Bajka o starcu, który zbierał chrust

Przed laty w pewnej wiosce wraz z żoną i siedmioma córkami żył sobie starzec. Codziennie rano wychodził z domu i szedł na pobliskie wzgórza, gdzie zbierał chrust. Tak zarabiał na życie. Mijały lata, dziewczynki podrosły i starzec zrozumiał, że mimo swojej ciężkiej pracy, nie będzie mógł ich już dłużej karmić i ubierać. Pewnej nocy rozmawiał o tym z żoną i razem uradzili, co robić. Nazajutrz mężczyzna powiedział córkom, że zabiera je do lasu na orzechy. Szli i szli, aż doszli w miejsce, gdzie rosły drzewa orzechowe. Starzec wszedł na jedno z nich, a córkom zakazał patrzeć w górę. Ostrzegł je, że jeśli spojrzą, zmieni się w zwierzęcą skórę. Powiedziawszy to zniknął wśród gęstego listowia, a dziewczęta stały pod drzewem i zbierały z ziemi orzechy, które strącał.

Drzewa rosły blisko siebie i starzec niepostrzeżenie przechodził z jednego na drugie. Gdy był już daleko, zszedł na ziemię i wrócił do wioski. Siostry zaś dalej zbierały orzechy, a gdy już wszystkie zebrały, krzyknęły do ojca, aby strząsnął jeszcze. Nikt jednak nie odpowiadał. Wtedy najmłodsza z nich spojrzała w górę. Wśród listowia szukała ojca, lecz miast niego zobaczyła wiszącą na gałęzi zwierzęcą skórę. Starsze siostry przelękły się i w złości zwymyślały ją za to, co zrobiła. Dziewczęta były przestraszone, gdyż straciły ojca i nie znały drogi do domu.

Wyszły z lasu i ruszyły przed siebie. Szły i szły, aż zobaczyły wielki, otoczony murami budynek. Okazało się, że jego drzwi są uchylone. Weszły przez nie i znalazły się na dziedzińcu wspaniałego zamku. Było w nim mnóstwo pomieszczeń i siostry wchodziły z jednego w drugie, aż w końcu dotarły do zamkniętych drzwi. Nad nadprożem wisiał wielki klucz. Najstarsza zdołała go zdjąć. W komnacie stało łóżko, a na nim siedział, ubrany w bogate szaty, przystojny młodzieniec. Jak tylko zobaczył dziewczęta, wstał i podszedł, aby je powitać. Ucieszył się ze spotkania i opowiedział im o sobie. Okazało się, że nie może opuścić komnaty, gdyż więzi go tu olbrzym, który dwa razy dziennie przychodzi i przynosi mu jedzenie.

Siostry przejęły się losem młodzieńca i spytały, jak mogą mu pomóc. Okazało się, że istnieje pewien sposób. Otóż, w piwnicach zamku była głęboka studnia, a w niej, w żelaznej klatce, piękny biały ptak. "Jeśli ktoś zdoła odnaleźć tę klatkę i zabić uwięzionego w niej ptaka, olbrzym zginie, a ja będę wolny" - rzekł młodzieniec. Siostry nie wiedziały, co odpowiedzieć. Milczały, aż w końcu najmłodsza z nich, która nie mogła oderwać od chłopca oczu, powiedziała że odnajdą i zabiją ptaka. Po czym poprowadziła siostry do głębokich lochów zamku, gdzie znalazły studnię, a w niej żelazną klatkę. Siedział w niej wielki, biały ptak o złotych oczach, czerwonym dziobie i orlich szponach. Dziewczyny zdjął strach na samą myśl o zabiciu takiego ptaka, lecz przelękły się jeszcze bardziej, gdy w lochach rozległ się długi, głośny śmiech. Najmłodsza nie straciła jednak zimnej krwi i rzekła siostrom, aby na jej znak otworzyły klatkę. Gdy tak się stało, chwyciła z całej siły ptaka za szyję. Ten szarpał się i o mało nie odleciał razem z dziewczyną, lecz jej siostry trzymały go mocno za skrzydła. W końcu zdołała go udusić. Przeraźliwy krzyk rozległ się w podziemiach, po czym wszystko ucichło.

Kiedy siostry odzyskały siły, poszły do młodzieńca i o wszystkim mu opowiedziały. Gdy ten dowiedział się, że jest wolny, wzruszenie odjęło mu mowę i nie wiedział, jak ma dziękował. Poczuł, że zakochał się w najmłodszej z sióstr, która swoją odwagą ocaliła mu życie i nalegał, aby wszystkie zamieszkały razem z nim w zamku. Płynął czas, dni mijały szczęśliwie i dziewczyny zapomniały, że straciły ojca. Cieszyły się z wolności, która przyszła do nich tak nieoczekiwanie.

Pewnego dnia królewicz i syn wezyra polowali razem w okolicy. Przed zachodem słońca, zobaczyli zamek i postanowili tam odpocząć. Dziewczyny i młodzieniec przywitali gości i nalegali, aby zostali na noc. Tak też się stało. Następnego dnia królewicz zaproponował, aby pojechali z nim na królewski dwór do Kabulu. Na przyzamkowych łąkach znaleźli konie i wszyscy ruszyli w drogę. W drodze siostry opowiedziały królewiczowi o tym, co je spotkało. Kiedy dotarli na dwór, wysłano posłańców, aby sprowadzili do Kabulu ich rodziców. Po czym wszyscy żyli w szczęściu, a królewicz poślubił średnią siostrę.

tłum. albert kwiatkowski

źródło: A. Dżawid, B. Parker, Legends of Afganistan, Kabul, lata siedemdziesiąte XX wieku.