszył się długo zdobyczą, gdyż zabrał mu ją bocian i odfrunął. Kot rzekł do psa: "Wszystko popsułeś. Musimy odzyskać perłę." Po chwili namysłu dodał: "Zranię cię, a ty położysz się na brzegu rzeki i będziesz udawał martwego. Wtedy zlecą się bociany i zaczną cię dziobać. Nie zwracaj jednak na to uwagi, a tylko cierpliwie czekaj, aż przyleci nasz bocian."

Pies zgodził się i zrobili tak, jak ustalili. Nie minęło wiele czasu, gdy pierwsze bociany przyleciały i zaczęły dziobać psa, który nie reagował i leżał jak zabity. Gdy jednak pojawił się ptak, na którego czekali, chwycił go mocno zębami za nogi. Wtedy przybiegł kot i rozszarpał go na drobne kawałki, po czym wyjął mu brzucha perłę i zaniósł swojemu panu. Ten ukląkł i pomodliwszy się, prosił Boga, aby jego żona wróciła.

Tak też się stało i znów żyli razem w zamku. Pewnego dnia królewicz dowiedział się, że jego ojciec przyjechał na polowanie do pobliskiego lasu. Powiedział do żony: "Przyprowadź tu mego ojca."

Dziewczyna przebrała się za antylopę i poszła do lasu. Jak tylko król ją ujrzał, zakochał się w niej i zaczął ja gonić krzycząc: "Nikt nie ma prawa polować na tę antylopę!" Dziewczyna biegła co sił w nogach, aż w końcu wbiegła do zamku. Jej szwagier przybiegł tam za nią. Zapukał do bramy. Otworzył jego syn, lecz król go nie poznał, ponieważ wiele lat minęło od dnia, gdy wygnał go z domu. Królewicz zaprosił go do środka, ale ten rzekł: "Najpierw oddaj mi antylopę, dopiero wejdę."

"Zjedz ze mną obiad, potem ją dostaniesz" - odparł młodzieniec.

Mężczyzna przyjął zaproszenie. Jego syn ukląkł i bijąc pokłony poprosił Boga, aby na stole pojawiło się smaczne jedzenie. Gdy skończyli jeść, do komnaty weszła żona gospodarza. Stary król od razu zachwycił się jej urodą. Dziewczyna wskazała na swojego męża i rzekła: "Ten młodzieniec jest twoim synem, którego wygnałeś przed laty z domu wraz z trzema skrzyniami. Wiedz, że to właśnie dzięki tym skrzyniom ma on to, co widzisz."

Stary król bardzo się zawstydził i prosił syna, aby wrócił do domu. On jednak nie chciał o tym słyszeć. Ojciec odjechał do swojego królestwa, a młody król wraz z żoną pozostali u siebie.

tłum. albert kwiatkowski

mułła - muzułmański duchowny.

źródło: Rouszan Rahmani, Afsaneha-je dari, Teheran 1998, s. 82-88.